Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Pieniądze to możliwość działania

Autor: Marzena Pokora-Kalinowska

Dodano: 28-06-2015 07:23

Podstawowy wskaźnik podatkowy - dochód podatkowy na mieszkańca - w gminie Wielka Nieszawka w 2014 r. sięgnął 1 868 zł i rośnie od 2010 r., kiedy to wynosił 1 528 zł. Daje to gminie od lat miejsce w krajowej czołówce.

Kiedyś ziemie te - jako podmokłe i zalewane przez Wisłę - były odłogowane, w 1560 r. zostali tu posadowieni Olendrzy, dopiero po zagospodarowaniu przez nich terenów ziemia ta była im nadawana przez króla na własność. Wielka Nieszawka stała się dla tej społeczności jednym z głównych ośrodków życia. Dziś został po nich tylko kościół i cmentarz.

Przeświadczenie, że pracą można zmieniać świat, nie jest tu jednak zapomniane.

- Cała tajemnica dobrego funkcjonowania to pomysł na gminę - mówi wójt Kazimierz Kaczmarek, szóstą kadencję sprawujący władzę. - Bez tego nic nie da się zrobić. Gminę trzeba poprowadzić we właściwym kierunku. Gdy tu trafiłem, a jestem poznaniakiem, ten pomysł miałem od samego początku: gmina jest tuż koło wielkiego miasta - i tę szansę trzeba wykorzystać. I to udało mi się zrealizować, pozyskać już w latach 90. pieniądze na infrastrukturę.

A nie było to proste.

- Odzyskaliśmy pieniądze należne gminie z podatku od nieruchomości, którego przez lata nie płaciło wojsko - mówi wójt. - Po procesie sądowym udało się nam odzyskać pieniądze, za które powstała szkoła, przedszkole i centrum sportu i rekreacji. Zostało nam jeszcze na dołożenie do środków unijnych, które będziemy mogli pozyskać, mając wkład własny.

Wójt jednak nie nastawia się przede wszystkim na pozyskiwanie dotacji.

- Z tymi środkami unijnymi jest pewien problem, bo wszystkie nasze wskaźniki ekonomiczne są zbyt dobre, przeważnie znajdujemy się na liście rezerwowej i dopiero po rozstrzygniętych przetargach trafiamy na właściwą listę. Korzystamy jednak z tych środków, za ostatnie 4 lata to było ok. 4 mln zł tylko dla gminy. Byliśmy też w czołówce wojewódzkiej, jeśli chodzi o pozyskanie środków przez firmy, więc w sumie na nasz teren trafiło znacznie więcej pieniędzy.

Z RPO skorzystało kilku przedsiębiorców: piekarnia, firmy transportowe pracujące w lesie, odrestaurowany został pałac. To się przyczynia do rozwoju tych przedsiębiorstw, czekamy na kolejne RPO i kolejne pieniądze, które mogą się pojawić.

PRZEDSIĘBIORCZY WÓJT, PRZEDSIĘBIORCZY MIESZKAŃCY

- Przyjechałem tu zaraz po studiach, tu się ożeniłem, tu mam rodzinę i mieszkam 40 lat. Teraz już jestem stąd - mówi wójt Kazimierz Kaczmarek. I skrzętnie zbiera to, co wiąże się z historią tych ziem.

Jak się okazuje, nie tylko Olendrzy zagospodarowywali okolicę.

- To teren pokrzyżacki. Mamy taką flagę, jak krzyżacki komtur walczący pod Grunwaldem - zauważa wójt.

To szukanie korzeni nie wynika tylko z zamiłowania do historii, ale jest podyktowane… chęcią zarabiania. Położenie gminy narzuca kierunek jej rozwoju: turystyka może przyciągnąć tu ludzi, a z nimi pieniądze. 70 proc. gminy to lasy. Nie można było tego nie uwzględniać w planach rozwoju.

