Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Eskimos, sprawa wołowiny, lista zakładów mięsnych, czyli kilka tematów z pierwszego #TweetUpMRiRW

Autor: Iwona Dyba

Dodano: 10-03-2019 08:35

Podczas pierwszego rolniczego Tweet Up-a minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski oraz wiceministrowie i część pracowników poszczególnych departamentów mieli okazję bezpośrednio porozmawiać z rolnikami, dziennikarzami i przedstawicielami różnych branż rolnych, którzy aktywnie użytkują, coraz bardziej popularne medium społecznościowe, jakim jest Twitter.

#TweetUpMRiRW to spotkanie, które zorganizowano po raz pierwszy 7 marca br. w gmachu ministerstwa rolnictwa, z racji tego, że jak sam przyznał Jan Krzysztof Ardanowski, także stara się być aktywnym użytkownikiem tej społeczności. - Dziękuję, że jesteście. Jesteście osobami interesującymi się rolnictwem, miło mi, że mogę Was osobiście poznać. Cieszę się, że tylu młodych rolników tu przyszło i chciało się ze mną spotkać. Podejmujemy strategiczne i wyprzedzające działania, abyście mieli mniej problemów i mogli godziwie zarabiać - mówił.

Pierwszy rolniczy Tweet Up odbył się pod hasłem #DlaRolnikaDlaKonsumenta. Minister  inaugurując to spotkanie krótko przybliżył bieżące prace resortu, skupiające się w dużej mierze nad nową WPR, czy też utworzeniem wsparcia dedykowanego gospodarowaniu na terenach górskich. Z kolei, rolnicy często poruszali temat ograniczonych możliwości na rozwój gospodarstw, czego przykładem jest coraz większy opór powstawania nowych obiektów inwentarskich na terenach wiejskich. Lokalne społeczności, w tym często mieszkańcy miast, którzy po prostu wyprowadzili się na wieś, angażują się w blokowanie nowych inwestycji. Do tego dochodzi żmudna urzędowa procedura uzyskania warunków zabudowy i pozwolenia na budowę. Wszystko to, przyczynia się do wydłużenia procesu powstawania inwestycji, a wielokrotnie prowadzi do zarzucenia pomysłu o rozwoju na większą skalę.

W trakcie spotkania minister odpowiadał także na pytania stawiane przez dziennikarzy, które dotyczyły bieżących wydarzeń w branży.

Sprawa wołowiny

Tzw. afera dotycząca nielegalnego uboju bydła k. Ostrowi Mazowieckiej, jej dalsze konsekwencje, w tym kontrole unijnych inspektorów, konieczność wprowadzenia działań naprawczych, czy też wielokrotne zarzuty co do jakości polskiego mięsa stawiane przez Czechów – były tematami często poruszanymi zarówno przez rolników, jak i przez dziennikarzy. J.K. Ardanowski tak komentował tę sprawę:

