Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Spółka jabłkowa

Autor: Wiesław Wasilewski

Dodano: 02-02-2007 10:31

Chłodnie na 1700 ton jabłek zapełniają się błyskawicznie wraz z kończącym się okresem zbioru w łąckich sadach. Dzięki temu ich właściciele wiedzą, że powołanie grupy i inwestycje były właściwymi decyzjami.

Był rok 2002, kiedy grupa sadowników z okolic Łącka, w woj. małopolskim, doszła do wniosku, że w pojedynkę nie są dostatecznym partnerem dla wielkich odbiorców jabłek, dostawców środków ochrony czy nawet większych sieci sklepów. Poza tym ciągle nie wystarczało im czasu, aby równocześnie pilnować sadów i zajmować się współpracą z kontrahentami.

Uznali, że decyzja może być tylko jedna – muszą się zorganizować.

Hala wśród krętych dróg
Inicjatorzy grupy od początku wiedzieli, po co chcą powołać nową strukturę i jaki będzie jej cel. Dlatego rozmowy z potencjalnymi członkami przebiegały szybko i konkretnie.

W końcu 2003 roku Wojewoda Małopolski zarejestrował oficjalnie Sądecką Grupę Producentów Rolnych „Owoc Łącki”. W jej skład weszło 16 osób prywatnych i Zakład Doświadczalny Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa – Brzezna. Na formę prawną grupa wybrała spółkę z o.o.

Głównym celem grupy, oprócz wspólnej sprzedaży owoców i zaopatrywania się w materiały niezbędne do produkcji sadowniczej, było stworzenie dużej profesjonalnej bazy przechowalniczej. Łącznie członkowie grupy posiadają bowiem 100 hektarów jabłoni i uzyskują przeciętnie 20 ton owoców z hektara. Sprzedawanie „na bieżąco” owoców z takiej powierzchni byłoby mało realne i nieekonomiczne. Pierwsza decyzja inwestycyjna grupy dotyczyła zatem budowy profesjonalnej chłodni.

Najpierw fundusze
Sporządzone kosztorysy i wykonane biznesplany uświadomiły członkom grupy, że koszt inwestycji daleko przekracza ich możliwości. Budowa chłodni wraz z towarzyszącą infrastrukturą to prawie 3,5 mln złotych. Do tego nowoczesna instalacja chłodnicza, sortownia owoców z wodnym rozładunkiem oraz 3 tys. skrzyniopalet to kolejne 2 mln złotych. Jednak wysokie koszty nie zniechęciły ich.

Z funduszy kapitału zakładowego wykonano projekty budowlane i wszelkie wymagane prawem operaty i uzgodnienia. W tym samym czasie poszukiwano możliwości uzyskania pomocy publicznej – krajowej lub unijnej.

Początkowo program unijny SAPARD nie przewidywał szczególnej pomocy dla grup producentów. Dopiero przyjęte w 2005 r. rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Sektorowy Program Operacyjny stworzyły dogodne warunki dla takiej inwestycji. Dzięki połączeniu pomocy unijnej i krajowej grupa z Łącka uzyskała decyzję o możliwości otrzymania aż 75 proc. zwrotu poniesionych i udokumentowanych nakładów inwestycyjnych (50 proc. z SPO w ramach Działania 1.5. Poprawa marketingu i przetwórstwa artykułów spożywczych i 25 proc. z pomocy krajowej udzielanej przez ARiMR na wsparcie grup producentów rolnych, realizowane w ramach WPR).

Takie argumenty przekonały miejscowy oddział BGŻ, który udzielił grupie korzystnie oprocentowanego kredytu (poniżej 6 proc. rocznie). Wymagało to jednak  dodatkowych zabezpieczeń. Mimo że grupa jest zarejestrowaną formą prawną i zabezpieczono kredyt hipoteką, zażądano złożenia przez wszystkich członków grupy weksli in blanco oraz cesji praw do ich podstawowych kont obrotowych. I to ryzyko podjęli.

Dzisiaj chłodnia już działa. Grupa złożyła też całość dokumentacji niezbędnej do uzyskania refundacji poniesionych kosztów i uzyskała pozytywną opinię. Z niecierpliwością czeka na pojawienie się pieniędzy na koncie, bo umożliwi to spłatę kredytu i podjęcie kolejnych inwestycji.

Co zyskali?
– Nie było innego wyjścia. Trzeba było zdecydować: czy likwidować intensywne sady, czy zbudować nowoczesną bazę chłodniczą – stwierdza Bolesław Zając, prezes zarządu. – Jednak indywidualnie na takie inwestycje nie było stać żadnego z nas. Zatem decyzja o powołaniu grupy była jedynym rozsądnym wyjściem. Pierwsze efekty już są.

Dzięki zorganizowaniu wydają 5–8 proc. mniej na środki produkcji. Uzyskują natomiast cenę sprzedaży o 25–30 proc. wyższą od tej, jaką płaci się indywidualnym producentom.

Mają też więcej czasu na dopilnowanie sadów i na własne sprawy, bowiem od momentu dowozu owoców do chłodni pozostaje im już tylko czekać na odbiór gotówki. Organizacją działalności grupy i dystrybucją zajmują się tylko 4 osoby – wiceprezes i trzech pracowników. Koszty działalności zredukowano dodatkowo dzięki środkom przeznaczonym na wsparcie dla nowo powstałych grup producentów rolnych (w tym roku 40 tys. zł).

– Gdyby nie możliwość skorzystania z dotacji na poziomie trzech czwartych kosztów, to realizacja inwestycji nie byłaby możliwa – podkreśla Kazimierz Rusnarczyk, wiceprezes zarządu. – Stąd tak cenimy sobie fakt, że potrafiliśmy się dogadać i podjąć wspólne działania.

Ambitne plany
Odzyskanie części pieniędzy będzie dla grupy początkiem kolejnego wyzwania. Są już plany zakupu specjalistycznych środków transportu wewnętrznego i ciężarowego oraz rozbudowa  chłodni, która docelowo pomieści 4 tys. ton owoców. Umożliwi to członkom grupy zwiększenie własnej produkcji i świadczenie usług dla okolicznych drobnych producentów. W planach jest także wdrożenie systemu HACCP oraz uruchomienie specjalistycznych szkoleń.

Autor jest specjalistą od pozyskiwania funduszy pomocowych 

Źródło: "Farmer" 22/2006

×