Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Spotkania ze zwierzętami

Autor: Iwona Pijanowska

Dodano: 30-11-2006 13:10

Atrakcją Konferencji Agroturystycznej odbywającej się na targach Polagra-Farm był w tym roku wykład Doroty Sumińskiej, znanej z telewizyjnego ekranu miłośniczki zwierząt. Została zaproszona, gdyż tematem konferencji było kształtowanie wzajemnych relacji między zwierzętami i gośćmi w gospodarstwie agroturystycznym.

Jacek Wójtowski z Akademii Rolniczej w Poznaniu, która była organizatorem konferencji, zajął się mlecznym użytkowaniem małych przeżuwaczy: owiec i kóz, a także czymś zupełnie nowym w Polsce: mlecznym użytkowaniem klaczy! 

Zajmują się już tym zagadnieniem naukowcy z Akademii Rolniczej w Poznaniu, z Katedry Hodowli Owiec i Kóz oraz Katedry Technologii Mleczarstwa.

Pozyskiwanie mleka klaczy może znacznie podnieść atrakcyjność i dochodowość licznych gospodarstw agroturystycznych utrzymujących konie. Zapomniane dziś w  Europie mleko klaczy do XIX wieku zastępowało mleko ludzkie, ich skład jest bowiem bardzo podobny. W gospodarstwach agroturystycznych ważne są jednak lecznicze zalety mleka klaczy. Pomaga ono w leczeniu marskości wątroby, wrzodów i nerwobóli żołądka, zapalenia woreczka żółciowego, trzustki i wielu innych chorób, nawet migreny. Pobudza naturalne właściwości obronne organizmu i ma mnóstwo innych zalet. Polecane jest zwłaszcza dzieciom i starszym. 

Mleko klaczy pozyskiwane jest od 10-12 tygodnia po wyźrebieniu, co pozwala odchować źrebięta bez dokarmiania ich preparatami mlekozastępczymi. Klacze doi się zwykle dwa razy dziennie (można wykorzystać aparaty do doju kóz). Pozyskuje się od 1000 do 2000 litrów mleka. Przed dojem źrebięta są odsadzane od matki na 3-6 godzin. Mają dostęp do matek przez całą noc. Mleko po wstępnych schłodzeniu jest zamrażane do temperatury – 24 st.C, w której może być przechowywane do 8 miesięcy. W Niemczech i Francji cena mrożonego mleka kobylego wynosi 10-15 euro.

Marcin T. Górecki z Akademii Rolniczej w Poznaniu zajął się gospodarstwem agroturystycznym jako miejscem obserwacji i kontaktu ze zwierzęciem. „Należy zadbać o to, by w tych kontaktach nie ucierpiała żadna ze stron – ostrzegał. – Dzieci stanowią śmiertelne niebezpieczeństwo dla zwierząt małych i kruchych (pisklęta). Zbyt bliska i hałaśliwa obecność ludzi może stresować matki młodych zwierząt do tego stopnia, że porzucają własne młode. Niekontrolowane, zbyt obfite i nieodpowiednie karmienie może skończyć się dla zwierząt poważnymi kłopotami (z tym problemem borykają się ogrody zoologiczne). Z drugiej strony człowiek może doznać uszkodzeń w spotkaniu z zębami, dziobami, pazurami, kopytami czy rogami, na skutek celowej agresji bądź przez przypadek.

Tą samą problematyką zajęła się Dorota Sumińska. Przedstawiła ona prawdy i mity o zagrożeniach czyhających na ludzi podczas spotkania ze zwierzętami w gospodarstwie agroturystycznym  - także tymi dzikimi. Omówiła ciekawie i dowcipnie „jadowte zagrożenia” – czyli ewentualne konsekwencje spotkania ze żmijami, osami, szerszeniami i pszczołami. Okazało się, że nie są one wcale takie groźne, jeśli zachowa się środki bezpieczeństwa. Naprawdę groźne może być spotkanie z psem. Ostatnio bowiem, z powodu wzrostu przestępczości,  modne są psy ras określanych przez nią jako trudne wychowawczo. Nie używa ona określenia rasy agresywne, gdyż niemal każdego psa ważącego ponad 20 kg można nauczyć niebezpiecznych agresywnych zachowań. Dorota Sumińska stwierdza, że problem tkwi nie w psach, lecz w ludziach. Często mają zbyt mało wiedzy, czasu i wyobraźni, by wychować psa. A bez odpowiedniego wychowania (nie oznacza ono tresury!) nie można mieć psa pod kontrolą. Trzeba przy tym wiedzieć,   że psy dojrzewają psychicznie dość późno, bo dopiero w wieku 2-3 lat.

Rafał Kurczewski z Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu bardzo ciekawie mówił o dzikich zwierzętach w gospodarstwie agroturystycznym. Domostwa ludzkie są bowiem nie tylko często odwiedzane przez zwierzęta bytujace w jego pobliżu, ale wręcz zamieszkiwane przez dzikie zwierzęta. Zaczął oczywiście od bociana. Pomocą w założeniu bocianiego gniazda służy Polskie Towarzystwo Przyjaciół Przyrody „Pro Natura”. Ciekawa dla turysty może być obserwacja dwóch przedstawicieli ptaków z rodziny wikłaczy: wróbla domowego i mazurka. Godne uwagi jest nie tylko to, co rzadkie i ginące. Równie ściśle związane z człowiekiem jak wróble są jaskółki. Żeby uchronić ich gniazda przed spadnięciem, a budynki przed  odchodami, warto zamontować dla jaskółek półki drewniane. Lokatorami starych strychów czy stodół jest często niewielka sowa płomykówka, a także cieszące się niezasłużenie złą sławą nietoperze (wszystkie gatunki objęte są w Polsce ochroną!). Dzikim lokatorem gospodarstwa bywają kuny, która mogą okazać się dość uciążliwe.

Przydomowe ogrody są pełne różnych stworzeń, ale ogród jest sztucznym siedliskiem, dlatego należy bardzo dbać o zachowanie w nim równowagi ekologicznej, pamiętając o zachowaniu bioróżnorodności. 

Rafał Kurczewski zakończył swój wywód bardzo ważnym stwierdzeniem. Turystka wpływała dotąd negatywnie na środowisko przyrodnicze. Jednak ostatnio kształtowana jest  zgodnie z ideą ekorozwoju, stając się jednym z ważniejszych narzędzi w ochronie środowiska.

Źódło: "Farmer" 21/2005

×