Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Biogazownie zamiast nierentownych kopalni

Autor:

Dodano:

Biorąc pod uwagę dane opublikowane w raporcie „Zmierzch węgla kamiennego w Polsce”, już około 2040 r. nie będzie w Polsce węgla możliwego do wydobycia. W związku z tym, że obecnie elektrownie węglowe to ponad 80 proc. mocy produkcyjnych w rodzimym sektorze energetycznym, trzeba czym prędzej wdrażać inny system, który zapewni bezpieczeństwo energetyczne.

Zdaniem klastra Wielkopolski Biogaz, postulaty przedstawione w definicji bezpieczeństwa energetycznego najlepiej spełniają biogazownie.


Niestety obecnie odnawialne źródła energii mają zaledwie 10 proc. udziału w krajowej produkcji energii. Co gorsza, to oficjalne dane, w których jako zielona energia zupełnie niesłusznie traktowane jest współspalanie biomasy w blokach węglowych. Może to być nawet połowa energii przypisywanej w statystykach do energetyki odnawialnej.

Elektrownie zasilane węglem kamiennym odpowiadają za 56 proc. mocy produkcyjnych. Te, w których spalany jest węgiel brunatny to 26% mocy. Natomiast w oficjalnej retoryce administracji rządowej w dalszym ciągu panuje powtarzany od lat slogan, że węgiel to nasze bezpieczeństwo energetyczne.

W opracowaniu autorstwa byłego głównego geologa kraju, dra Michała Wilczyńskiego, pt. „Zmierzch węgla kamiennego", którego treść przeanalizował klaster Wielkopolski Biogaz, pojawia się jednak informacja, że wkrótce węgiel się skończy. Nastąpi to ok. 2040 roku. Natomiast pierwsze problemy węglowe już dają o sobie znać, chociażby w postaci cen węgla. Okazuje się, że bardziej opłaca się przywozić do Polski węgiel z portów Amsterdam, Rotterdam i Antwerpia aniżeli ze Śląska. Zgodnie z wyliczeniami zawartymi w raporcie, maksymalna odległość, na jaką opłaca się przewozić węgiel ze Śląska to trasa Katowice - Piotrków Trybunalski, czyli ok. 150 km. Dla bardziej oddalonych od Śląska miejscowości tańszy jest węgiel importowany.

- Wobec kłopotów z węglem, warto zastanowić się, czy to nie jest właściwy moment, żeby rozpocząć odwrót od tradycyjnej energetyki rodem jeszcze z XX w. na rzecz nowoczesnej energetyki rozproszonej - sugeruje Roman Pasławski z Klastra Wielkopolski Biogaz. - A okoliczności faktycznie są sprzyjające, zważywszy że tworzone są właśnie nowe regulacje dotyczące krajowej energetyki. Mam tu na myśli tzw. duży trójpak, którego wejścia w życie wyczekują wszyscy zaangażowani w branżę OZE - dodaje.

Bezpieczeństwo energetyczne możemy sprowadzić do trzech punktów: bezpieczeństwa dostaw, bezpieczeństwa ekonomicznego i bezpieczeństwa ekologicznego. Bezpieczeństwo dostaw rozumiemy jako zapewnienie ciągłości i jakości dostaw energii na poziomie odpowiadającym potrzebom społecznym i gospodarczym. Mówiąc najprościej - oznacza to ograniczenie do minimum potrzeby importu surowców energetycznych. Bezpieczeństwo ekonomiczne odnosi się z kolei do zapewnienia takiego poziomu cen energii, który nie będzie tworzył bariery dla rozwoju gospodarczego. Natomiast bezpieczeństwo ekologiczne to zapewnienie, że produkcja energii nie będzie powodowała nadmiernych szkód, w tym nieodwracalnych zmian dla środowiska naturalnego, przez które należy również rozumieć np. wyczerpanie zasobów surowców naturalnych.

- Postulaty bezpieczeństwa energetycznego nawet osobom słabo zorientowanym w temacie powinny kojarzyć się od razu z energetyką biogazową. Trudno znaleźć lepszy przykład innej gałęzi energetyki, która tak dobrze wpisywałaby się w te ramy - zwraca uwagę Roman Pasławski.

Jego zdaniem jeśli chodzi o zapewnienie stałych dostaw, to bezpiecznie szacując, możemy przyjąć, że biogazownia pracuje przez 8000 godzin w roku (potrzebuje w ciągu całego roku tylko ok. 30 dni na prace serwisowe - przestoju można uniknąć, instalując dwie jednostki kogeneracyjne). Kalkulacja z uwzględnieniem biogazowni takiej jak obiekt pokazowy budowany przez klaster Wielkopolski Biogaz, czyli posiadającej moc 250 kW w prosty sposób ilustruje potencjał tego rodzaju elektrowni. Moc przemnożona przez roczny czas pracy biogazowni daje 2 000 000 kWh energii. Jeśli podzielimy tę ilość przez 2500 kWh, co odpowiada rocznemu zużyciu energii przez 4-osobowe gospodarstwo domowe, wyliczymy, że biogazownia może zaspokoić potrzeby 800 takich gospodarstw.

