Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Kurniki nie śmierdzą

Autor: farmer.pl/MP

Dodano: 09-11-2012 14:35

Firma StoFarm Sp. z o.o., z siedzibą w Karczewie, chce we wsi Zgrzebichy postawić 8 kurników dla ściółkowego chowu kurczaków rzeźnych (brojlerów) o łącznej obsadzie 528.000 szt./cykl.

- To są inwestycje łączne, firma zainwestuje na terenie gminy 60 mln zł – cieszy się wójt ze Stoczka, Mieczysław Wójcik.

„(…) zgłaszam sprzeciw przeciwko lokalizacji wyżej opisanej inwestycji na terenie miejscowości Zgrzebichy” – pod takim protestem podpisało się 80 mieszkańców wsi. Obawiają się zanieczyszczenia środowiska. „Lokalizacja przedmiotowej inwestycji spowoduje zupełną utratę walorów agroturystycznych i rekreacyjnych  miejscowości Zgrzebichy, zanieczyszczenie odległego o ok. 100 m zbiornika wodnego o pow. ok. 10 ha, podniesienie kosztów oczyszczania wody pitnej dla mieszkańców miejscowości Zgrzebichy, degradację istniejących gruntów rolnych oraz degradację odległych zaledwie o ok. 1 km obszarów chronionych Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego” – czytamy w proteście. W związku z tym mieszkańcy domagają się przeprowadzenia rozprawy administracyjnej dotyczącej oceny oddziaływania na środowisko tej inwestycji, połączonej z oględzinami z udziałem biegłych w dziedzinie ochrony środowiska otwartej dla społeczeństwa miejscowości Zgrzebichy. Jak twierdzą, jest wiele nieścisłości w przedstawionym gminie raporcie oddziaływania na środowisko. Odległość do działek siedliskowych mieszkańców w linii prostej to od 32 do 170 m, tereny położone wokół wsi Zgrzebichy są przeznaczone do produkcji rolnej i nigdy na żadnym spotkaniu z władzami gminy nie informowano mieszkańców o zamiarach budowy fermy, w której będzie prowadzona hodowla metodą intensywną.

Wójt rozprawę zaplanował na 14 listopada, ale – jak mówi – nie spodziewa się zbyt wielkiego zainteresowania mieszkańców, bo na wcześniejszym zebraniu w tej sprawie było niewiele osób, a i te bardziej obchodziły sprawy inne niż planowana inwestycja.

- Podpisy pod protestem są naciągane – twierdzi wójt. Jego zdaniem mieszkańcy nie wiedzieli, co podpisują, a całą akcję zorganizowała osoba nawet na stałe nie mieszkająca na tym terenie.

Dlatego też wójt nie zamierza odpowiadać na pismo z 10 października, w którym ów pan z małżonką zwrócił się z prośbą o uznanie za stronę w prowadzonym postępowaniu w sprawie wydania decyzji środowiskowych. Dla wójta sprawa jest jasna: problem odnosi się do gruntów wspólnoty, dlatego też o inwestycji powiadomił sołtysa i w tym trybie prowadzi postępowanie. A sprawy wspólnoty są jak wiadomo nie do końca uregulowane.

- Moja działka leży ok. 147 metrów od planowanej inwestycji, ale dla najbliższej odległość ta wynosi tylko ok. 30 m. – mówi Wiktorian Gruszecki. – Mam działkę tuż za terenem wspólnoty, przez drogę. Kupiłem ją 18 lat temu, sporo zainwestowałem, wspólnie z wójtem doprowadziłem do utwardzenia drogi biegnącej przez wieś. Miałem zamiar zająć się w przyszłości agroturystyką.

Zdaniem wójta, Wiktorian Gruszecki od 18 lat nie zrealizował swoich planów. Tymczasem inwestor w kurniki jest gotowy działać już. I nie wchodzi w grę umiejscowienie kurników  gdzie indziej.

- Inwestowaliśmy, aby przygotować ten teren – stwierdza wójt. Inwestycja dotyczyła dojazdu, wodociągu. Poza tym, jak zapewnia, wczoraj był na terenie podobnej firmy i tam odległość od domów jest jeszcze mniejsza. – To nie jest uciążliwe – przekonuje. – To czysta, estetyczna inwestycja.

- Na tym terenie nie ma ani kanalizacji, ani wodociągu. Wójt zamierza w sąsiedniej wsi zbudować kanalizację, do której będzie chciał najprawdopodobniej podłączyć fermę - tak widzi sprawę Wiktorian Gruszecki.

Ten teren wybrał inwestor, wcześniej obejrzał też inne. A że działkę kupił od syna brata wójta?

- Czy ma to jakieś znaczenie? – pyta wójt. Nie orientuje się też, jak dobry interes przy tej transakcji zrobiła każda ze stron. Wie tylko, że inwestor wyciął już drzewa: - Była wichura, część drzew nadawała się tylko do usunięcia. Pozostałe to tylko zakrzewienia, jak to zwykle bywa na nieużytkach.

Wójt nie do końca wie też, jak dobry interes zrobi gmina. Najpierw przekonuje, że stałe zatrudnienie znajdzie tu 13 osób, a  okresowe nawet kilkadziesiąt. A dlaczego z raportu środowiskowego wynika, że tylko 4? Pewnie błąd przy pisaniu. Cieszy się też, że znalazł inwestora, który chce płacić podatki w gminie - ale nie wie, jak duże będą to wpływy. A że firma jest z Karczewa?

- Wczoraj rozmawiałem. Jak inwestycja dojdzie do skutku, będzie zarejestrowana na moim terenie – mówi wójt.

Jak dojdzie do skutku, bo w końcu nic nie jest przesądzone. Rozprawa 14 listopada.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          

×