Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Sąd sprawdzi pozostawienie rolników bez odszkodowań za wybicie świń w związku z ASF

Autor:

Dodano:

... a nagrody „za zwalczanie ASF” dla tych rolników, u których wystąpiły ogniska ASF, niczym łaska pańska na pstrym koniu jeżdżą.

- Nagrody przyznawane były na podstawie art. 49 ust. 9 ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o ochronie zdrowia zwierząt oraz zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt  w brzmieniu: „Osobom, którym nie przysługuje odszkodowanie, a które przyczyniły się do szybkiej likwidacji choroby zakaźnej, wojewódzki lekarz weterynarii, na wniosek powiatowego lekarza weterynarii, może przyznać nagrodę ze środków budżetu państwa” – wyjaśnia Radomir Bańko, powiatowy lekarz weterynarii z Białej Podlaskiej.

Powiedzmy więcej: ten sposób postępowania to wyjście awaryjne, zastosowane po protestach rolników, którym odmówiono odszkodowań.

Więcej: Odszkodowania dla wszystkich poszkodowanych przez ASF

- Odszkodowania lub nagrody otrzymało 35 właścicieli spośród 42 gospodarstw, w których wystąpiły ogniska. Pozwy złożyły 3 osoby, z czego jedna sprawa została załatwiona ugodowo w związku z pojawieniem się możliwości prawnej przyznania nagrody. Kolejnej osobie spośród tych, które złożyły pozew także zaproponowano analogicznie przyznanie nagrody, lecz odmówiła – wyjaśnia Bańko. Jak dodaje, „Adam Wasiluk nie wypełnił dyspozycji w/w przepisu, nie współpracował przy likwidacji ogniska choroby”.

Zatem dwie sprawy czekają na rozpatrzenie. Sąd przystąpił do mozolnego słuchania świadków i analizy słuszności wydania decyzji o odmowie odszkodowań. A dlaczego nie udało się uregulować sprawy inaczej, chociażby w drodze przyznania nagrody?

- Nagrody dostali nawet ci, u których nie było bioasekuracji, którzy nie mieli prowadzonych ksiąg – mówi Adam Wasiluk. – Ja powiedziałem, że pozwolę ubić świnie dopiero wtedy, jak podstawią samochody po odbiór. Do godz. 18 poczekali z tym biciem. Pewnie przez to pan Bańko tak się teraz na mnie uwziął. Nie utrudniałem bicia, chciałem tylko, żeby muchy po padlinie nie chodziły i żeby dzieci na to nie musiały patrzeć. Sąsiad czekał na odbiór świń cały dzień i nie chciałem, żeby się sytuacja u mnie powtórzyła. Jak wybijali świnie, to miałem tylko decyzję o podejrzeniu ASF. Miałem 36 świń, 1 mi padła. Pobrali krew od 23. Jak wybili, dostałem decyzję, że jest ASF. Nie powiedzieli mi nigdy, w ilu próbkach z tych 23 potwierdzono chorobę.

Zatem pomimo że Adam Wasiluk ewidentnie „przyczynił się do szybkiej likwidacji choroby zakaźnej”, pozwalając wybić świnie podejrzewane tylko o tę chorobę, nagrody nie dostał, bo kazał weterynarzom czekać cały dzień na wybicie.

Powiedzmy jeszcze, że Radomir Bańko, pytany o powody niezaoferowania Adamowi Wasilukowi nagrody i odmowę wypłacenia odszkodowania, stwierdza tylko: „Właściciel utrudniał prowadzenie działań IW w ognisku choroby asf, opóźniając tym samym pracę o kilka godzin”.

- Udostępniłem prąd, dałem wodę, cały czas byli w gospodarstwie policjanci, którzy nie kwestionowali mojego stanowiska – mówi Adam Wasiluk.

Drugi rolnik, Damian Kierekiesza, tak mówi o swojej sytuacji:

- Odwołanie od decyzji odmawiającej mi odszkodowania złożyłem w sądzie. Zaproponowano mi nagrodę, ale bez określenia jej wysokości. Nagroda może być w wysokości do 70 proc. wartości wybitych świń. Potrącenia były różne, jednym proponowano 50 proc, drugim 70 proc. Odszkodowanie to byłoby 100 proc. Chciałem dostać na piśmie, że otrzymam chociaż te 70 proc., ale odmówiono, domagając się wycofania sprawy z sądu przed zawarciem ugody. Nie mogłem zgodzić się na tak niepewną propozycję.

Jak mówi Damian Kierekiesza, powodem odmówienia mu odszkodowania było za późne zgłoszenie świń do rejestru (przy czym chodzi o zgłoszenie własnych świń, bo w gospodarstwie jest cykl zamknięty) i nie posiadanie maty dezynfekcyjnej – tyle tylko, że w gospodarstwie była niecka, co można sprawdzić na zdjęciach.

- Widzę tu za mało dążenia do kompromisu – mówi Adam Olszewski z OPZZ RiOR. - Gdyby zaproponowano nagrodę, rolnicy wycofaliby pozwy albo domagaliby się tylko mniejszej kwoty, różnicy między pełnym odszkodowaniem a nagrodą. Wiem, że w innym województwie takie rozwiązanie przyjęto. Proponowałem panu Bańce pomoc w tych rozmowach, ale odmówił.

Teraz więc sąd mozolnie i z powagą państwa rozpatrzy obie sprawy. Przesłucha kilkudziesięciu świadków, odbędzie kilkanaście posiedzeń. Będą temu towarzyszyć pikiety związkowców z OPZZ RiOR i niezadowolenie innych hodowców, obserwujących sprawę.

- Rolnik będzie nie tu, co trzeba – jeden w sądzie, drugi pod nim – podsumowuje Adam Olszewski.

A można było skorzystać choćby z awaryjnego nagrodzenia tych, którym nie dano odszkodowania. Byłoby chociaż mniej kompromitująco, jeśli już nie sprawiedliwiej...

 

×