Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Dramat hodowców trzody chlewnej ze strefy ASF

Autor:

Dodano:

Skup interwencyjny tuczników nie spełnia swojej funkcji, chlewnie przynoszą straty, watahy dzików dalej plądrują pola, brak informacji i wsparcia w rozwiązaniu problemu… Strajk hodowców trzody to dramatyczne wołanie do rządu o pomoc.

Rolnicy na strajku k. miejscowości Woroniec na trasie A2 mówią o tym, że skup interwencyjny świń ze strefy ASF zupełnie nie spełnia swojej roli. Skupowane są śladowe ilości tuczników. Problem ze sprzedażą tuczników mają zarówno rolnicy prowadzący duże fermy, jak i małe hodowle.

- Miałem do sprzedania 240 tuczników. Na transport weszło 180, a pozostałe stoją dalej. Nie przyjadą już do mnie, bo mówią że u mnie już byli i odebrali co mogli. Z kolei ci którzy mają po kilka, czy kilkanaście sztuk i nie mają transportu „pełnosamochodowego” mają może jeszcze gorzej, bo samochód nie przyjedzie po taką ilość, a jak mówią zgodnie z przepisami weterynarii nie może on pojechać do następnego gospodarstwa po kolejne sztuki, tylko musi jechać do ubojni w Kosowie Lackim. O nich nikt nie mówi. Nie ma skupów zbiorczych, gdzie przyjechałby samochód i zabrał świnie dostarczone z kilku gospodarstw – mówi nam jeden z uczestników strajku w Worońcu.

U jednych tuczniki przerastają, u innych, którym udało się sprzedać żywiec, pomieszczenia tuczarni stoją puste. Hodowcy są zrozpaczeni.

- Wziąłem kredyt na wybudowanie chlewni ze spłatą rozłożoną na 12 lat. Minęły dopiero 3 lata, a co będzie dalej? Hala stoi teraz pusta, a każdy taki dzień generuje duże straty. Z czego spłacę kredyt? Zainwestowałem, spełniłem wszystkie warunki dotyczące bioasekuracji itp., a teraz co? – mówi rolnik spod Białej Podlaskiej.

Rolnicy narzekają też, że nic się nie robi w sprawie dzików, których całe watahy plądrują pola. Niszczą plantacje, zjadają i uszkadzają ziarno, bytują w słomie przez co pozostawiają swoje odchody, ślinę na roślinach i choroba się rozprzestrzenia.

- Do kół łowieckich należą głównie lekarze, adwokaci, sędziowie i inni ludzie na wysokich stanowiskach, majętni, którym los rolnika jest obojętny, a redukcja dzików jest im nie na rękę, bo nie chcą sobie „odbierać zabawek z piaskownicy – mówi kilku naszych rozmówców ze strajku.

W strefach „niebieskich” ograniczenia w przemieszczaniu zwierząt dotyczą także innych gatunków, w tym bydła. Niektórzy prowadzą przecież chów kilku gatunków, mają więc problem na całej płaszczyźnie prowadzonej działalności.

Wczoraj (6.10.2016) do protestujących rolników przybyli przedstawiciele lokalnych władz.

- Były władze samorządowe, w tym marszałek woj. lubelskiego Sławomir Sosnowski, starosta bialski Mariusz Filipiuk, był też przewodniczący OPZZ. Mieliśmy informacje że ma przyjechać minister Jurgiel, ale chyba zmienił zdanie i nie przyjedzie. Czekamy jednak na informacje – może naprawdę coś się jeszcze zmieni – mówi Robert Janczuk, rolnik i jeden z organizatorów blokady.

- Starosta bialski i marszałek województwa są jak najbardziej z nami i nas popierają tylko mają związane ręce i niewiele mogą tutaj zdziałać. Tutaj mogą nam pomóc tylko władze krajowe: polski rząd i minister rolnictwa – dodaje Janczuk.

Jak mówią rolnicy, najgorsze jest to, że nic nie wiadomo co będzie dalej. Nie ma żadnych konkretnych informacji o tym jak rozwiązać palący problem skupu tuczników ze stref występowania ASF i co dalej hodowlą…

 

×