Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Zakup prosiąt - profilaktyka

Autor:

Dodano:

Coraz więcej hodowców decyduje się na prowadzenie tuczu otwartego. Mnogość firm mogących pośredniczyć w zakupie zwierząt, jak i sprzedaży tuczników, mogą zachęcać. Na co powinniśmy zwracać uwagę, decydując się na ten rodzaj produkcji?

Po pierwsze wybór firmy, z którą chcemy współpracować.

Warto zasięgnąć opinii u osób, które mają już w tej dziedzinie jakieś doświadczenie. Dla nas ważna jest przede wszystkim uczciwość firm, a więc czy dojadą do nas takie zwierzęta, które kupiliśmy. Jeśli prosimy o konkretny, sprawdzony naszym zdaniem kolczyk, to wymagajmy, aby taki właśnie do nas trafił. Dla nas oznacza to konkretny, oczekiwany status zdrowotny.

Podstawową zasadą jest jak najrzadsze otwieranie stada na nowy materiał.

Jeśli mamy obiekt np. na 1000 sztuk, zdecydowanie wskazane jest jednokrotne zasiedlenie danym kolczykiem, niż na przykład 4 razy po 250 sztuk, z różnych dostaw i hodowli. Nie dotyczy to oczywiście sytuacji, gdy na naszej fermie mamy wydzielone sektory mogące pomieścić konkretne ilości zwierząt, a ich wzajemny kontakt jest technologicznie niemożliwy.

Przed zasiedleniem obiektu należy wykonać skrupulatne mycie i dezynfekcję.

Nawet jeśli od jakiegoś czasu nie było w nim zwierząt, nie zwalnia nas to z tego obowiązku. Podłogi, ściany i sufit muszą być umyte i zdezynfekowane.

Pamiętać należy o kilku podstawowych zasadach. Brudnych pomieszczeń nie zdezynfekujemy, a więc najpierw porządne mycie. Na umytą i wysuszoną powierzchnię (mokra powierzchnia rozcieńczy nam środek dezynfekcyjny, a co za tym idzie - zmniejszy działanie dezynfekcyjne) należy nanieść dobry środek dezynfekcyjny. Preparat musimy pozostawić do wyschnięcia, najczęściej nie ma konieczności spłukiwania (chyba że producent zaleca inaczej). W przypadku chowu na ściółce warto przed pościeleniem zastosować preparat do suchej dezynfekcji.

Niezwykle istotne, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, jest prawidłowe ogrzanie budynku. Zdarzają się sytuacje (i to wcale nie tak rzadko), iż właściciel przyjmujący zwierzęta na tucz pozostawia temperaturę na obiekcie samej sobie.

I tak zwierzęta zostają wpuszczone na obiekt w temperaturze na przykład 5 stopni. Nie ma wtedy możliwości, aby zwierzęta przeszły przez tucz bez chorób. Ogromny stres, jaki towarzyszy transportowi (niejednokrotnie ponad 15 godzin), i nowy, nieprzygotowany budynek (jako kolejne źródło stresu) to sprzyjające warunki, aby rozwinęły się dowolne choroby. A więc: dogrzewamy budynek (dosuszamy, jeśli jest taka konieczność) do minimum 20 stopni. Ma być ciepło i przytulnie. Należy wyeliminować przeciągi, pilnować na bieżąco temperatury oraz zapewnić prawidłową wentylację.

Kolejnym krokiem jest przeprowadzenie skrupulatnej inspekcji poideł i karmników. Wszystkie instalacje muszą być drożne i sprawne. Sprawdzamy stan kojców czy zamknięć. Naszym celem jest zminimalizowanie ewentualnych napraw w trakcie tuczu, a także nienarażanie zwierząt na przykład na trudności w zaspokojeniu pragnienia z powodu zatkanych poideł. Ma to miejsce najczęściej w sytuacjach, kiedy przez instalacje podawane były wcześniej leki bądź dodatki paszowe.

Tak przygotowane budynki są gotowe na przyjęcie nowych lokatorów. A co powinniśmy robić ze zwierzętami? Przygotowanie odpowiedniego programu profilaktyki zależy od statusu zwierząt, które przyjmujemy. Nie ma uniwersalnej metody postępowania.

Podczas przyjmowania zwierząt na fermę należy zrobić bardzo dokładny obchód. Sporządzić notatkę, zapisać nawet najmniej istotne w danym momencie informacje (z czasem informacje niezapisane przepadną w pamięci). Zwracamy uwagę na kondycję zwierząt, wygląd zewnętrzny (rany na skórze, odrapania, poszarpane uszy) i zachowanie. Obserwujemy kał i apetyt. Będzie to wszystko miało ogromne znaczenie dla lekarza weterynarii opiekującego się stadem. Czasami zdarza się, że bardzo pokaleczone czy pogryzione zwierzęta będą musiały zostać przeleczone antybiotykiem w celu uniknięcia ogólnego zakażenia, a zwierzęta agresywne porozdzielane.

