Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Minister rolnictwa przedstawia listę zakładów importujących wieprzowinę - co na to branża?

Autor:

Dodano:

Rolnicy nie godzą się na wysoki import wieprzowiny w momencie, gdy skupy oferują dramatycznie niskie ceny za ich zwierzęta. Z kolei minister Jan Krzysztof Ardanowski publikuje niepełną listę zakładów z informacjami o ilości ich importu świń i mięsa z zagranicy, tak „by rolnicy wiedzieli, kto ich oszukuje”. Czy ten krok przybliży całą branżę do rozwiązania jej problemów?

W połowie lutego, Jan Krzysztof Ardanowski podczas "Forum Rolniczego" w Poznaniu przekazał rolnikom listę przedstawiającą dane na temat ilości i wyszczególnienia kraju pochodzenia w zakresie importu świń i wieprzowiny przez wybrane zakłady mięsne, funkcjonujące głównie na Wielkopolsce. Prawdopodobnie była to odpowiedź na falę rolniczych protestów, a także na stawiane przez rolników pytania brzmiące m.in. jak to jest możliwe, że Polska sprowadza tak ogromne ilości mięsa w momencie, gdy zakłady mięsne kupują krajowy żywiec po wyjątkowo niskiej cenie, a w ciągu roku zdarzają się też momenty, że tych zakupów po prostu odmawiają.

W marcu podczas spotkania zorganizowanego w ministerstwie rolnictwa dla użytkowników Twittera minister zapowiedział, że kolejne listy z informacją o wielkości importu mięsa i świń w poszczególnych zakładach, będą systematycznie upubliczniane. -  Tak, ja chcę tę listę opublikować. Nie tylko dla poszczególnych województw, bo robię to wyjeżdżając w województwa. Tam gdzie jadę, tam opublikuję tę listę. Rozumiem, że jest zapotrzebowanie na całą listę zakładów importujących mięso i świnie do uboju, w związku z tym Główny Lekarz Weterynarii został zobowiązany do wyjaśnienia, kto importuje mięso do Polski. Zakłady nie kupując od polskich rolników oczekują na pochwałę? Rolnicy trzymają świnie, które im przerastają, nie mają gdzie sprzedać, a za płotem zakłady sprowadzają mięso z Belgii, czy z Barbadosu. Dlatego ja chcę, żeby polscy rolnicy wiedzieli, kto ich oszukuje – powiedział.

Co na to branża mięsna?

Po przedstawieniu listy, która liczyła kilkanaście zakładów, tylko jedna z firm odniosła się w liście wysłanym do ministra, co do przedstawionych informacji. Jan Ludwiczak prezes Zarządu Agro-Handel podkreślał w swoim piśmie, że minister podał półprawdy, mocno zmanipulowane, pisząc: firma Agro-Handel, którą zbudowałem od podstaw i do dzisiaj jestem Prezesem, czyli od ponad 30 lat, w 2018 r. z Belgii zakupiła 126,481 tys. kg mięsa wieprzowego. Natomiast nie podał Pan, że firma Agro-Handel skupiła w 2018 r. od polskich rolników i producentów na swe możliwości potężną ilość trzody chlewnej w ilości 386,054 tys. szt., czyli 37 137 tys. kg. Udział eksportu w sprzedaży to 9,3 proc. t.j. ponad 4,5 mln kg, natomiast sprzedaż krajowa to 90,7 proc. t.j. prawie 44 mln kg. Te 126 ton zakupionej wieprzowiny z Belgii, to zaledwie 0,341 proc. całości dokonanych zakupów w 2018 r.

Jednocześnie Jan Ludwiczak podkreślił, że do ogromnego importu wieprzowiny przyczyniają się dzisiaj firmy przetwórcze, które nie mają własnego uboju kupując nawet całość mięsa z zagranicy. - Markety, które sprowadzają bezpośrednio większość mięs, również przez polskich pośredników. Takie stwierdzenie Pana Ministra bardzo mnie boli, gdyż od 40 lat zawsze wspieram polskich rolników w ich słusznych dążeniach, na co mam nie tylko słowa ale szeroką dokumentację – wyjaśnił prezes Agro-Handel.

