Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Kapelusz z pomysłami

Autor: Mira Dzięgielewska

Dodano: 30-11-2006 13:20

Goście pragnący spędzić urlop w gospodarstwie agroturystycznym mają różne potrzeby, zainteresowania i możliwości. Jednemu gospodarzowi trudno jest spełnić oczekiwania wszystkich wczasowiczów. Ale jeżeli zbierze się grupa potrafiąca współpracować i wzajemnie się uzupełniać, o sukces będzie łatwiej. I tak się stało w Międzychodzie.

Każde gospodarstwo jest inne. Jedni mają własne muzeum, inni mini-zoo, jeszcze inni założyli stawy rybne albo trzymają konie do bryczek i pod siodło. Gościom proponuje się ciepło domowego ogniska, zamieszkanie we wspólnym domu z właścicielami albo samodzielne kwatery. Grupa gospodarzy z Międzychodzia potrafi się tak zorganizować, przedstawić gościom tak urozmaiconą i atrakcyjną ofertę, że kto do nich raz trafi, ten już powraca.

Nie zapomniano o pierwszym wrażeniu. Zapowiedziani wcześniej goście witani są po staropolsku – chlebem i solą na progu domu, domowym plackiem, lampką wina własnej roboty… Gospodarze prześcigają się w pomysłach, którym warto przyjrzeć się bliżej. Wiele z nich nie wymaga szczególnych nakładów finansowych i może być podpowiedzią dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z agroturystyką.

Ciepło domowego ogniska, czyli... Pomysł na rodzinny dom
– Do zajęcia się agroturystyką zmusiło nas życie – wspomina Jolanta Matalewska, jedna z założycielek i prezesowa Międzychodzkiego Stowarzyszenia Agroturystycznego. – Większość z nas to typowi rolnicy. Nie posiadaliśmy zatem pensjonatów. Na gościnne kwatery adaptowaliśmy część własnych domów.
Wielu wczasowiczom odpowiada, że są traktowani jak członkowie rodziny. Daje im to poczucie bezpieczeństwa. Wiedzą, że gdyby się coś działo, gospodarze są do ich dyspozycji o każdej porze dnia i nocy. To ważne dla osób starszych i samotnych.  Można też podejrzeć, jak przygotowuje się regionalne potrawy, poplotkować z gospodynią przy kawie, kosztując przy okazji domowych specjałów.

Domową atmosferę wybierają często rodziny z dziećmi. Uczestniczenie w gospodarskich obowiązkach to dla dzieciaków z miasta świetna zabawa. Kiedy pociechy buszują z przyszywaną ciocią w kuchni, albo doglądają z wujkiem gospodarstwa, rodzice mogą choć przez chwilę odetchnąć w samotności. Jeśli przyjdzie im ochota wyskoczyć na wieczorne tańce, to śpiące dzieciaki też nie pozostają bez opieki.

Każdemu według potrzeb, czyli…pomysł na różnorodność
Bardzo szybko pojawiły się też propozycje dla osób lubiących niezależność i ceniących prywatność. Z części domów wydzielono pokoje z osobnymi wejściami, pełnym zapleczem socjalnym i wyposażonymi kuchniami. Gość sam zadecyduje, czy chce korzystać z gotowych posiłków, czy też woli żywić się we własnym zakresie. Na samodzielne kwatery zaczęto adaptować stare budynki gospodarskie, a z niezamieszkałych gospodarstw powstały kwatery „pod klucz”.

Na taką inwestycję zdecydowała się Mieczysława Schaeder, która przekształciła w kwaterę agroturystyczną rodzinny dom, zbudowany w Kamiannej w 1883 roku. Nie mogła zamieszkać tu na stałe, a sentyment nie pozwalał pozbyć się wiekowego siedliska. Dzisiaj, po remoncie, turyści mają do dyspozycji dom z wszelkimi wygodami i swoistym klimatem. Zachowano bowiem stylowy wystrój pomieszczeń. Do dyspozycji jest m.in. kuchnia z pełnym wyposażeniem oraz salonik z kominkiem. W pogodne dni kawa najlepiej smakuje na świeżym powietrzu pod wiatą, skąd można obserwować dzieci na placu zabaw. Nie zapomniano także o grillu i miejscu na ognisko. Właściciele tylko w pierwszy dzień „zawracają” głowę turystom. Witają ich chlebem i solą, domowym smalcem, winem własnej roboty i innymi specjałami. Później – wraz z kluczami – przekazują gościom kwaterę we władanie.

