Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Łubin andyjski

Autor:

Dodano:

Podstawową rośliną oleistą w naszym kraju jest rzepak ozimy. Hodowcy roślin poszukują jednak rośliny alternatywnej dla niego. Łubin andyjski ze względu na cechy jakimi się odznacza, może w przyszłości stanowić drugie, równie cenne źródło oleju roślinnego.

O tym łubinie mało kto słyszał nie tylko w naszym kraju. Więcej na jego temat można się dowiedzieć w firmie hodowlano-nasiennej Hodowla Roślin Smolice.

Co w nim jest takiego interesującego, że zajęliście się jego hodowlą? – spytaliśmy dr Stanisława Stawińskiego który kieruje oddziałem firmy w Przebędowie.

Stanisław Stawiński – Zainicjowaliśmy swoje prace po stwierdzeniu, że nasiona form dzikich tego gatunku zawierają do 22 proc. tłuszczu. Jest go więc co prawda o połowę mniej jak we współczesnych odmianach rzepaku ozimego, ale jak na formy wyjściowe do hodowli obiecująco dużo. Bardzo interesujący jest także skład. Olej łubinowy jest produktem jadalnym o znakomitej przydatności żywieniowej.
Równocześnie jego produkcja byłaby znacznie tańsza. Jak wiadomo wszystkie gatunki łubinów współżyją z bakteriami wiążącymi wolny azot z powietrza. Nie istnieje więc potrzeba stosowania nawozów azotowych, a dawki fosforu i potasu są znacznie ograniczone. Łubiny doskonale wykorzystują oba te pierwiastki z form chemicznie trudno dostępnych lub głęboko zalegających w glebie.

Uprawę łubinu andyjskiego można więc rozpatrywać także w kategorii uprawy ekologicznej?
Jak najbardziej. Produkcja tłuszczu roślinnego może być w przyszłości nie tylko tańsza, ale także zdrowsza dla środowiska. Niższe dawki nawozów mineralnych, oznaczają jednocześnie ograniczone wymywaniem składników mineralnych – zwłaszcza bardzo ruchliwego w glebie azotu i potasu – do wód gruntowych i powierzchniowych. Wiele się mówi o malejącej różnorodności gatunkowej środowiska rolniczego. Łubin andyjski jako nowy gatunek wśród roślin oleistych rozszerzyłby go. Uprawa choćby na połowie obszaru zajmowanego dziś przez rzepak ozimy, byłaby zbawienna dla naszych gleb. Może to być w przyszłości drugi obok rzepaku „łamacz” płodozmianów zbożowych, dominujących we współczesnym rolnictwie. Zmniejszając areał „żarłocznego” rzepaku ozimego na rzecz łubinu, ograniczymy zużycie nawozów azotowych których produkcja pochłania ogromne ilości energii. Nie jest to może powód do radości dla Zakładów Azotowych „Puławy” oraz innych producentów tego środka produkcji rolniczej, ale w wymiarze ekologicznym jest to wymierna korzyść.

Na jakim etapie są prace hodowlane?
Określiłbym go jako czas udamawiania. Formy wyjściowe z jakimi zaczynaliśmy, absolutnie nie nadawały się do praktycznego wykorzystania w Europie. Kwitły do października, ale nie wiązały nasion. W Andach skąd gatunek pochodzi, okres wegetacji jest znacznie dłuższy. Aby zaadoptować go do naszej szerokości geograficznej i strefy klimatycznej musieliśmy odszukać osobniki nietypowe, wcześniej dojrzewające. Drogą żmudnej selekcji udało się je znaleźć. W trakcie prowadzonych prac wykrystalizowały się dwa typy użytkowe tego gatunku. Pierwszy z nich to forma samokończąca, nie tworząca pędów bocznych. Rośliny można zbierać w akceptowalnym już terminie, bo w II połowie sierpnia. Drugi typ jest nieco późniejszy – łubin osiąga dojrzałość żniwną w I dekadzie września – a jednocześnie wydaje on kilka pędów bocznych. To ważne, bo dzięki temu wyżej plonuje. Określam go jako semi-samokończący.

Kiedy można się spodziewać pierwszych odmian?
Odpowiadając wprost na postawione pytanie – w XXI wieku. Proszę nie oczekiwać, że w ciągu 3–5 czy nawet 7 lat skierujemy do badań rejestracyjnych pierwszą odmianę łubinu andyjskiego. Jesteśmy na wstępnym etapie budowania rodów tego gatunku. Dopiero na tym etapie zajmiemy się pracą nad takimi cechami użytkowymi jak plenność, zawartość tłuszczu, wierność plonowania i pozostałe. Nie mniej, gatunek ten jest fantastycznym obiektem hodowlanym, mogącym zrewolucjonizować zaplecze surowcowe europejskiego przemysłu tłuszczowego.

Źródło: FARMER 23/2009

×