Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Czarno to widzę - o ewentualnym zakazie stosowania niektórych substancji czynnych

Autor:

Dodano:

Po ewentualnym wycofaniu wielu substancji czynnych środków ochrony roślin prawidłowa ochrona upraw rolniczych będzie bardzo trudna. Wielu gatunków szkodników, chorób i chwastów nie będzie można zwalczać.

Od 1 grudnia 2013 r. Unia Europejska wprowadziła czasowy zakaz stosowania insektycydowych zapraw nasiennych przeciwko szkodnikom: kukurydzy, rzepaku i zbóż jarych. Zakaz ten dotyczy tych preparatów, które zawierają związki chemiczne należące do neonikotynoidów bądź chloronikotynyli. Konkretnie chodzi o następujące substancje czynne: chlotianidyna, imidachlopryd i tiachlopryd. Zakaz ten został opublikowany w Rozporządzeniu Komisji UE nr 485 z 24 maja 2013 r. i miał obowiązywać przez minimum 2 lata. Po tym okresie władze w Brukseli obiecywały powrócić do tematu - przeanalizować efekty środowiskowe i ekonomiczne swojej decyzji i na tej podstawie rozważyć możliwość dopuszczenia do ponownego stosowania neonikotynoidów i chloronikotynyli. Niestety, zakaz wciąż obowiązuje i raczej n ie zostanie wycofany.

STRZAŁ W KOLANO

Patrząc przez pryzmat doświadczeń zebranych w trakcie dwóch ostatnich sezonów wegetacyjnych, należy stwierdzić, że wycofanie insektycydowych zapraw nasiennych opartych na wymienionych substancjach czynnych nie doprowadziło do osiągnięcia zamierzonych celów. Skutki zakazu są wręcz odwrotne od oczekiwań, co jest szczególnie jaskrawo widoczne w odniesieniu do zasiewów rzepaku ozimego. Odnotowujemy istotny wzrost ilości substancji czynnych insektycydów, jakie trafiają do środowiska rolniczego. Spowodowane jest to koniecznością zastąpienia zaprawiania materiału siewnego dwu-, a nawet trzykrotnymi zabiegami nalistnymi. W realiach praktyki rolniczej wprowadzony przez Brukselę zapis okazuje się sprzeczny z regułami integrowanej ochrony roślin, które te same władze ustaliły. Nie został również osiągnięty cel ekonomiczny. Potrzeba powtarzania zabiegów opryskiwania w oczywisty sposób sprawia, że koszt jesiennej ochrony rzepaku przed szkodnikami jest obecnie znacznie wyższy. Analizując zagadnienie nieco szerzej, trudno nie dostrzec, że wprowadzony zakaz ujemnie wpłynął na rentowność uprawy tej rośliny. Wydawałoby się, że już pobieżna analiza skutków podjętej decyzji powinna skłonić władze unijne do jej odwołania. Niestety, tak się nie dzieje.

CHORYCH WYOBRAŻEŃ CIĄG DALSZY

W Brukseli trwa obecnie dyskusja nad całkowitym wycofaniem ze stosowania w rolnictwie krajów unijnych zarówno chloronikotynyli, jak i neonikotynoidów - oprócz acetamiprydu. Są one bowiem podejrzewane przez pszczelarzy i ekologów o negatywne oddziaływanie na pszczołę miodną i inne gatunki dzikich zapylaczy. To jedynie przypuszczenia, ale urzędnicy w Brukseli traktują je bardzo poważnie. Postawa taka co najmniej zastanawia.

Zrealizowane przez wiele zakładów naukowych doświadczenia nie potwierdzają głoszonej hipotezy. Trudno, aby tak było, zważywszy na fakt, że od momentu, w którym związek chemiczny trafia do środowiska (glebowego!) do chwili pojawienia się owadów zapylających w kwitnącym łanie upływa ok. 8 miesięcy. Nie stwierdzono, aby w tym czasie znajdowały się w postaci nierozłożonej w glebie. Upływ czasu jest też wystarczająco długi, aby ewentualnie szkodliwe metabolity ich rozkładu przeszły dalszą transformację chemiczną.

