Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Apel z „pejsakówki”: Ratujmy hodowlę świń

Autor:

Dodano:

- Od wielu lat nasze Państwo nie ma wizji rozwoju sektora trzody chlewnej – powiedział prof. Zygmunt Pejsak. Prof. mówi nawet mocniej – „nikt nie miał i nikt nie ma takiej wizji, nie chcę powiedzieć, że nikogo to nie interesuje, ale nie ma wizji”.

W Puławach w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym odbywa się XXVIII Międzynarodowa Konferencja Naukowa dotycząca produkcji trzody chlewnej. W tym roku impreza organizowana przez prof. Zygmunta Pejsaka zgromadziła rekordową ilość uczestników. W dwudniowym od 4 do 5 czerwca weźmie udział 1150 osób.

Konferencja organizowana od lat ma swoją nieformalną nazwę - „pejsakówka", która wywodzi się od nazwiska jej organizatora.

Profesor Pejsak swoje wystąpienie tym razem wpisał na sam początek.

- Zawsze swoim wykładem kończyłem konferencję, jednak tym razem postanowiłem przedstawić go na jej otwarciu, bo jest szansa, że więcej osób go usłyszy - powiedział profesor.

Pejsak zaprezentował stan produkcji trzody chlewnej w Europie i na świecie. Zdiagnozował kłopoty naszego sektora świń i przedstawił perspektywy. W mocnych słowa odniósł się do decydentów i polityków. Pokazał co trzeba zrobić, żeby nasza hodowla świń weszła na ścieżkę rozwoju i wyszła z toczącej ją od la zapaści. Zaapelował do rządzących o dostrzeżenie problemów i podjęcie działań, które poprawią sytuację.

- Nikt nie chce powiedzieć i spojrzeć na to, co będzie się w tym sektorze działo za dwa i więcej lat. Powołuje się zespoły eksperckie, przygotowuje się materiały, a z tego nic nie wynika. Nie wdraża się skutecznych mechanizmów dla poprawy producentów trzody w Polsce. Nic w tym zakresie się nie robi. - mówił profesor.

Pejsak nie ma wątpliwości, że bez wytężonej współpracy zainteresowanych w tym oczywiście Ministerstwa Rolnictwa nasi producenci nie będą mieli szans na konkurowanie z rolnikami z Hiszpanii, Danii, Niemiec czy Holandii.

„Kolejni ministrowie rolnictwa zastanawiają się jak najwięcej pieniędzy przeznaczyć na rolnictwo, a nie myślą, o efektywności ich wydawaniu. Często przepisy w ramach Wspólnoty są różnie interpretowane, a nadgorliwość naszych urzędów w tej kwestii potrafi być zdumiewająca. Wystarczy spojrzeć na dobrostan produkcji trzody. Co z tego, że jesteśmy w czołówce państw UE, które spełnia szereg wymogów, skoro nasza produkcja jest nieefektywna. Hodowcy pochłaniają swój czas nie na to, co potrzeba. Urzędnicy nie zdają sobie sprawy, że ich rolą jest wspieranie rozwoju sektora, a nie mnożenie nakazów. Tracimy wiele na spadku pogłowia. Skoro mamy 900 tys. loch mniej niż 10 lat temu, łatwo jest wyliczyć, jak na tym stracili ci wszyscy, którzy dostarczali usługi i produkty dla producentów trzody chlewnej. Ile miejsc pracy nie zostało utworzonych, ile zostało straconych" - brzmiały słowa profesora Pejsaka.

Są kraje w Europie, które wprowadziły mechanizmy wspomagania producentów trzody. Przykłady mnożna mnożyć. Np. w Danii i w Holandii można stosować tlenek cynku w wysokości 3 tys. ppm w dwa tygodnie po odsadzeniu prosiąt dla zapobiegania biegunkom, Unia wyraziła na to zgodę, a w Polsce nie można. W Rumunii wprowadzono dopłaty dla tych producentów, którzy wypełnili wszystkie wymogi związane z dobrostanem. U nas są nakazy, nagród nie ma. Warto dodać, że dopłaty w Rumunii są realizowane z środków unijnych. W Niemczech dotacje do biogazowni były realizowane po to, że utrzymano produkcję trzody i zagospodarowywano w ten sposób gnojowicę.

Co musimy zrobić, żeby dogonić najlepszych w produkcji trzody w Europie i na świecie?

- Jestem optymistą - mówił Pejsak. Musimy poprawić efektywność produkcji - dodał.

Jego zdaniem ścieżki poprawy efektywności są różne, ale przede wszystkim potrzebna jest wiedza. Państwo musi zadbać o to, żeby produkcja trzody chlewnej była ważnym gospodarczo sektorem produkcyjnym w Polsce. Należy także ograniczyć biurokrację i pozwolić powstawać nowym obiektom produkcyjnym. Dziś poziom utrudnień administracyjnych jest ogromny. Konieczne jest wsparcie finansowe do rozbudowy sektora. Mówiąc o poprawie efektywności produkcji, profesor szeroko dotykał kwestii profilaktyki weterynaryjnej, a także relacji cen pasz do przyrostu masy ciała tuczników, kwestii rozrodu i dobrostanu.

- Musimy być odważni - mówił prof. Pejsak. - Wsparcie finansowe dla sektora nie może należeć się każdemu, to nie może być renta socjalna, ale wsparcie dla najlepszych, którzy rokują na przyszłość - dodał.

Wg. niego zakłady mięsne nie mogą lekceważyć polskich producentów i kupować półtusze w Niemczech, czy też innych krajach UE.

- Nie wszyscy dostrzegają rozwój, jaki nastąpił w produkcji trzody na świecie. Dziwię się naszym decydentom i politykom, którzy objechali cały świat i nie jedno widzieli, że nie chcą dostrzec postępu, jaki nastąpił w produkcji wieprzowiny - mówił profesor. - Kto ma postęp krzewić? Kto ma podejmować decyzję, które doprowadzą do poprawy efektywności produkcji? - pytał. - Konsultacji, podpowiedzi było mnóstwo, dlaczego nikt z nich nie korzysta - pytał po raz kolejny.

Od siedmiu lat Polski sektor wieprzowiny spada w dół. Tylko Niemcy budują przy swojej wschodniej granicy ferma za fermą, licząc na to, że będą miały duży rynek zbytu w naszym kraju. My robimy się deficytowi w produkcji, nie zaspokajamy swoich potrzeb, Niemcy już mają nadprodukcję, a jeszcze kilka lat temu były importerem netto wieprzowiny.

Wystąpienie prof. Pejsaka, otwierające XXVIII Międzynarodową Konferencję Naukową trwało blisko 40 minut.

Tegoroczna „pejsakówka" porusza najważniejsze problemy weterynaryjne w sektorze trzody chlewnej. Tematem wiodącym dwudniowego spotkania świata nauki, praktyków i biznesu są mikotoksyny.

×