Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Nie do wszystkiego i nie dla każdego - wady i zalety ciągnika Farmer F4

Autor:

Dodano:

Farmer F4-6258 to najmniejszy ciągnik rolniczy w ofercie producenta z Sokółki, a zarazem jeden z najmłodszych. Czy w związku z tym warto mu zaufać i czy 61-konny silnik John Deere’a to gwarancja satysf akcji?

Ciągniki Farmer z Sokółki trafiają do polskich rolników już od 10 lat, a mimo to osoby nieobcujące z nimi na co dzień mogą mieć duży problem z ich oceną. Z jednej strony budzą zaufanie zastosowaniem głównych podzespołów renomowanych i bardzo doświadczonych producentów takich jak John Deere i Carraro, kuszą też przystępną ceną, z drugiej strony wystarczy poczytać fora internetowe, by poznać opinię wielu rozczarowanych użytkowników, którzy najczęściej narzekają na niedopracowane detale, wysoką awaryjność oraz trudny kontakt z fabrycznym serwisem. Oczywiście, internetowe opinie bywają różne, są anonimowe, więc wypowiedzieć może się każdy bez konsekwencji. W efekcie krytyka płynie czasem z ust osób, które w praktyce nie miały kontaktu z danym modelem albo siedziały w nim tylko przez chwilę.

Prawda czy złośliwość internautów?

Jak jest naprawdę z czerwonymi ciągnikami z Podlasia? Przede wszystkim nie można wrzucać do jednego worka wszystkich modeli. Na starcie firma nie miała praktycznie żadnego doświadczenia w budowie ciągników i można powiedzieć, że zdobywała je na opinii rolników, którzy kupili modele z pierwszych serii, wymagające wielu udoskonaleń.

Od tamtej pory wiele się zmieniło, ale produkty z Sokółki nadal potrzebują stałego udoskonalania - przynajmniej takie można odnieść wrażenie po ponad trzech latach eksploatacji i przepracowaniu ponad 700 mth modelem F4-6258, który w ofercie firmy znajduje się od 2010 r. Ciągnik napędza 4-cylindrowy, turbodoładowany silnik firmy John Deere o pojemności 2,4 litra i mocy 61 KM, spełniający normę Tier IIIA. Choć można mieć pewne zastrzeżenia do doboru charakterystyki tej jednostki, to i tak stanowi ona najmocniejszy punkt tego ciągnika - okazuje się oszczędna i niezawodna.

Podobne diesle używa firma John Deere w swoich ciągnikach komunalnych serii 4000. Bliźniaczy Farmer F4-7258 napędzany jest mocniejszą 66-konną wersją tego silnika - oprócz sterownika różnią je również wałki rozrządu. Za pomocą dwustopniowego, suchego sprzęgła, motor połączono z przekładnią Carraro, która w standardowej wersji oferuje 8 przełożeń i mechaniczny rewers. Niestety, w praktyce biegów jest zdecydowanie za mało i są one zbyt długie. Gdyby silnik miał większą elastyczność, może nie byłoby to aż tak odczuwalne, a tak podczas niektórych prac polowych trudno jest dobrać satysfakcjonującą prędkość pracy - albo jest ona za wolna, albo też ciągnik okazuje się za słaby. Aby sprawnie przejść na wyższe przełożenie, trzeba ciągnik dobrze rozpędzić na poprzednim biegu, inaczej obroty spadną poniżej 1500 obr./min., a dopiero powyżej nich czuć wsparcie turbosprężarki.

Większość prac polowych można wykonywać właściwie tylko na wolnym zakresie biegów. Ewentualnie użyć pierwszego biegu z szybszego zakresu, ale dwójka okazuje się już za szybka i za słaba, chociażby do tego, by rozsiać nawóz po świeżo uprawionym polu. Dlatego osobom, które dopiero zastanawiają się nad wyborem tego modelu, warto podpowiedzieć, że w tym przypadku naprawdę warto dopłacić do opcjonalnej przekładni 12-biegowej, tym bardziej że kosztuje to tylko 1 tys. Z eksploatacyjnego punktu widzenia przekładnia Carraro sprawuje się dobrze, przełączanie biegów jest łatwe i nie wymaga dużej siły, ale jej słabym punktem okazuje się skłonność do nieszczelności. Ten sam producent dostarcza przednią oś, która występuje w dwóch wersjach − standardowej i wzmocnionej do pracy z ładowaczem (w opisywanym ciągniku).

Dobry uciąg

Mimo stosunkowo niedużej mocy Farmer F4-6258 zaskakuje dobrym uciągiem.

To zasługa równomiernie rozłożonego nacisku na osie i dość dużej masy jak na tę moc silnika. Masa z obciążnikami wynosi 3120 kg, a w wersji z przednim ładowaczem trzeba doliczyć kolejne 600 kg. Dzięki temu na wolniejszych biegach nie ma problemu z holowaniem np. 6-tonowej przyczepy z ładunkiem po polu. Napęd na przód dołączany jest ręcznie, natomiast blokadę tylnego mostu włącza się pietą prawej stopy - przedni mechanizm różnicowy blokuje się automatycznie, gdy jedno z przednich kół zaczyna buksować. Napęd 4x4 okazuje się na tyle skuteczny, że ryzyko "zakopania się" opisywanym Farmerem jest stosunkowo niewielkie.

Do podzespołów ciągnika, które zostały wyprodukowane przez Carraro czy John Deere’a, nie można mieć konkretnych zastrzeżeń. Silnik sprawia wrażenie, że będzie długowieczny, pod warunkiem zapewnienia mu właściwej obsługi i czystego paliwa - w układzie wtryskowym zastosowano wrażliwe na brudne paliwo pompowtryskiwacze.