Pierwszy krok w budowaniu bazy turystycznej został już poczyniony: w 2013 r. otwarto Centrum Sportu i Rekreacji "Olender". Za jego realizację gmina zdobyła nagrodę w kategorii inicjatyw na rzecz rozwoju społeczności lokalnych konkursu "Sposób na sukces". W liście prezydent RP podziękował wójtowi "za energię, pomysłowość i pracowitość", doceniając innowacyjność centrum, które stanowi "markowy produkt Gminy, mogący skutecznie konkurować z najlepszymi w tym segmencie rynku".

- Oferujemy pobyt w trzygwiazdkowym hotelu, z możliwością korzystania z basenu i spa, mamy tu też nowoczesną salę konferencyjną o powierzchni 266 m2. - mówi Edyta Dondalska, prezes zarządu "Olendra". - Właścicielem centrum jest gmina, jesteśmy tylko zarządzającą spółką. Inwestycja kosztowała 35 mln zł, wsparł ją finansowo samorząd województwa. Jesteśmy największym w regionie kujawsko-pomorskim wodnym kompleksem sportowo-rekreacyjnym.

Ten kierunek rozwoju okazał się zyskowny, dlatego wójt tak planuje:

- Cały czas poszukujemy źródeł dochodu, inwestując w różne przedsięwzięcia. Aktualnie z marszałkiem województwa realizujemy budowę muzeum Olendrów, licząc, że każdy przyjeżdżający Kowalski zostawi złotówkę.

A dlaczego Kowalski ma płacić za historię Olendrów?

- Wpisali się oni w historię Polski. Odtwarzamy wieś olenderską - trzy pełne zagrody, dziewięć budynków, pokażemy budownictwo i obyczaje oraz zajęcia tych ludzi. To będzie jedyny taki obiekt w Europie, poświęcony osadnikom z Fryzji, Flandrii i Holandii. Już był konsul Flandrii na budowie, przyglądał się temu, co robimy, i na pewno nie pozostanie to bez echa. Przyjeżdżali też potomkowie osadników, którzy wybyli po 1945 r. z naszej gminy, i chcieli zobaczyć miejsce, gdzie żyli ich przodkowie. Planujemy też odtworzenie zamku krzyżackiego w Małej Nieszawce, gdzie byli osadzeni przez Konrada Mazowieckiego pierwsi Krzyżacy. Stąd się rozeszli po całej Polsce. Chcemy pokazać, że takie miejsce było, odbudować zamek w jego pierwotnej drewnianej wersji, zrobić przy nim karczmę, miejsce na kemping, zbudować ścieżki rowerowe.

Centrum sportowe "Olender", wieś olenderska i zamek krzyżacki tworzyłyby więc interesującą dla turystów trasę. Czystość i walory środowiska naturalnego (duże zasoby leśne stwarzające specyficzny mikroklimat) dają wspaniałe podstawy do rozwoju turystyki i rekreacji wiejskiej - sportowej i wypoczynkowej (weekendowej i stałej), co w połączeniu z popytem na produkty żywnościowe ekologiczne trafiło do opracowanej Strategii Rozwoju Gminy Wielka Nieszawka. Nic dziwnego, że w te plany wpisało się nawet nadleśnictwo, oddając do użytku izbę edukacji leśnej. - Mogą odbywać się tu lekcje, nie wszystko musi być powiedziane na spacerze - zauważa Jacek Mazanowski, starszy specjalista służby leśnej z Nadleśnictwa Cierpiszewo, i zachęca do przyjazdu.

PRACA DAJE… PRACĘ

Wójt - gdy słyszy, że wszyscy narzekają na brak pieniędzy, a on je ma - zaraz zastrzega:

- Ja też narzekam na brak pieniędzy.

Pieniędzy, dających możliwość działania, zawsze potrzeba więcej. Problem tylko w tym, aby stwierdzenie potrzeby ich posiadania nie kończyło tematu, a prowadziło do szukania sposobu na ich zarabianie.

- Trzeba doprowadzić do sytuacji, że są przedsiębiorcy, którzy tworzą miejsca pracy i płacą podatek. To składa się na dochód, który potem możemy przeznaczać na inwestycje - dzieli się wójt swoją receptą na wyjście z finansowego impasu.

