Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Rasy rodzime to szansa dla mniejszych gospodarstw

Autor:

Dodano:

Chów ras trzody chlewnej objętych programem ochrony zasobów genetycznych dla wielu gospodarstw może być szansą na przetrwanie.

Intensyfikacja produkcji zwierzęcej, jaką obserwujemy w ostatnich dziesięcioleciach niesie ze sobą znaczną koncentrację produkcji. W naszym kraju coraz częściej powstają wyspecjalizowane fermy, utrzymujące po kilka- kilkanaście tysięcy tuczników. Niestety nie wszyscy rolnicy są w stanie podążyć za dynamicznymi zmianami jakie zachodzą w produkcji trzody.

Szansą dla nich jest możliwość dołączenia do programu ochrony zasobów genetycznych. Dotyczy on trzech ras trzody chlewnej: złotnickiej białej, złotnickiej pstrej i puławskiej. Jednym z takich hodowców jest Ireneusz Kamiński, hodowca z miejscowości Dębień w powiecie działdowskim. Od blisko ośmiu lat zajmuje się on hodowlą świń rasy złotnickiej białej. Wszystko zaczęło się w 2007 roku, gdy przy wsparciu Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, pan Ireneusz przystąpił do programu ochrony zasobów genetycznych. W szczytowym okresie posiadał około 30 loch. Dziś są to 22 sztuki. Znaczna część warchlaków przeznaczona jest na sprzedaż, niewielką ilość (średnio 50 - 60 szt. rocznie) przeznacza się także na tucz. Jak mówi pan Ireneusz, na decyzję o rozpoczęciu hodowli wpływ miała przede wszystkim jakość gleb w gospodarstwie – obecnie gospodaruję na powierzchni około 30 ha z czego większość przeznaczona jest pod uprawę zbóż paszowych. Niestety w naszej okolicy dominują gleby niskich klas bonitacyjnych, co uniemożliwia produkcję pszenicy, a plony jęczmienia często nie są zadowalające. Na szczęście dzięki utrzymaniu gleby w dobrej kulturze, oraz prawidłowemu zmianowaniu to właśnie mieszanka jęczmienia z grochem stanowi podstawę wyżywienia zwierząt. Ważną rolę pełni również ziarno żyta i owsa. Świnie rasy złotnickiej są mniej wymagające co do składu paszy, dzięki czemu mogę skarmiać zboża które wyprodukuję nawet na słabych glebach.

Ważnym powodem, który wpłynął na decyzję o rozpoczęciu chowu rasy złotnickiej, był stan budynku inwentarskiego – pochodzi on sprzed kilkudziesięciu lat, świnie utrzymywane są w systemie ściołowym, budynek nie jest wyposażony również w ogrzewanie. Chów bardziej wymagających ras wiązałby się w tych warunkach z wieloma problemami zdrowotnymi, a modernizacja chlewni to ogromne koszty. Dlatego hodowla rasy złotnickiej to dla nas szansa – mimo że świnie utrzymujemy na słomie, a w okresie silnych mrozów występują niekiedy kłopoty z utrzymaniem optymalnej temperatury, nie odnotowujemy żadnych problemów zdrowotnych w stadzie -tłumaczy pan Ireneusz.

Jak już wspomniano ważną rolę w żywieniu trzody pełni mieszanka zbożowo – strączkowa. Siejemy ją w proporcji 5 kg jęczmienia na 1 kg grochu. Mieszanka jest jedyną paszą stosowaną w żywieniu loch – dawkę dla tej grupy zwierząt wzbogacamy wyłącznie premiksem, bez dodatku innych pasz wysokobiałkowych, czy koncentratów. W przeszłości w ten sam sposób żywiliśmy tuczniki. Obecnie podajemy im pasze z dodatkiem koncentratu wysokobiałkowego, jednak wyniki tuczu są podobne, jak w przypadku paszy opartej wyłącznie na mieszance zbożowo – strączkowej. Średni dzienny przyrost tuczników to około 650 g. Biorąc pod uwagę genotyp, żywienie i warunki panujące w chlewni wynik ten uważam za zadowalający – mówi nam właściciel.

Jak już wspomniano, większość warchlaków przeznaczana jest na sprzedaż. Jak mówi pan Ireneusz, zainteresowanie jest spore, jednak hodowcy na ogół kupują warchlaki w mniejszych partiach. Ta sama zależność dotyczy sprzedawanych loszek. Pod względem ilości prosiąt mioty są dość zróżnicowane, przeciętnie udaje nam się uzyskać wynik 9 prosiąt odsadzonych od lochy. Przy częstotliwości wyproszeń rzędu 2,1 rocznie, daje nam to około 19 prosiąt odsadzonych od lochy na rok. Prosięta odsadzamy od lochy dopiero w 5 - 7 tygodniu życia. Termin odsadzenia zależy w dużej mierze od pory roku – zimą, gdy w chlewni jest chłodniej, prosięta dłużej przebywają z lochą. Gwarantuje to dobrą kondycję zdrowotną prosiąt. Młode wcześnie otrzymują pierwszą paszę treściwą, co sprawia, że nawet przy dłuższym okresie odchowu, lochy pozostają w dobrej kondycji. Dzięki temu w krótkim czasie dokonujemy ponownego krycia. Minimum 10 % loch zapładniane jest przez knura razy złotnickiej białej – takie bowiem są wymagania programu ochrony zasobów genetycznych. Znaczną część loch, których prosięta przeznaczone są do produkcji towarowej, inseminujemy nasieniem rasy PBZ – tłumaczy nasz rozmówca.

Być może wyniki zarówno tuczu, jak i rozrodu, które pan Ireneusz osiąga w swoim gospodarstwie nie powalają na kolana. Biorąc jednak pod uwagę znacznie niższe koszty produkcji (mniejsze wydatki na pasze, opiekę weterynaryjną), dobrą kondycję stada i małą liczbę upadków produkcja ta jest opłacalna. Jak mówi Kamiński, dochód z gospodarstwa nie jest astronomiczny, z pewnością nie wystarczy na duże inwestycje w modernizację budynków czy parku maszynowego. Z produkcji tej można jednak z powodzeniem utrzymać rodzinę. Szczególnie, że rolnicy hodujący rasy rodzime, otrzymują około 500 zł. dopłaty do każdej lochy. Nie jest to podstawowe źródło dochodu, z pewnością dopłatę można jednak potraktować jako miły dodatek – mówi nam hodowca.

Główny problem związany z produkcją ras rodzimych jest taki sam jak w przypadku całej produkcji żywca wieprzowego – chodzi oczywiście o niską cenę skupu. To że utrzymuję rasę złotnicką białą nie oznacza że zakłady mięsne płacą mi za żywiec wyższą cenę. Tuczniki sprzedaję w lokalnym skupie, tak jak inni hodowcy. Niższe koszty produkcji, oraz nastawienie na sprzedaż warchlaków sprawiają jednak, że wahania na rynku wieprzowiny są dla nas nieco mniej dotkliwe – dodaje.


×