Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

5 minut na żywo

Autor:

Dodano:

Rynek wołowiny przeżywa swoje 5 minut i skrupulatnie wykorzystuje każdą chwilę. Wyższy kurs euro oznacza dla eksporterów wyższą opłacalność, więc kto tylko ma możliwość wysyłki, korzysta. Handel stał się także łaskawszy dla hodowców tuczników.

Skutki wzmożonego eksportu już są widoczne. O ile żywca wieprzowego nikt raczej teraz nie chce pozbywać się z kraju, o tyle nasze bydło nieprzerwanie trafia na zachodnie rynki Europy. A popyt wciąż rośnie.

Na naszym podwórku już brakuje tych zwierząt. Poszukiwane jest bez wyjątku i młode bydło i tak samo dorosłe sztuki. Po kilku latach wyraźnego zastoju, ceny wreszcie zaczęły iść w górę.

Ale rozbieżności w proponowanych stawkach są duże. Największe różnice widać w przypadku krów rzeźnych. Wszystko zależy od wagi zwierzęcia i umięśnienia. Ceny minimalne zaczynają się od 2 złotych za kilogram. Maksymalne nie przekraczają 4,5 złotego.

Cenniki skupu buhajów wahają się o złotówkę, od 5 do 6 złotych za kilogram. Najbardziej zbliżone są stawki oferowane za jałówki. Tu ceny krążą wokół 4 – 4,70 złotych za kilogram.

Ale jak długo będzie można liczyć na taką zapłatę, trudno wyrokować. Rynek wciąż jest kapryśny i chwiejny. I oczywiście bardzo podatny na wahania walutowe. Do tego jeśli dołożyć coraz bardziej widoczny kryzys, można wysnuć tylko jeden wniosek – to najwyższy, i jak na razie najlepszy czas, na pozbywanie się zwierząt.

Lepszego może nie być – przekonują i przetwórcy i maklerzy giełd towarowych. Ceny nie będą rosły nieprzerwanie, bo kiedy nasza wołowina stanie się zbyt droga, jej miejsce z powodzeniem zajmie towar na przykład z Ameryki Łacińskiej.

Na rynku tuczników też widać zmiany. To już kolejny tydzień wzrostu cen. W ślad za Wielkopolską do przodu ruszyła reszta kraju. Średnie ceny w punktach skupu wynoszą od 4,20 do 4,40 zł za kilogram żywca.  W klasyfikacji poubojowej najwyższa klasa „S”, po kilku nieudanych tygodniach, znów przebiła poziom 6 złotych.

Dziś w punktach skupu, za klasę „S” rolnicy dostawali od 5,80 do 6,10 zł za kilogram. Klasę „E” wyceniano na 5,70 – 5,95 zł. „U” – 5,50 – 5,70. „R”, której jeszcze niedawno daleko było do 5 złotych, teraz kosztuje 5,10 – 5,50.

Zdobycie odpowiednich ilości towaru, przy wciąż rekordowo niskim pogłowiu, nie jest łatwym zadanie, stąd podwyżki. Ale, żeby nie było tak różowo, przetwórcy ostrzegają – krajowe ceny tuczników są tuż przy granicy, której nie zaakceptuje ani nasz rynek, ani tym bardziej eksporterzy.

I jeszcze słowo o prosiętach. Ceny wciąż utrzymują się w wysokich rejonach. 420 zł za parę tych zwierząt na Podlasiu. 400 na Mazowszu, Małopolscy i w Łódzkiem.

Źródło:farmer.pl

×