A dlaczego tu udaje się pozyskać więcej niż gdzie indziej przedsiębiorców chętnych do działania? Kazimierz Kaczmarek ma na to sposób:

- Podstawowym zadaniem, które staramy się zrealizować, jest tworzenie miejsc pracy - czy to w instytucjach samorządowych, czy w przedsiębiorstwach działających na terenie gminy. Stwarzamy do tego odpowiednie warunki poprzez inwestowanie w infrastrukturę, bo jeśli jest woda, kanalizacja, drogi, gaz, to powstają przedsiębiorstwa mniejsze i większe, które przynoszą dochód w postaci podatku.

Dlatego wójt nie ma kłopotu z finansowaniem zadań własnych gminy.

- Żadnej szkoły nie zamknąłem - zapewnia. - Są nawet za małe - a kiedy je budowaliśmy, były obawy, że będą za duże.

Ludności przybywa - w 1980 r. w gminie mieszkały 2 803 osoby, w 2013 już 4 822. I na tych 5 tys. mieszkańców przypada ok. 350 podmiotów gospodarczych. Działają tu: przedszkole, dwie szkoły podstawowe, gimnazjum, jest biblioteka, ośrodek zdrowia, dom i ośrodek pomocy społecznej.

Na terenie gminy są firmy, które w wyniku transformacji zmieniły właściciela - i z przedsiębiorstw państwowych stały się prywatnymi. - Naszą rolą było dopilnowanie, aby ten proces zmian nastąpił prawidłowo i żeby nasi mieszkańcy mieli miejsca pracy, bo to przekłada się na efekt finansowy całej gminy - wspomina wójt.

Taką firmą, którą udało się szczęśliwie przeprowadzić przez prywatyzację, jest Andrewex z Cierpic, oferujący drewniane konstrukcje wielowymiarowe.

Zakład wytwarza zarówno drobne przedmioty - np. łóżka dostępne w IKEA - jak i ogromne filary podtrzymujące dachy w halach sportowych.

- Nasze konstrukcje dachowe są trwalsze niż ze stali - zapewnia dyrektor Andrzej Kaczmarek. - Są tylko 2-3 firmy w Polsce zajmujące się podobną działalnością, pracy jest dużo, wystarczy dla wszystkich.

- W gminie mamy 3,1 proc. bezrobocia - to standard, który zawsze był, to są w większości osoby, które z różnych powodów popadły w problemy - wyjaśnia wójt. - Korzystamy z możliwości, jakie daje położenie gminy - mieszkańcy pracują w naszej gminie, ale i w Toruniu, i w Bydgoszczy. My również oferujemy pracę dla naszych sąsiadów z trzech powiatów: aleksandrowskiego, bydgoskiego i toruńskiego. Około 10 proc. mieszkańców czasowo przebywa poza granicami Polski, mimo że bezrobocie mamy niskie i było ono takie już przed ich wyjazdem. Myślę, że powodem tego są zbyt niskie zarobki. Znam tych, co wyjeżdżają, wiele z tych osób wraca i inwestuje. Wracający mają kłopoty z zaadoptowaniem się - za tę samą pracę mają tu gorsze wynagrodzenie i często zdarza się, że wyjeżdżają ponownie.

Będzie siódma kadencja?

- To nie jest łatwa praca. Mam duże doświadczenie, jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, radnymi, mieszkańcami, przedsiębiorcami - mówi wójt Kazimierz Kaczmarek. I nie wynika z tego, że kwestie finansowe są dla niego najtrudniejsze. - Najtrudniejsze są właśnie sprawy międzyludzkie. Pozyskiwanie środków zawsze było trudne, ale z tym sobie radzimy. Najważniejsze jest dogadanie się z ludźmi, trzeba sprawić, żeby zauważyli, że dany projekt jest szansą na rozwój gminy i poprawi ich byt. W wielu gminach jest tak, że prowadzi się inwestycje, których mieszkańcy nie chcą. Mnie mieszkańcy obdarzyli wielkim zaufaniem i każdą inwestycję rozpoczynam, mając ich poparcie.

×