250 kW x 8.000 h = 2.000.000 kWh
2.000.000 kWh / 2500 kWh = 800
Mnożąc 800 przez 4 czyli liczbę osób w gospodarstwie domowym wziętym do przykładowych obliczeń, otrzymamy 3200 ludzi.

Trudno, co prawda, oszacować zasoby biomasy, która jest aktualnie marnotrawiona, ale są to ilości, które pozwalają pokusić się o stwierdzenie, że szersze zastosowanie instalacji biogazowych mogłoby zaspokoić potrzeby energetyczne nie tylko wsi, ale nawet małych miasteczek. Liczba 3200 osób jest porównywalna z populacją takich miast jak np. Alwernia (Małopolskie), Kazimierz Dolny nad Wisłą (Lubelskie) czy Rakoniewice (Wielkopolskie).

Biorąc pod uwagę biogazownię o mocy 1 MW (przeciętna moc obecnie funkcjonujących w Polsce biogazowni to nieco ponad 1 MW), wszystkie wielkości będą 4-krotnie wyższe. Energia wyprodukowana w takiej biogazowni wystarczyłaby zatem do zasilania ponad 12-tysięcznego miasta. Przytoczone obliczenia oczywiście podlegają pewnym zaokrągleniom, nie uwzględniają bowiem strat energii na przesyle i zmienności zużycia w zależności od liczby osób w gospodarstwie domowym (zużycie nie jest proporcjonalne - mniejsze gospodarstwa zużywają znacznie więcej energii w przeliczeniu na osobę), ale z pewnością dobrze ilustrują zjawisko i przemawiają do wyobraźni.

Wyjaśniając bezpieczeństwo zachowania cen, które nie stanowiłyby bariery dla rozwoju gospodarki, należy spojrzeć na kwestię z punktu widzenia podstaw ekonomii. Oczywistym jest, że towar, którego jest coraz mniej, a jest cały czas tak samo potrzebny, będzie stale drożał. To gra popytu i podaży, która dotyczy polskiego węgla w takim stopniu, jak każdego innego ograniczonego ilościowo dobra. Z tego można wysnuć prosty wniosek, że jeśli wyczerpanie zasobów krajowego węgla zastanie nas bez energetycznej alternatywy, będziemy prawdopodobnie zmuszeni przepłacać za węgiel importowany.

- Z drugiej strony mamy pod dostatkiem biomasy pochodzenia rolniczego oraz przemysłowego, z sektora produkcji żywnościowej. Nie trzeba jej specjalnie pozyskiwać, jak w przypadku węgla i innych kopalin - zwraca uwagę Pasławski. - Jest wręcz przeciwnie. To praktycznie darmowy surowiec. - podkreśla ekspert.

Warto podkreślić również, że odpady pochodzące z produkcji żywności to substraty, które charakteryzują się jednymi z najwyższych potencjałów produkcji biogazu. Szczególnie dotyczy to odpadów z rzeźni, takich jak odseparowana tkanka tłuszczowa czy zawartość żołądków bydła.

To z kolei już bezpośrednio łączy się z kwestią bezpieczeństwa ekologicznego. Nie dość, że w porównaniu ze spalaniem węgla, produkcja biogazu nie ma szkodliwych produktów ubocznych, to jeszcze pozwala utylizować odpady, które są niebezpieczne w składowaniu i szkodliwe dla otoczenia.

- Zgodnie z tym, co czytamy w raporcie Instytutu na rzecz Ekorozwoju, wraz ze spalaniem węgla kamiennego, emitowane są do atmosfery metale ciężkie i toksyczne gazy. W Polsce każdego roku to około 800 ton dwutlenku siarki, 300 ton tlenków azotu oraz około 400 ton pyłów, a oprócz tego od 4 do 5 ton rtęci i blisko 200 ton ołowiu - wylicza Pasławski. - Biogazownie natomiast pozwalają ograniczać emisję szkodliwych gazów emitowanych przez składowane odpady organiczne - dodaje.

Niestety, do tej pory mało kto przejmował się szkodliwością spalania węgla, a to wszystko w imię bezpieczeństwa energetycznego. Jednak w świetle opublikowanych teraz danych to bezpieczeństwo to jest jedynie złudne. Moglibyśmy jako kraj być na zupełnie innym poziomie rozwoju gospodarczego i niezależności energetycznej, gdyby tylko kilka lat wstecz rządzący podeszli strategicznie do odnawialnych źródeł energii.

×