Przekładnia też powinna dać radę. Dobrą opinię można wystawić kabinie produkowanej przez firmę Koja, która jest dość przestronna, estetycznie wykonana, szczelna i dobrze wyciszona. Niestety, z pozostałymi elementami jest już gorzej - nie budzą one zaufania na przyszłość.

A szkoda, bo pierwsze wrażenia w kontakcie z ciągnikiem są na ogół całkiem pozytywne. Oczywiście, nie ma tu tak starannego wykończenia jak w pojazdach bardziej renomowanych producentów, ale też Farmer F4-6258 kosztuje od nich znacznie mniej. Za podstawową wersję tego modelu trzeba zapłacić obecnie około 120 tys. zł brutto, a wydaje się, że ma on wszystko co niezbędne do komfortowej pracy. Z czasem okazuje się, że do jego obsługi niezbędne są też zdolności mechaniczne użytkownika i przede wszystkim duża wyrozumiałość dla różnych drobnych usterek, które najczęściej nie powodują unieruchomienia maszyny, ale mocno irytują. Tym bardziej, że większość niedociągnięć jest na tyle oczywista, że fabryka powinna już dawno się z nimi uporać. Lista usterek tylko na przykładzie tego jednego opisywanego egzemplarza jest dość długa.

Trzeba ich część usprawiedliwić i wyjaśnić, że pierwsze 600 mth ciągnik przepracował u innego właściciela, który wykorzystywał go najczęściej do pracy z ładowaczem.

Efekt końcowy to zużyta całkowicie tarcza sprzęgła i znaczny ubytek w kole zamachowym - koszt nowej tarczy wynosi 950 zł, ale nowemu właścicielowi zależało na czasie, więc oddał starą tarczę do regeneracji (okładziny ceramiczne podniosły koszt do 650 zł, ale po dwóch godzinach tarcza była jak nowa i gotowa do montażu). Producent stwierdził, że w tym modelu to pierwszy taki przypadek, ale użytkownicy innych wersji od dawna zwracali uwagę, że słabym punktem ciągników z Sokółki jest niska żywotność sprzęgła.

Inny częsty problem to wycieki oleju z instalacji hydraulicznej, połączenia nie są dostatecznie szczelne i zawsze gdzieś coś się sączy. Przy częstym podpinaniu przewodów hydrauliki zewnętrznej okolice podnośnika będą zawsze ubrudzone olejem - nie ma tutaj prostego rozwiązania zbierającego olej wyciekający podczas rozłączania hydrauliki.

Dobry komfort pracy, ale...

Obsługę ciągnika również można by dobrze ocenić, gdyby nie niedopracowane detale. Już podczas wsiadania można uderzyć się w wystające dźwignie regulacyjne fotela. Podczas wybierania pierwszego i trzeciego biegu trzeba się mocno pochylić i wyciągnąć rękę do przodu - czy nie można było po prostu inaczej wyprofilować dźwigni? Na pochwałę zasługuje natomiast umieszczenie i obsługa mechanicznego rewersu.

Nie jest on tak komfortowy jak rewers elektrohydrauliczny, ale sprzęgło i dźwignia rewersu działają lekko - obsługuje się go lewą ręką przy kierownicy.

Natomiast podnośnik tylny steruje dwiema dźwigniami regulacji siłowej i pozycyjnej. Dodatkowo można w nim regulować m.in. prędkość opadania.

Dźwignie są umieszczone niewygodnie - za bardzo z tyłu, ale w obecnie produkowanych ciągnikach zostało to już poprawione - przesunięto je w przód.

Zestaw wskaźników został wyposażony w praktyczny wyświetlacz komputera, na którym można odczytywać wiele ciekawych informacji, m.in. temperaturę powietrza, ciśnienie doładowania, czas pracy, stopień wykorzystania mocy, chwilowe zużycie paliwa czy prędkość jazdy. Niestety, w przypadku prędkości nie można jej odczytać, gdyż prawdopodobnie awarii uległ jakiś czujnik.

Czasami gaśnie też kontrolka przedniego napędu, mimo że jest on załączony.

Hamulec ręczny bardzo trudno jest odbezpieczyć po zaciągnięciu, ponieważ trzpień wpada do środka dźwigni. Przestało działać też sprzęgło WOM. Dodatkowo po podłączeniu przyczepy przepalają się bezpieczniki od oświetlenia, a przełącznik kierunkowskazów działa z coraz większym oporem. Zdążyła się już również popsuć blokada haka cięgna tylnego, niezbyt trwałe okazują się także rosyjskie opony, które po dwóch latach wyglądają na wypracowane co najmniej 3 razy dłużej - guma się szybko postarzała i ma liczne pęknięcia. Bardzo niskiej jakości są też dętki, które zaczynają pękać ze starości.

Dobry tylko dla złotych rączek

Jak wiec należy ocenić model F4-6258?

To ciągnik dla osób, które potrafią przymknąć oko na liczne niedociągnięcia, a najlepiej jeśli same też je naprawią.

Nie jest to dobry wybór na główny ciągnik do gospodarstwa, który musiałby intensywnie pracować. Natomiast dobrze sprawdzi się jako ciągnik pomocniczy, np. do siania nawozów, wykonywania oprysków czy pracy z ładowaczem czołowym. W tej ostatniej roli sprawdza się dość dobrze ze względu na mały rozstaw osi i nieduży promień skrętu.

×