Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Produkcja nasienna strączkowych ma kłopoty

Autor:

Dodano:

Rośnie import soi, spada powierzchnia upraw roślin strączkowych. Programy hodowlane w całej Europie są likwidowane.

- Sytuacja na rynku plantacji nasiennych jest pochodną tego, co dzieje się na rynku białka w Polsce - mówił podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi dr inż. Wojciech Mikulski, specjalista ds. doświadczalnictwa w Katedrze Agronomii UP w Poznaniu. – A (…) import soi z roku na rok idzie w górę. Dzisiaj to jest ok. 2 mln ton. Powierzchnia uprawy roślin strączkowych idzie w dół. W konsekwencji hodowcy, nie mając możliwości zbytu swoich odmian, wręcz likwidują lub ograniczają programy hodowlane. Taką sytuację obserwujemy dzisiaj w całej Europie. Według danych Niemieckiego Związku Hodowców, w tej chwili w UE rośliny strączkowe hoduje 10 hodowców – a dla porównania podam, że pszenicę w samych Niemczech hoduje prawie 30 hodowców. Reszta, z uwagi na import soi i brak zbytu, polikwidowała programy hodowlane.

Wojciech Mikulski przedstawił informację na temat poszczególnych gatunków. Grochu siewnego jest w rejestrze 30 odmian, uprawiane są one na powierzchni 1710 ha.

- Proszę państwa, w sumie grochu siewnego – zakładając, że plon będzie ok. 2,5 tony materiału siewnego – można zebrać ponad 4 tys. ton, co w roku przyszłym umożliwi zasiew na 19 tys. ha – powiedział.

Łubinu żółtego na plantacjach nasiennych jest prawie 2 tys. ha, możemy zebrać 2,8 tys. ton, co w przyszłym roku umożliwi wysiew na 10 tys. ha. Łubinu wąskolistnego na plantacjach nasiennych jest ok. 3 tys. ha, zakładając, że łubinu wąskolistnego zbierze się 1,8 tony z ha, to w roku przyszłym można 38 tys. ha obsiać materiałem siewnym.

- I może jeszcze kilka słów o bobiku. Tu w ogóle sytuacja jest bardzo trudna. Jest tylko w rozmnożeniach trochę ponad 300 ha, a wyszczególnione odmiany są rozmnażane na nieco większych powierzchniach. W sumie w roku przyszłym materiałem siewnym można tutaj zasiać 3,7 tys. ha. Chciałbym zwrócić tutaj uwagę przy takiej opinii zachodniej, pochodzącej głównie z Anglii i z Niemiec – ten gatunek ma szczególną przyszłość z uwagi na to, że tu jest olbrzymi potencjał plonowania, są formy samokończące i tradycyjne oraz jest możliwość poprawienia chemizmu nasion – powiedział dr inż. Wojciech Mikulski.

- Reasumując można stwierdzić, że w przyszłym roku możemy wysiać rośliny strączkowe na 70 tys. ha – podsumował. - To byłyby pola, obsiane materiałem siewnym. W tym roku mieliśmy już w uprawie 140 tys. ha strączkowych. A więc zakładać można, że tylko 50 proc. pól w roku przyszłym może będzie obsiane materiałem siewnym. Wprawdzie polscy rolnicy masowo używają do obsiewu nasion, pochodzących z własnej produkcji, ale to stawia ich z góry w gorszej sytuacji.

A jak można zaradzić tym zagrożeniom?

- Z uwagi na możliwy do wystąpienia deficyt materiału siewnego, być może po zanalizowaniu produkcji byłaby konieczność wprowadzenia do obrotu materiału handlowego. I może kolejny wniosek. W ostatnich latach hodowla roślin strączkowych została jak gdyby trochę wstrzymana – i podobnie badania naukowe miały stosunkowo mały zakres. Z uwagi na to sądzę, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego powinno wesprzeć badania – szczególnie w zakresie genetyki i fizjologii roślin, nad odpornością na stres abiotyczny, nad doskonaleniem agrotechniki ze szczególnym uwzględnieniem obniżenia kosztów uprawy i wykorzystania nasion w żywieniu zwierząt monogastrycznych.

×