Pomyślano również o tych, którzy dysponują skromnymi środkami i nie przeszkadzają im spartańskie warunki. Na polu namiotowym w Wołyniu, u pana Ireneusza Mirka na turystów czekają łazienki z natryskami i miejscami do prania oraz kuchnie, w których można przygotowywać posiłki.

Przez żołądek do serca, czyli …pomysł na jadłospis
Dobra kuchnia – o niej nie zapomina się w Międzychodziu. Ze względu na zasoby okolicznych jezior i stawów, gospodynie wyspecjalizowały się w serwowaniu ryb. Dodatkiem są często szparagi z pobliskich plantacji. Popularne są też „pyry z gzikiem” i wielkopolski żur. Do kawy obowiązkowo zestaw domowych placków drożdżowych. Dba się również o to, aby mięso, wędliny, soki czy miody pochodziły z domowych zapasów. To, czego nie produkuje się samemu, można znaleźć u sąsiada. Chodzi jednak nie tylko o to, żeby było smacznie.

Przez żołądek do serca, czyli pomysł na jadłospis
Dobra kuchnia – o niej nie zapomina się w Międzychodziu. Ze względu na zasoby okolicznych jezior i stawów, gospodynie wyspecjalizowały się w serwowaniu ryb. Dodatkiem są często szparagi z pobliskich plantacji. Popularne są też „pyry z gzikiem” i wielkopolski żur. Do kawy obowiązkowo zestaw domowych placków drożdżowych. Dba się również o to, aby mięso, wędliny, soki czy miody pochodziły z domowych zapasów. To, czego nie produkuje się samemu, można znaleźć u sąsiada. Chodzi jednak nie tylko o to, żeby było smacznie.

Dbamy, aby nasi kwaterodawcy kończyli kursy żywieniowe – podkreśla Jolanta Matalewska. – Dzięki temu możemy zaspokoić  różne gusta i np. przygotowywać dania wegetariańskie, ale też zapewnić odpowiedni jadłospis dla dzieci, osób starszych czy chorych. Często ważny jest nie tylko skład posiłków, ale i termin ich podawania, jak chociażby w przypadku cukrzyków.

Dla każdego coś miłego, czyli pomysł na rozrywkę
Dla „koniarzy” nie ma lepszych miejsc jak „Stajnia Mokrzec” Marioli i Jana Krasickich z Mokrzewa. Można tu pojeździć w siodle czy bryczką, ale też poznać całą specyfikę codziennej pielęgnacji koni i choć przez chwilę poczuć się prawdziwym masztalerzem. Ci, którzy wolą spokojniejsze zajęcia chętnie spędzą czas nad pobliskimi jeziorami, zwłaszcza że obfitują one w ryby, a sprzęt wędkarski można wypożyczyć od gospodarzy.

Dzięki współpracy członków stowarzyszenia wszyscy goście dostają rabaty, bez względu na to, w której kwaterze zamieszkują.

Indianie i gajowy marucha, czyli pomysł na dzieci
Od najbardziej nawet ukochanych pociech warto czasem odpocząć. W Międzychodzie proponuje się dorywczą bądź stałą opiekę nad dziećmi. Gospodyni „Słodowego Młyna”, Jolanta Matalewska, dorosłym gościom zapewnia dwie godziny dziennie pełnej swobody. W tym czasie młode pokolenie trafia pod jej „skrzydła” i przechodzi „szkołę życia”. Uczą się pieczenia, gotowania, podawania do stołu, pomagają w gospodarstwie. Budują wioski indiańskie, urządzają boiska. Potrzebny budulec, to „skarby” zbierane w czasie wycieczek po okolicy, bądź gromadzone skrzętnie przez gospodarzy. Ozdobą podwórka bywa galeria prac plastycznych przypiętych do sznurków klamerkami do bielizny. Są także zajęcia z lepienia w masie solnej, gipsie czy glinie. Dzieci zapraszają rodziców na degustacje własnoręcznie przygotowywanych potraw lub na artystyczne wystawy. Nieodłącznym elementem pobytu jest przystąpienie do „Klubu Morsa Gajowego Maruchy” i nauka klubowego hymnu. Nowi członkowie otrzymują pamiątkowe kubki z telefonem do „Domu na Wzgórzu”, aby mogli zadzwonić i wrócić, kiedy zatęsknią. I wracają.

