Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Woda z Niagary

Autor: Arkadiusz Artyszak

Dodano: 30-11-2006 13:01

Preparat dobrze dobrany, oprysk wykonany w terminie i prawidłowo, a skuteczność zabiegów ochrony niewielka. Dlaczego? Być może powodem jest złej jakości woda użyta do zabiegu.

Na skuteczność zabiegów ochrony roślin może w dużym stopniu wpływać jakość wody. Tymczasem wielu rolników nie zwraca na to uwagi. Jakość wody zależy od wielu czynników, ale przede wszystkim od składu chemicznego, związanego z zawartością wapnia i magnezu, żelaza, baru, manganu i strontu, które decydują o twardości wody, a także jej odczynie (pH).

Twarda woda
Aż 3/4 powierzchni Polski charakteryzuje się bardzo twardą wodą. Dotyczy to nawet wody pitnej z wodociągów. Wody głębinowe są jeszcze twardsze niż wodociągowe czy powierzchniowe. Odczyn wody w zdecydowanej większości wypadków jest obojętny lub nawet lekko zasadowy. Obecność niektórych soli w wodzie, np. wodorotlenku wapnia lub sodu, wpływa na zwiększenie alkaliczności wody. Związany z tym wzrost pH cieczy roboczej pobudza z kolei szkodliwe reakcje wymiany chemicznej, a ponadto ogranicza wnikanie środków ochrony roślin do komórek roślinnych. Jak wykazały badania prowadzone w Akademii Rolniczej w Poznaniu i w Instytucie Ochrony Roślin, związki zawarte w wodzie mają istotny wpływ na działanie wielu środków ochrony roślin, np. powszechnie stosowanych herbicydów, zawierających substancje aktywne w formie soli i stosowanych nalistnie (np. 2,4-D, MCPA, glifosat, glufosynat amonowy, sulfonylomoczniki). Większość soli reaguje z kationami wapnia obecnymi w wodzie już w zbiorniku opryskiwacza bądź w kropli cieczy opryskowej wysychającej na powierzchni liści, tworząc bardzo słabo rozpuszczalną sól wapniową w postaci wyraźnego osadu. Podatne na negatywny wpływ wielu soli mineralnych występujących w wodzie są także liczne herbicydy o charakterze słabych kwasów, które z wapniem i magnezem zawartym w wodzie również tworzą słabo rozpuszczalne sole.

Z kolei wysoka zasadowość cieczy opryskowej może znacznie przyspieszać chemiczny rozkład substancji czynnych środków ochrony roślin. Ich okres połowicznego rozpadu może ulec skróceniu w zależności od pH w skrajnych wypadkach nawet do kilkuset razy. Oznacza to, że okres połowicznego rozpadu substancji czynnej środka ochrony roślin może zostać skrócony z kilkudziesięciu – kilkunastu dni do nawet kilkunastu – kilku godzin. A to oznacza zmniejszenie skuteczności preparatów.

Optymalne ph
Woda o kwaśnym odczynie odznacza się korozyjnością, natomiast woda o odczynie zasadowym ma skłonność do pienienia się. Optymalnym pH wody używanej do zabiegów ze środkami ochrony roślin wynosi 4,5–6. Jednak zawsze są pewne wyjątki i rolnicy przed zabiegiem powinni się zapoznać z instrukcją-etykietą stosowania środka, czy nie ma szczególnych zaleceń pod tym względem. Niektóre herbicydy mogą tracić swoją aktywność w środowisku zbyt kwaśnym. Przykładem są herbicydy zawierające jako substancję aktywną metsulfuron metylowy, które mogą przestać być aktywne, gdy przez dłuższy czas pozostają w zbiorniku opryskiwacza, w którym znajduje się kwaśna woda. Sprzyjać jeszcze temu może wysoka temperatura otoczenia.

Mogą być także przykłady odwrotne. Niektóre insektycydy rozpuszczane w wodach alkalicznych, a fungicydy pozostawione w takiej wodzie, mogą utracić bardzo szybko część swojej biologicznej aktywności. Działanie to zwiększa się zwłaszcza wtedy, gdy stosuje się dużą ilość wody do zabiegów (jest wtedy większe proporcjonalnie oddziaływanie ilości antagonistycznych soli mineralnych zawartych w wodzie).

W gospodarstwie warto wykonać analizę jakości wody używanej do zabiegów. Dostępne są testery twardości wody lub oznaczające pH. Można też oddać próbkę wody do analizy w stacjach chemiczno-rolniczych lub stacji sanitarno-epidemiologicznej. Zbadanie jednej próbki kosztuje kilkanaście zł.
Kondycjonery
Problemów z jakością wody nie da się rozwiązać ani przez zwiększanie dawki substancji aktywnej, ani przez zmniejszanie ilości wody zużywanej do zabiegów. Pierwsze wyjście jest nieekonomiczne i daje częściowe efekty. Poza tym zwiększa zagrożenie dla środowiska naturalnego. Drugie natomiast oznacza gorsze pokrycie roślin cieczą roboczą, a więc znowu mniejszą skuteczność zwłaszcza w wypadku fungicydów albo konieczność zastosowania sprzętu do ultra nisko objętościowego oprysku (ULV), który jest dość drogi. Można także zmieniać źródło wody lub ją uzdatniać, co jest kłopotliwe i często drogie.

Ten powszechny na świecie problem używania w agrotechnice wody złej jakości rozwiązano poprzez zastosowanie kondycjonerów wody. Są to środki regulujące twardość oraz odczyn wody, które przeznaczone są do uzdatniania i uszlachetniania wody, czyli poprawiania jej jakości. Składniki preparatów kondycjonujących wodę wchodzą w reakcje z tymi związkami w niej występującymi, które, gdyby nie obecność kondycjonera, reagowałyby z substancją czynną preparatów, powodując jej zablokowanie. Obniżają także pH wody. Stwarzają więc optymalne warunki do właściwego działania środka ochrony roślin.

W Polsce nie było dotychczas żadnych preparatów tego typu. Dopiero teraz został wprowadzony do sprzedaży kondycjoner Niagara. Preparat ten skutecznie zmniejsza antagonistyczne działanie jonów wapnia, magnezu i żelaza w wodzie. Jony te mogą dezaktywować substancje czynne środków ochrony roślin poprzez ich wytrącanie z roztworu w formie nieaktywnych kompleksów tworzących osad.

Dawka środka uzależniona jest od objętości wody użytej do zabiegu. Preparat stosuje się
w stężeniu 0,1 proc: 100 ml preparatu na 100 litrów wody. Litr środka wystarcza do uzdatnienia 1000 litrów wody i kosztuje niecałe 140 zł.

Zasady postępowania przy stwierdzeniu złej jakości wody, zalecane przez prof. Grzegorza Skrzypczaka z AR w Poznaniu:

Przydatność wody o różnym pH do ochrony roślin według prof. Grzegorza Skrzypczaka z AR w Poznaniu:
Twardość wody bardzo silnie wpływa na jej napięcie powierzchniowe. Im jest ona twardsza, tym napięcie jest większe. Natomiast im napięcie powierzchniowe wody jest większe, tym trudniej zwilża ona wszelkie powierzchnie.

Źródło: "Farmer" 17/2006

×