Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Jak zrobić sobie krzywdę?

Autor:

Dodano:

Rolnicy są w swej naturze wielkimi optymistami. Mimo doświadczających ich przez lata plag wciąż wierzą, że przyjdzie taki sezon, w którym odrobią wszystkie poniesione straty. Z napływających do mnie informacji wynika, że w nadchodzącym sezonie szansy takiej upatrują w rzepaku ozimym.

Jak się okazuje, tegoroczne wymarznięcia nie zniechęciły rolników do uprawy rzepaku ozimego. Sądząc z rozmów z nimi, obszar zasiewów pod przyszłoroczny zbiór będzie większy. Głównym tego powodem, jest opłacalność jego uprawy. Opierając się o kalkulacje chociażby Wielkopolskiej Izby Rolniczej, wynik finansowy (zł/ha) jest ponad 4-krotnie wyższy w stosunku do pszenicy ozimej i 3-krotnie wyższy w stosunku do kukurydzy uprawianej na ziarno. Rzepaku odznacza się także szeregiem innych, trudniej wymiernych właściwości. W płodozmianie z przewagą zbóż, stanowi znaczący element zapobiegający monokulturze i powodujący podwyższenie poziomu produkcyjności roślin następczych. Jest dobrym przedplonem, zwłaszcza dla zbóż ozimych. Poza tym wcześnie schodzi z pola, a to właścicielom dużych gospodarstw daje możliwość rozłożenia prac. Nie bez znaczenia jest bardzo długi okres wegetacji (ok. 300 dni), co skutecznie chroni glebę przed erozją. Bardzo ważne jest także to, że do uprawy rzepaku jak i zbóż wykorzystuje się te same maszyny.

Trudno się zatem dziwić się żywemu zainteresowaniu tą rośliną. Obawiam się jednak, że w wielu wypadkach rolnicy nadzieją się na przysłowiową dzidę, robiąc sobie krzywdę. Skąd moje wątpliwości? Są różnorodne. Pierwsza związana jest z prawami rynku. Wyższa podaż to automatycznie niższa cena. W wypadku rzepaku jest to czynnik bardzo istotny, bo jest to roślina wymagającą dużych nakładów inwestycyjnych – ma wysokie potrzeby pokarmowe, koszt materiału siewnego jest wyższy w porównaniu do zbóż, a w wypadku uprawy odmian mieszańcowych nie ma możliwości korzystania z nasion z własnego rozmnożenia. Jest też bardzo wrażliwy na występowanie chorób grzybowych i szkodników, przez co wydatki na środki ochrony roślin stanowią istotną pozycję w kosztach. Niska cena skupu może zachwiać przewidywaną dzisiaj rentowność produkcji.

Dalsze wątpliwości związane są z wymaganiami rzepaku, który nie toleruje przysłowiowego marszu na skróty, a te aż korcą gdy skala produkcji wzrasta. Jak wynika z analiz wykonanych przez IHAR, niski poziom nakładów oraz mała (niepełna) kompleksowość technologii powodują, że wykorzystanie potencjału plonotwórczego rzepaku wynosi zaledwie ok. 50 proc. Mówiąc o nakładach należy zdać sobie sprawę, że stanowią one plus minus równowartość 2 t nasion. Mówiąc o marszu na skróty, rozważmy chociażby wpływ przedplonu. Wymarzonym jest ziemniak na wczesny zbiór i zielony groszek. Zejdźmy jednak na ziemię, rzepak uprawia się z reguły po zbożach i jest on często jedynym łamaczem monokultury i monotonii resztkowej zbóż. W wymiarze produkcyjnym zboża obniżają plon nasion w stosunku do motylkowatych o nawet 25 proc. Jest to szczególnie wyraźnie widoczne na kompleksach słabszych i gatunku zboża. Najmniejszy spadek – o ok. 10 proc., występuje wówczas gdy przedplonem jest jęczmień ozimy i jary, a znacznie wyższy w wypadku pozostałych gatunków. Jednocześnie należy wiedzieć, że obniżki nie daje się całkowicie zniwelować zwiększonym nawożeniem mineralnym.

Przytaczam ten przykład, nie bez powodu. Wzrost powierzchni uprawy rzepaku pociąga za sobą konieczność wprowadzania go w coraz gorsze stanowiska. Rodzi to określone konsekwencje, które niejednokrotnie umykają uwadze w momencie zakładania plantacji.

×