Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Jaka przyszłość dla "puławiaka"?

Autor: Iwona Dyba

Dodano: 29-09-2018 06:55

Jeszcze kilka lat temu odwiedzaliśmy gospodarstwa trzody chlewnej, w których z powodzeniem hodowano świnie rasy puławskiej. Większość z nich umiejscowiona była na Lubelszczyźnie, czyli tam, skąd rasa się wywodzi. Dzisiaj tak naprawdę nie wiadomo, czy ASF nie zagrozi istnieniu tych hodowli.

Aktualnie trudno o entuzjazm ze strony hodowców trzody chlewnej. Tak naprawdę chów świń jakiejkolwiek rasy we wschodniej części kraju wisi na włosku. Jest to tym bardziej kłopotliwe, gdy chce się hodować zwierzęta w tzw. czystości rasy, a gospodarstwa znajdują się w różnych strefach wytyczanych w związku z ASF, czyli w czerwonej, a nawet niebieskiej, gdzie restrykcje odnośnie chowu i przemieszczania zwierząt są największe.

TRUDNA SYTUACJA NA LUBELSZCZYŹNIE

Ograniczenie przemieszczania świń, materiału hodowlanego, a także zaprzestanie hodowli przez niektórych rolników może na dłuższą metę poważnie zagrozić puli genów, czyli różnorodności genetycznej w tej populacji. Wzrost zinbredowania zwierząt doprowadza do ujawniania się niekorzystnych cech, jak obniżenie płodności loch czy pogorszenie przeżywalności prosiąt.

Większość stad "puławiaka" znajduje się w woj. lubelskim, gdzie w czerwcu i w lipcu obserwowaliśmy wysyp ognisk ASF. Rozmawiając z dr. Zbigniewem Bajdą zajmującym się m.in. opieką nad tą rasą na terenie Lubelszczyzny z ramienia Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej POLSUS, słyszymy, że niektórzy hodowcy już zrezygnowali z hodowli tych świń, niektórym jest ciężko ją kontynuować, a największym utrudnieniem jest funkcjonowanie w strefie niebieskiej, gdzie zwierzęta praktycznie zostają zblokowane w jej granicach.

AKTUALNY STAN POPULACJI

Pogłowie rasy puławskiej na dzień 15 marca 2018 r. wynosiło 1423 lochy, a zwierzęta znajdowały się w 59 stadach. Jak podkreśla dr Magdalena Szyndler-Nędza z Instytutu Zootechniki w Krakowie-Balicach, dominujące są tutaj województwa lubelskie i mazowieckie (ponad 40 stad). Pojedyncze stada znajdują się w woj. małopolskim, opolskim, podlaskim, pomorskim i zachodniopomorskim.

Aby utrzymać populację w dobrej kondycji, powinna ona liczyć 1500 szt. Dlatego obecny stan pogłowia w porównaniu do tego sprzed kilku lat jest naprawdę zadowalający. Jeszcze w 2014 r. pogłowie loch puławskich było alarmująco niskie, poniżej bezpiecznego poziomu, który wynosi 500 szt. Wówczas do hodowli nie zachęcała sytuacja na rynku wieprzowiny, a także niskie dopłaty rolno-środowiskowe do utrzymywania rodzimych ras zwierząt - dla trzody chlewnej wynosiły 570 zł do lochy na rok. W momencie wejścia w życie nowego PROW-u 2014-2020, a wraz z nim wyższych dopłat wynoszących 1140 zł/lochę/rok, zainteresowanie hodowców powiększeniem stad wzrosło, co po części doprowadziło do polepszenia kondycji populacji świń rasy puławskiej.

Jak mówi dr Magdalena Szyndler-Nędza: "Myślimy o zwiększeniu limitu liczebności populacji, maksymalnie do 2500 loch. Nadal będzie to bezpieczny genetycznie poziom".

