Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Wizyta w fabryce John Deere'a pomogła w wyborze ciągnika

Autor: Karol Hołownia

Dodano: 16-05-2014 13:02

Czy jakość ciągnika, na który chcemy wydać setki tysięcy złotych, warta jest swojej ceny? Na tak postawione pytanie odpowiedź przychodzi zazwyczaj po pewnym okresie użytkowania. Przy zakupie pomocne są opinie użytkowników. Duże wyobrażenie o niezawodności maszyny może dać też wizyta w fabryce i zapoznanie z procesem produkcyjnym.

Tak też było w przypadku Józefa Picha z Dobrzynki w woj. warmińsko-mazurskim. Jeszcze w ramach dofinansowania z PROW 2007-2013 rolnik zaplanował zakup kilku maszyn. Niedawno podpisał umowę z ARiMR na zwrot części inwestycji, która obejmuje m.in. nabycie prasy belującej, kosiarki dyskowej, zgrabiarki i owijarki oraz agregatu ścierniskowego. Największą inwestycją ma być jednak zakup ciągnika. Tutaj szala wyboru przechyliła się w stronę 115-konnego John Deere’a z serii 6M.

"M-ka" ma być maszyną wykorzystywaną w najbardziej wymagających pracach w gospodarstwie, przede wszystkim uprawach polowych. - Uważam, że model 6115M będzie dla mnie najlepszym ciągnikiem, ponieważ nie mam zbyt wielkich areałów i ciągnik będzie w pełni wykorzystany - przede wszystkim przy agregatach uprawowych i siewnych oraz prasą.

Z pługiem obracalnym 4-skibowym też bez problemów sobie poradzi. Zakup większego ciągnika w moim przypadku w tym momencie nie miałby uzasadnienia - mówi Pich. Gospodarstwo jest wielokierunkowe. Rolnik użytkuje około 85 ha gruntów, prowadzi chów 60 sztuk bydła, w tym 18 krów mlecznych, oraz produkuje żywiec wieprzowy (stado około 60 sztuk).

DLACZEGO CIĄGNIK Z MANNHEIM?

W gospodarstwie Picha jest aż siedem ciągników, z czego największym jest Ursus 1224. Maszyn jest sporo, bo są wykorzystywane w usługach, poza tym, jak z dozą humoru zaznacza rolnik - woli trzymać pieniądze w garażu niż w banku. John Deree’a do tej pory rolnik żadnego nie posiadał. Skąd więc wzięła się decyzja o zakupie? Oprócz pozytywnych opinii zasłyszanych od użytkowników zielonych maszyn, zadecydowała również możliwość obejrzenia produkcji ciągników. - Zostałem zaproszony przez firmę Agroserwis z Pasłęka na wizytę w fabryce ciągników John Deere w Mannheim. Chciałem pojechać i zobaczyć, jak to się wszystko odbywa - wspomina rolnik.

To, co najbardziej utkwiło Józefowi Pichowi w pamięci, to przede wszystkim montaż skrzyni biegów. - Zawsze myślałem, że do fabryki przywożone są całe gotowe elementy. Tutaj jednak zobaczyłem co innego. Obróbka kół zębatych i innych części odbywa się na miejscu z prefabrykatów. Wszystko to jest wykonywane z ogromną precyzją, przy użyciu bardzo nowoczesnych narzędzi oraz z dbałością o czystość. I jeśli teraz ktoś powie mi, że jest inaczej - będę się z nim kłócił - mówi ze śmiechem rolnik.

W pamięci utkwiły mu także dalsze etapy kontroli podzespołów. - Wszystko jest sprawdzane, testowane w różnych temperaturach, podpinane pod hydraulikę i testowane pod pełnym obciążeniem i obrotami. To, co zobaczyłem daje wyobrażenie produkcji na najwyższym poziomie. Sama fabryka to 22 ha pod dachem.

Zaskakuje też wysoka dynamika montażu - dodaje. John Deere należy dzisiaj do nielicznych marek, które wszystkie kluczowe elementy swoich ciągników wytwarzają we własnym zakresie. Podczas wizyty w fabryce grupa klientów z Polski miała także okazję do przejażdżek różnymi ciągnikami od 60 do 370 KM.

- Wyjazd w dużej mierze przekonał mnie do wyboru ciągnika. Zauważyłem też, że każdy ciągnik jest budowany praktycznie "pod nazwisko". Podczas montażu przy każdej maszynie wisi kartka, do jakiego kraju maszyna ma trafić, a nawet do jakiej miejscowości. Po za tym w wyborze ważna była też opinia innego użytkownika John Deere’a serii M, do którego pojechaliśmy z przedstawicielem Agroserwisu z Pasłęka.

KLUCZOWE TESTY

Aby zapewnić właściwe funkcjonowanie maszyny w różnych warunkach pracy, w fabryce w Mannhaim przeprowadzanych jest szereg testów. Dokonuje ich specjalny dział - PV&V (Product Verification & Validation). Pracuje w nim ponad 50 inżynierów i prawie dwa razy tyle techników.

Sprawdzanie produktów zaczyna się od badań wirtualnych, na przykład konstrukcji, wymogów homologacyjnych, zabezpieczeń i punktów ryzyka. Testy są uzupełniane analizami komputerowymi i wielokrotnymi symulacjami, które pozwalają m.in. na badanie napięć komponentów, dynamiki pojazdu, analizę systemu chłodzenia lub symulację przepływu powietrza wokół maszyny i w kabinie.

Bardzo interesujące są testy laboratoryjne. W najnowocześniejsze urządzenia w tej części działu kontroli jakości firma zainwestowała miliony euro. Przykładem może być przechylny stół z przekładnią i skrzynią biegów, na którym sprawdza się działanie zespołów we wszelkich możliwych przechyłach, w jakich może znaleźć się ciągnik. Do badania wpływu niskich temperatur służą specjalne komory z temperaturą poniżej -30 stopni. Weryfikuje się tam m.in. działanie rozrusznika i sytemu ogrzewania.

Z testów laboratoryjnych warto też wymienić tunel powietrzny, w którym sprawdza się, czy zapewniony jest odpowiedni przepływ powietrza wokół maszyny podczas pracy. Ciekawym testem - stosownym do maszyn najnowszych generacji - jest EMC, czyli badanie elektromagnetyczne. Polega ono na sprawdzeniu działania stosowanych nowoczesnych systemów elektronicznych, poprzez wystawienie ich na działanie promieniowania o zmiennej częstotliwości i intensywności.

Po testach laboratoryjnych maszyny są wypróbowywane w polu, w niemal wszystkich możliwych pracach. Operacje są wykonywane na polach testowych w Niemczech, Hiszpanii, USA oraz Brazylii i Meksyku. Poddawane są m.in. próbie błotnej, przyspieszenia i toru okrężnego.

×