Biorąc pod uwagę poprzednie nasze tucze i występujące problemy zdrowotne, możemy próbować wyprzedzać wybuch choroby. Jeśli parokrotnie mieliśmy do czynienia z tak popularną wśród duńskich prosiąt adenomatozą, doskonale znamy jej objawy zwiastunowe. Często stosuje się w związku z tym program metafilaktycznego podawania antybiotyków. Polega on na obserwowaniu stada i w momencie pojawienia się pierwszych objawów podanie leku. Kał o zmienionym kolorze i konsystencji, który pojawia się nawet w pojedynczych kojcach, jest dla lekarza sygnałem do metafilaktycznego włączenia leku. Ponieważ podczas stosowania tej metody zależy nam również na wybudowaniu odporności pozakaźnej, program metafilaktycznego stosowania leku powinien być stosowany minimum przez 10 dni. Pamiętajmy, iż inne leki zaleci lekarz weterynarii w przypadku adenomatozy, inne w przypadku streptokokozy czy też PRDC. Tylko znajomość statusu zdrowotnego stada wysyłającego zwierzęta, jak i historia naszych poprzednich tuczy, pozwoli prawidłowo przeprowadzić metafilaktykę. Hodowca nie może przeprowadzać tego zabiegu "na własną rękę", gdyż nietrudno przy takich nieudolnych próbach wyhodować zwierzęta lekooporne. A to dopiero stanie się dla nas problemem podczas wybuchu choroby.

Jeśli już lekarz przeprowadził program metafilaktycznego stosowania antybiotyku, należy przedyskutować i ustalić z nim szczepienia. Opierając się na tych samym kryteriach co poprzednim razem (status zdrowotny+ historia tuczu), lekarz zaproponuje odpowiedni program szczepień. Niezbędna jest informacja odnośnie szczepień prowadzonych na stadzie rodzicielskim, tak aby nie dublować szczepionek i nie robić hodowcy dodatkowych kosztów. Uczciwy dostarczyciel prosiąt/warchlaków nie będzie miał przed nami tajemnic, a uzyskanie takich informacji naprawdę w dzisiejszych czasach nie jest trudne.

Niejednokrotnie hodowcy chcą otrzymać świnie z jak najlepszego kolczyka, pozbawionego jakichkolwiek chorób. Pamiętajmy jednak, że zwierzęta takie dobrze sprawdzą się na bardzo dobrych obiektach, gdzie panują doskonałe warunki, a nigdy wcześniej chlewnia nie borykała się z poważniejszymi chorobami.

Jeśli natomiast takie "czyste" świnie wprowadzimy na tuczarnie zmęczone, stare, nieodpowiednio umyte czy wydezynfekowane, wybuch choroby jest tylko kwestią czasu. Należy zwrócić uwagę, iż nie zawsze i nie każdemu będzie się opłacało dopłacać do dobrego kolczyka, jeśli obecne warunki na fermie przyjmującej nie będą w stanie zapewnić kontynuacji dobrostanu.

I tak na przykład zasiedlanie zwierzętami z fermy ujemnej pod względem mykoplazmowego zapalenia płuc na obiekt, gdzie choroba zawsze była obecna, spowoduje w krótkim czasie wybuch choroby, a leczenie i straty będą bardzo kosztowne.

Podobnie ma się sprawa ze szczepionką na cirkowiroze. Bardzo często możemy "zażyczyć" sobie prosięta zaszczepione, niektórzy hodowcy jednak z powodu tak zwanej "zasady ograniczonego zaufania" wolą przeprowadzić szczepienia u siebie. Dyskusja jest w dalszym ciągu gorąca i nie każdy potrafi znaleźć uzasadnienie ekonomiczne do stosowania szczepień przeciwko PCV2.

Jeśli mamy wątpliwości co do skuteczności tej konkretnej szczepionki, zawsze możemy przeszczepić "doświadczalnie" połowę wstawionych zwierząt, i prowadząc skrupulatną dokumentację (waga, przyrosty, różnicowanie, upadki, mięsność itd.) odpowiedzieć sobie samemu.

Zwierzęta, które do nas przyjeżdżają, zawsze bezwzględnie należy odrobaczyć. Zabieg przeprowadzamy zawsze ulotkowo.

Jeśli producent zaleca przeprowadzanie odrobaczenia dwukrotnie, tak go należy wykonywać. Ułatwianie, skracanie sobie drogi jednokrotnym podaniem nic nam nie da, efekt nie będzie osiągnięty. Większość hodowców w tuczu otwartym również uznaje za minimum przeprowadzenie szczepień przeciwko różycy.

Jest to pocieszające, iż coraz więcej hodowców słucha porad lekarzy weterynarii, a spora ich część również do tych porad się stosuje. Pozwala to nam coraz częściej cieszyć się tuczami, które przebiegają naprawdę z niewielkimi problemami zdrowotnymi.

Bo profilaktyka zawsze i wszędzie jest najważniejsza.

Lepiej (i taniej) jest zapobiegać niż leczyć.

×