Nierówne potraktowanie zakładów

Józef Konarczak, prowadzący zakład mięsny, a także przedstawiciel Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP zwraca nam uwagę w rozmowie na to, że lista była niepełna i nie obejmowała największych koncernów. - Jestem zdegustowany takimi wypowiedziami ministra. Tak się nie robi, bo środowiska trzeba łączyć, a nie dzielić. Ujawnienie takich danych, to nie jest złamanie prawa i uważam, że powinny być one dostępne. Jednak sposób przekazania takich informacji i stworzenie niepełnej listy wybranych zakładów mięsnych – jest po prostu nie w porządku. Jestem przekonany, że jeśli jakaś korporacja, największe zakłady mięsne zostałyby wskazane na tej liście, to wówczas zareagowałyby zupełnie inaczej. Dlatego dzisiaj, przede wszystkim trzeba usiąść do stołu i rozmawiać na argumenty, o tym co należy poprawić i zmienić. Producenci wieprzowiny muszą zrozumieć, że wszyscy funkcjonujemy na rynku konsumenta. Nasi zagraniczni kontrahenci wymagają od nas powtarzalnego, jednolitego produktu. A na polskim rynku, nie zawsze tak jest. Jeśli wysyłamy na eksport np. boczek, to musi on mieć odpowiednią wielkość, grubość, przekrój czy zawartość tłuszczu, a cała partia ma być jednolita. Pamiętajmy, że kupujemy nie tylko na uzupełnienie rynku ale też na eksport. Dlatego to, co należałoby dzisiaj zrobić, to najpierw zlikwidować pośrednictwo w obrocie zwierzętami, jednocześnie wprowadzając obowiązkową kontraktację. Na pośrednictwie tracą zarówno zakłady jak i rolnicy. Niestety, nie widzę, aby jakiekolwiek działania były podejmowane w tym kierunku – powiedział.

Wśród ważnych problemów do rozwiązania w branży wskazanych przez Józefa Konarczaka, brakuje również walki z cenami dumpingowymi mięsa oferowanymi przez duże sieci handlowe. - Markety, za sprzedaż mięsa poniżej kosztów uzyskania produkcji powinny zapłacić dopłatę. Dzisiaj nikt ich za to nie ściga, a ceny dumpingowe w sieciach handlowych obserwujemy na okrągło – skomentował.

Problem to także słaba pozycja negocjacyjna rolników

To jak ciężko wyglądają rozmowy na linii zakład mięsny – producent w zakresie ceny sprzedawanych zwierząt jest podkreślane przez związki branżowe od wielu lat. W opinii Aleksandra Dargiewicza z Krajowego Związku Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej sytuacja negocjacyjna producentów wieprzowiny w odniesieniu do rozmów z zakładami mięsnymi jest bardzo słaba. W rozmowie z redakcją wskazuje, że wzorce do poprawy są dostępne i od lat stosowane w innych krajach europejskich. - My, póki co nie chcemy z tego skorzystać. To branżowe organizacje powinny po części przejąć na siebie negocjowanie ceny z przetwórcami, tak odbywa się w Niemczech, Austrii czy w Hiszpanii. Część krajów stosuje takie rozwiązanie, że bierze na siebie negocjacje cenowe i wówczas mali rolnicy są reprezentowani przez duży związek rolniczy, a rozmowa o cenie wygląda zupełnie inaczej, bo pojawia się równowaga sił. W Polsce, aby podjąć takie działania należałoby najpierw zmienić prawo. Jeżeli nasza organizacja zaczęłaby negocjować cenę w imieniu swoich członków, to bylibyśmy od razu posądzeni o zmowę cenową. Podobnie po drugiej stronie, do negocjacji muszą usiąść przetwórcy. Pewne jest, że po ich stronie również zostałoby to odebrane jako zmowa. Dlatego też Niemcy wcześniej zmienili swoje prawodawstwo. Dopiero zmiana przepisów, pozwoliła na to, że organizacje mogą reprezentować rolników, brać udział w negocjacji ceny z przetwórcami, że w ogóle mogą się spotykać i rozmawiać o cenie referencyjnej na dany tydzień, do której cała branża może się odnosić – wyjaśnia Dargiewicz.

Bez wątpienia taki model buduje pozycję negocjacyjną rolników. Ten temat jest w rękach polityków. - Jeśli rzeczywiście chcą zmniejszyć przewagę przetwórców mięsa nad producentami zwierząt, to powinni zmienić prawo, a nie namawiać tylko do grup producenckich. Bo pamiętajmy, że nawet grupa producencka złożona z np. 10 małych producentów świń nie stanowi żadnej przeciwwagi dla zakładów mięsnych – dodaje ekspert.

Nie ma wątpliwości, że sytuacja producentów trzody chlewnej jest bardzo trudna. Jednak nie można się zgodzić, że wybiórcza lista zakładów jest rozwiązaniem problemu sektora świń. Jak podkreśla Aleksander Dargiewicz - w pewnym sensie jest to dalsze konfliktowanie rolników z zakładami, a współpraca na tym nie polega.

×