Słomkowy kapelusz, czyli pomysł na promocję
Kwaterodawcy z Międzychodu początkowo należeli do Gorzowskiego Stowarzyszenia Agroturystycznego. Już wówczas wydawali specjalny folder poświęcony ich regionowi. W 2000 roku własne Międzychodzkie Stowarzyszenie Agroturystyczne. Uznali, że trzeba dobrze znać własne atuty, aby przekonać do nich turystów. Temu właśnie służył kurs na przewodnika po Pojezierzu Międzychodzko-Sierakowskim, ukończony przez prawie wszystkich kwaterodawców. Dzisiaj potrafią opowiadać gościom o polodowcowej „Dolinie Kamionki”, przeprawie promowej przez Wartę, „Dębach Koleńskich”, piaszczystych wydmach czy „Wielkiej Sowie”.
Panuje tu zasada wzajemnej reklamy. Jeśli turysta zgłasza się go gospodarstwa, w którym nie ma miejsc, rolnik dzwoni do sąsiadów i skieruje gości tam, gdzie go przyjmą. Goście dostają również widokówki, ale nie z jedną a czterema kwaterami.

– Dodatkową reklamę i promocję zapewnia nam członkostwo w Wielkopolskiej Organizacji Turystyczne i  współpraca z gminą – podkreśla Jolanta Matalewska. – Miejscowe władze od początku pozytywnie odnosiły się do inicjatyw stowarzyszenia, a od dwóch lat w urzędzie gminy powstała specjalna komórka zajmująca się promocją.

Turystyka to najważniejszy element strategii rozwoju regionalnego – potwierdza Agnieszka Knopp, inspektor ds. promocji i rozwoju gminy. – Współpraca z Międzychodzkim Stowarzyszeniem Agroturystycznym jest naszym „oczkiem w głowie”. Wspólna promocja to przede wszystkim większa skuteczność i mniejsze koszty. Razem uczestniczymy w targach, organizujemy imprezy w regionie, opracowujemy strategie dalszych działań.
Przykładem współpracy jest I Festiwal Agroturystyczny, zorganizowany w ramach „Dni Międzychodu”. Gmina wzięła na siebie koszt organizacji – m.in. spotkań, wykładów, a kwaterodawcy nieodpłatnie gościli i żywili uczestników we własnych domach, organizowali degustacje potraw. Zaproszono przedstawicieli wszystkich stowarzyszeń agroturystycznych w Polsce. Była okazja do poznania specyfiki ich funkcjonowania i wymiany poglądów.

Gmina wspólnie z  Międzychodzkim Stowarzyszeniem Agroturystycznym przygotowała też projekt „Inicjatywa Partnerska – Puszcza Notecka”, który będzie realizowany w ramach programu Leader Plus.

– Otrzymaliśmy już pozytywną opinię Fundacji Programów Pomocy dla Rolnictwa i decyzję Ministerstwa Rolnictwa o przyznaniu 150 tys. zł na stworzenie Lokalnej Grupy Działania, która opracuje strategię umożliwiającą nam otrzymanie 1,5 mln zł bezzwrotnej dotacji, którą przeznaczymy m.in. na budowę przystani wodnej z zapleczem – wyjaśnia pani Agnieszka.

Rolnicy popierają również miejscowych twórców. Wielu z nich wytwarza pamiątki zamawiane indywidualnie dla turystów przez konkretne gospodarstwa. A potem goście wyjeżdżają ze słomianymi kwiatami i lalkami, czy kubeczkami, na których widnieje adres i telefon gospodarza. Może pijąc z niego kawę pomyślą o powrocie?

Gospodarze uczestniczą w różnego typu konkursach i to z bardzo dobrymi efektami. W 2003 roku  stowarzyszenie wzięło udział w „Konkursie na najlepszy produkt agroturystyczny”. Projekt pod hasłem „Wypoczywaj z rybą” dał im II miejsce. Jako nagrodę mogli wybrać – pieniądze albo udział w targach POLAGRA. Zdecydowali się na dalszą promocję i pokazali się w Poznaniu.

Zawsze występują w słomkowych kapeluszach przepasanych zieloną wstążką z nazwą stowarzyszenia, aby można ich było rozpoznać z daleka.

Źródło: "Farmer" 18/2005

×