- Zdałem informację z ilości przeprowadzonych kontroli, również firm pośredniczących w handlu zwierząt. ARiMR udostępniła bazy online rejestracji, ewidencji zwierząt lekarzom weterynarii. W każdej chwili mogą sprawdzić, czy to jest zwierzę wycofane z ewidencji. Zweryfikowaliśmy listę ubojni, które będą prowadziły ubój z konieczności, poszła też informacja do rolników, są organizowane szkolenia, aby rolnicy wiedzieli co mają robić, jeśli ich zwierzęta ulegną kontuzji. W Polsce są wskazane 83 ubojnie do tego celu, być może trzeba rozszerzyć tę listę. Natomiast, te ubojnie są zobligowane do uboju z konieczności. Przeprowadziliśmy również wymaganą przepisami unijnymi kontrolę wołowiny w zakresie salmonelli i listerii. To wynika z analizy ryzyka, gdzie wskazuje się ile partii należy przebadać. Przebadaliśmy ponad 400 partii. W żadnej nie potwierdziła się ani salmonella ani listeria. Ja mam na tej podstawie przekonanie, że z zakładów ubojowych i z zakładów rozbioru mięsa, nie wychodzi mięso zakażone bakteriologicznie. Na tym kończy się odpowiedzialność państwa, reszta jest w rękach producentów. Może się zdarzyć, że niewłaściwy transport, jego warunki, czy też przy mieszaniu różnych gatunków mięsa na różne wyroby doszło do takiego skażenia. Ale pamiętajmy, że przy ogromnym obrocie mięsa, idącym w miliony ton różne rzeczy mogą się zdarzyć. Moim obowiązkiem jest dopilnowanie, aby na etapie uboju i rozbioru mięsa był właściwy nadzór państwowy i on działa. Kontrolowani są również lekarze z wyznaczenia, ich nadzór nad ubojem i rozbiorem, są sprawdzane księgi przedubojowe i poubojowe. Jeżeli byłyby dostrzeżone jakieś mankamenty, to są po prostu zwalniani. Nadzorują to państwowi, czyli powiatowi lekarze weterynarii. Z tych bieżących zadań my się wywiązujemy, przekazujemy to komisarzowi, przekazujemy to również Czechom, cały czas to za mało. W ich opinii my mamy zmienić prawo, dopiero oni ocenią czy te zmiany są dobre czy nie  i zastanowią się co z tym zrobić. Tak być nie może. My, te bieżące, szybkie działania robimy. Działania z ustawą weterynaryjną, która jest już praktycznie gotowa, pozostają tylko niezależne ode mnie kwestie ustaleń finansowych. Zmiana etatyzacji w inspekcji. Wprowadzenie kilku tysięcy dodatkowych etatów, to będzie wiązało się z dużymi zmianami dla budżetu, na to musi być zgoda rady ministrów, premiera przeprowadzenie tego przez parlament. Myślę, że to już w kwietniu powinno się wydarzyć, ale strona czeska nie będzie o tym decydowała  - wyjaśniał Jan Krzysztof Ardanowski. 

Planowane zmiany w ustawie to m.in. - wycofanie powierzenia dla lekarzy prywatnej praktyki w zakresie nadzoru nad mięsem, są inne obszary działalności inspekcji weterynaryjnej i oni nadal mogą to wykonywać. Natomiast, tam gdzie jest ubój, rozbiór mięsa, będą to wykonywali wyłącznie lekarze państwowi. W związku z tym, będzie trzeba zwiększyć ilość etatów w inspekcji państwowej. Rozszerzone będą kary za łamanie przepisów, zarówno kary dla przedsiębiorców jak i dla lekarzy weterynarii, którzy braliby udział w przestępstwie. Wprowadzenie 24 - godzinnego monitoringu zakładów ubojowych. Rozszerzenie kontroli przez służby państwa, w tym Inspekcję Transportu Drogowego – komentował minister.

Skup jabłek przez spółkę Eskimos

Minister zagwarantował, ze sadownicy, a także sama firma Eskimos, która prowadziła skup jabłek, w ramach programu stabilizacji cen jabłek, zainicjowanego przez ministra rolnictwa  - nie zostaną bez pieniędzy  i pomocy.

- Ta firma nam pomogła. Nie tylko firma nie zostanie bez pomocy ale również rolnicy, którym oni zaliczkowali, również tym firmom które tłoczyły sok. Myślę, że w ciągu 2-3 dni będą wypłaty zarówno dla rolników jak i dla tych firm – zapewnił minister rolnictwa.

Niskie płace w administracji

W ostatnim czasie coraz częściej mówi się, że również pracownicy Ośrodków Doradztwa Rolniczego przymierzają się do protestu, który miałby być powodowany ich niskimi płacami.

- Administracja nie ma już podwyżek od wielu lat, w tym roku ruszamy kwoty bazowe i podwyżki rewaloryzacyjne dla całej administracji o 2,3 proc. Wiele instytucji jest niezadowolonych, dla niektórych instytucji było podniesienie o 6 proc., dla doradztwa rolniczego o 9 proc. Mówienie o tym, że nic nie dostaną jest nieprawdziwe. Jest przesunięcie w budżecie ministerstwa rolnictwa i dokładamy do wynagrodzeń doradztwa rolniczego tak, żeby również było lepiej opłacane, bo bez doradztwa nie będzie pozytywnych przemian w polskim rolnictwie. Są przygotowywane generalne rozwiązania dla całej administracji, a nie tylko dla tej części rolniczej, co mogę to robię, również doradztwo rolnicze nie jest zostawione samo sobie – powiedział minister.

Porozumienie Rolnicze

Po dwóch tygodniach od inauguracyjnego spotkania „Porozumienia Rolniczego” nie doczekaliśmy się, żadnej informacji o kontynuacji spotkań w podgrupach, w ramach tej inicjatywy. Dlatego, nie zabrakło też pytań, o to co dalej z „Porozumieniem Rolniczym”?