Problem z oddziaływaniem zapraw zawierających neonikotynoidy i chloronikotynyle może dotyczyć tylko rzepaku jarego i to tylko tych upraw, które zostały zasiane bardzo późno wiosną, czyli pod koniec kwietnia. Wówczas wysiew nasion i moment zakwitnięcia roślin rzepaku jarego dzieli bardzo krótki okres wynoszący w skrajnych przypadkach ok. 50 dni. W tej sytuacji może być problem z przechodzeniem neonikotynoidów i chloronikotynyli do nektaru. Dlatego zakaz stosowania zapraw nasiennych zawierających neonikotynoidy i chloronikotynyle powinien dotyczyć tylko rzepaku jarego, a szczególnie wysiewanego bardzo późno.

CO NAS MOŻE JESZCZE SPOTKAĆ?

Oprócz neonikotynoidów Unia Europejska chce usunąć z listy substancji czynnych środków ochrony roślin wiele związków, które są obecnie dopuszczone do stosowania w uprawach rolniczych (tab. 1-3). Jednym z powodów jest domniemane negatywne ich oddziaływanie na środowisko oraz jedynie przypuszczenie (znowu brakuje wiarygodnego uzasadnienia), że mogą zaburzać gospodarkę hormonalną organizmu człowieka. Uważamy, że ewentualne wycofanie substancji czynnych, nad którymi trwa obecnie debata, spowoduje, że prowadzenie prawidłowej i nowoczesnej produkcji roślinnej będzie bardzo utrudnione.

Wycofany ma zostać np. tiuram stosowany przeciwko wystąpieniu zgorzeli siewek. Konsekwencją agrotechniczną będzie konieczność podniesienia normy wysiewu, a ekonomiczną - podwyższenie kosztów produkcji. Wycofanie tiuramu, neonikotynoidów oraz chloronikotynyli w odniesieniu do rzepaku spowoduje, że w Polsce i innych krajach UE nie będzie żadnych zapraw nasiennych do ochrony tej rośliny. A to kolejna już niezgodność z integrowaną ochroną roślin rzepaku (tab. 5).

Po proponowanym wycofaniu aż 11 substancji czynnych z grupy triazoli liczba dostępnych preparatów fungicydowych zmniejszy się o 211 (tab. 2), co uniemożliwi prawidłową ochronę roślin przed chorobami. Spowoduje też wzrost zagrożenia mykotoksynami, które są bardzo często związkami rakotwórczymi.

Proponowane jest również wycofanie 4 substancji czynnych z grupy pyretroidów, które występują aż w 40 insektycydach nalistnych (tab. 1), co wywoła (minimum dwukrotny, a w przypadku niektórych upraw nawet czterokrotny) wzrost kosztów ochrony insektycydowej, gdyż preparaty oparte na substancjach czynnych z innych grup chemicznych są droższe.

Zwalczanie chwastów także może zostać znacznie utrudnione. Po wprowadzeniu nowych regulacji z rynku zniknie 210 herbicydów (tab. 3), które zawierają 18 substancji czynnych, w tym glifosat.

Podsumowując efekt zapowiadanych nowych legislacji unijnych, widać, że największe zmiany będą dotyczyć fungicydów. Liczba dostępnych preparatów grzybobójczych zmniejszy się o 70 proc. Herbicydów będzie mniej o ponad 30 proc., a insektycydów zostanie tylko połowa (tab. 4).

Zmniejszona liczba dostępnych substancji czynnych wpłynie negatywnie na prawidłową ochronę, gdyż nie będzie można racjonalnie stosować rotacji preparatów opartych na różnych grupach chemicznych i odmiennych mechanizmach działania (tab. 1-10). Spowoduje to szybkie powstanie odporności agrofagów na stosowane środki ochrony roślin. Ewentualne wycofanie 11 substancji czynnych insektycydów, 24 fungicydów i 18 substancji herbicydów spowoduje problemy z prawidłową realizacją integrowanej ochrony roślin. Wzrosną koszty ochrony roślin. Również może wzrosnąć nielegalne stosowanie środków ochrony roślin, co jest sprzeczne z przepisami prawa w Polsce i UE.

 

Artykuł pochodzi z numeru 2/12 miesięcznika Farmer

Zamów prenumeratę już dziś!

×