Z kolei rolnicy zwracają nam uwagę, że dodatkowym utrudnieniem w dalszej hodowli "puławiaka" i uczestnictwie w Programie Ochrony Zasobów Genetycznych jest konieczność utrzymania liczebności stada przez pięć lat. W obecnej sytuacji, funkcjonowania w otoczeniu ASF i wytyczania nowych stref, trudno jest gwarantować, że przez kolejne lata stado w niezmienionej liczbie zostanie zachowane. To może powodować, że kolejna część rolników zrezygnuje z dalszego uczestnictwa w programie. Nikt nie podpisze zobowiązania na pięć lat, gdy nie wiadomo, czy choroba nie wejdzie do jego stada, czy też do chlewni sąsiada - mówią nam rolnicy.

NOWE SIEDZIBY STAD

Przyszłość tej rasy, podobnie jak całego sektora, będzie zależała od tego, w jakim kierunku potoczy się sytuacja w związku z ASF. - Populacja rozwija się bardzo dobrze, zainteresowanie jest spore, ale w regionie, z którego rasa wywodzi się, czyli na Lubelszczyźnie, sytuacja jest niepokojąca. Stąd też rozwój tej rasy w nowych województwach, jak np. kujawsko-pomorskie - mówi dr Anna Hammermeister ze związku POLSUS.

Można powiedzieć, że w tym województwie hodowla "puławiaka" odnalazła swoje nowe miejsce. Jest tam już 6 stad utrzymujących tę rasę, w których znajduje się 107 loch (wg danych z marca br.). Z kolei, jak się dowiadujemy w rozmowie z hodowcą świń rasy puławskiej, Sławomirem Homeją z Chomętowa, w woj. kujawsko-pomorskim - za chwilę tych stad będzie 9.

Warto wspomnieć, że pan Sławomir był pionierem pod względem hodowli "puławiaka" w tym regionie. Jest też przykładem, że ta ekstensywna rasa może być dla konsumentów ciekawą alternatywą w stosunku do mięsa powszechnie dostępnego na rynku. Hodowca nawiązał współpracę z lokalnymi masarniami i restauracją Ostromecka, w której serwuje się dania z wieprzowiny pochodzącej wyłącznie ze świń rasy puławskiej. Dodatkowo hodowcy zapewniają swoich odbiorców, że świnie były żywione paszą bez dodatku surowców GMO. Lokalny popyt na to mięso utrwala chęć utrzymywania tej rasy wśród hodowców, którzy otrzymują za swoje zwierzęta ok. 1 zł/kg więcej od aktualnej ceny rynkowej.

SZANSE DLA ROZWOJU MIĘSA Z "PUŁAWIAKA"

W zakresie tej rasy bardzo ważne jest, jak będzie kształtował się popyt na produkty pochodzące z tej rasy świń. Popyt na to mięso, jak i jego marka były budowane już od 2011 r., kiedy to POLSUS nawiązał współpracę z siecią sklepów Auchan, gdzie mięso ze świń rasy puławskiej, pakowane w elementach do dzisiaj trafia do specjalnej, oznakowanej lodówki czy lady. Tygodniowo Auchan przyjmuje ok. 100 tuczników rasy puławskiej.

Kolejną szansą jest włączenie rasy puławskiej do projektu "Kujawsko-pomorskiej wieprzowiny - tucz bez GMO". To program, który obecnie tworzy się przy sporym udziale Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego i Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego, gdzie prof. Wojciech Kapelański wraz ze swoim zespołem naukowym porównał przyrosty, zużycie paszy oraz jakość mięsa wieprzowego pochodzącego od świń żywionych paszami z udziałem soi GMO do zwierząt, w przypadku których ten komponent był zastępowany białkiem z roślin bobowatych. W przedstawionych wynikach oceniane parametry grupy doświadczalnej nie odbiegały od parametrów grupy żywionej z udziałem pasz GMO, a niektóre były nawet lepsze.

Jak widać, są i pojawiają się pewne rozwiązania, w które świetnie wpisują się świnie rasy puławskiej. Warto pamiętać, że mięso tych świń broni się jakością i smakowitością w porównaniu z mięsem z hodowli przemysłowej. Można powiedzieć, że jeśli ugruntuje się w regionach, gdzie lokalna społeczność będzie dobrze znała i rozpoznawała te produkty, a jednocześnie będą one dostępne, to konsumenci na pewno nie pozwolą zaginąć tej rasie.

 

Artykuł ukazał się w sierpniowym numerze miesięcznika "Farmer"

×