Tak obecną sytuację, w zakresie porozumienia skomentował minister. - Organizacje nie zgłosiły swoich ekspertów. To nie mają rozmawiać szefowie różnych organizacji, do zespołów roboczych każda organizacja deleguje najlepszych swoich specjalistów. Do 20 lutego żadna organizacja nie zgłosiła swoich specjalistów, ja liczyłem, że zrobią to 20-tego na spotkaniu, sekretariat działał, ale chcieli mieć jeszcze trochę czasu do namysłu. W związku z tym, do wszystkich organizacji została wysłana na piśmie prośba o to aby wskazali tych ekspertów i większość już ich wskazała. Dlatego teraz jest już ustalany kolejny termin. Wydaje mi się, że od przyszłego tygodnia rozpoczną się prace w zespołach. Mnie to tez trochę irytuje, że dwa tygodnie mijają, a można już było rozmawiać. Inna sprawa, że organizacje też nie czekają jakoś bardzo za tą sformalizowaną formą, spotykają się z pracownikami ministerstwa, przedstawiają swoje propozycje.

Upublicznienie listy zakładów importujących świnie i mięso

W połowie lutego, podczas "Forum Rolniczego" w Poznaniu minister rolnictwa przekazał rolnikom listę zakładów mięsnych, głównie z Wielkopolski, przedstawiającą ilość i wyszczególnienie kraju w zakresie importu świń i wieprzowiny. Zapytaliśmy o cel ujawnienia takiej listy i dalsze działania ministerstwa w tym zakresie.

Minister przyznał, że kolejne listy z informacją o wielkości importu zagranicznego mięsa i świń w poszczególnych zakładach, będą systematycznie upubliczniane. -  Tak, ja chcę tę listę opublikować. Nie tylko dla poszczególnych województw, bo robię to wyjeżdżając w województwa. Tam gdzie jadę, tam opublikuję tę listę. Rozumiem, że jest zapotrzebowanie na całą listę zakładów importujących mięso i świnie do uboju, w związku z tym Główny Lekarz Weterynarii został zobowiązany do wyjaśnienia, kto importuje mięso do Polski. Zakłady nie kupując od polskich rolników oczekują na pochwałę? Rolnicy trzymają świnie, które im przerastają, nie mają gdzie sprzedać, a za płotem zakłady sprowadzają mięso z Belgii, czy z Barbadosu. Nie ma żadnej możliwości do wprowadzania ceny, która by obowiązywały przetwórców (ceny referencyjnej/minimalnej dla skupu wieprzowiny przyp. red.). To jest wolny rynek w całej Europie. Średnia cena ubojowa podawana z terenu Niemiec i ta średnia cena nikogo do niczego nie zobowiązuje, to jest cena faktyczna na terenie Niemiec. Niemieccy rolnicy nie pozwoliliby swoim zakładom, żeby zajmowały się dużym importem z zagranicy, a nie kupowaniem od Niemców. Dlatego ja chcę, żeby polscy rolnicy wiedzieli, kto ich oszukuje.

Minimum 50 proc. polskich produktów w sieciach handlowych

Podczas Europejskiego Forum Rolniczego w Jasionce zarówno premier Mateusz Morawiecki, jak i minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski mówili o możliwości wprowadzenia obowiązku sprzedaży min. 50 proc. produktów z Polski oraz ograniczeniu marek własnych przez sieci handlowe.

Jak wytłumaczył minister -  rozwiązanie, o którym mówiłem było próbowane w Rumunii. Parlament rumuński przyjął ustawę, że 51 proc. w sieciach musi pochodzić z Rumunii. Prezydent podpisał i natychmiast zostało to zawetowane przez Komisje Europejską. Szukamy sposobu aby sieci zachęcić, a mówiąc precyzyjniej przymusić do kupowania większej ilości żywności w Polsce, bo wiele z nich nie czuje żadnego związku z polskim rolnictwem. POHID (Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji), reprezentacja sieci handlowych nic nie robi aby sieci zwiększyły zapotrzebowanie na polskie produkty. Chcemy, by to konsumenci wymusili polskie produkty na półkach, a sieci zwiększyły ich ilość. W związku z tym analizujemy sytuację w różnych krajach.

 

×