Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Ceny tuczników rosną. Czy na dobre?

Autor:

Dodano:

W ostatnich tygodniach zaobserwowaliśmy bardzo duży wzrost cen żywca wieprzowego. Co przyniosą kolejne miesiące? Czy możemy mówić o trwałej poprawie opłacalności produkcji?

Jak każdy wie, charakterystyczną cechą rynku trzody chlewnej są cykliczne wahania opłacalności produkcji. Wynikają one głównie ze zmian równowagi popytowo podażowej na globalnych rynkach. Wydawałoby się, że krajowi producenci przyzwyczajeni są już do występujących co kilkanaście miesięcy okresów kiepskiej opłacalności produkcji. Jednak ostatnie miesiące zapamiętają oni na długo. W tym czasie splotło się kilka niezwykle niekorzystnych czynników, które sprawiły, że zamiast zarabiać, zdecydowana większość rolników dokładała do produkcji. Zbiegła się na to nie tylko dramatycznie niska cena skupu tuczników (przez kilka miesięcy za żywiec wieprzowy płacono znacznie poniżej 4 zł netto za kilogram), ale również niespotykanie wysoka cena zbóż paszowych, oraz rosnące ceny warchlaków.

Wydaje się, że zła passa producentów na dobre zaczęła się odmieniać w połowie marca. Wówczas to najpierw w Niemczech, a później w naszym kraju zaczęto obserwować bardzo wysokie podwyżki cen świń. Wystarczy powiedzieć, że w ciągu 4 tygodni (od połowy marca do połowy kwietnia) cena niemiecka podskoczyła o 33 eurocenty. W tym czasie w naszym kraju ceny świń w wadze bitej ciepłej wzrosły średnio o 1,80 zł netto za kilogram, zaś żywiec podrożał przeciętnie o 1,50 zł netto za kilogram. W połowie kwietnia ceny podskoczyły do poziomu niespotykanego od jesieni 2013 roku – żywiec podrożał do poziomu 5,50 zł netto za kilogram, zaś średnie ceny półtusz w klasie E osiągnęły imponujący poziom 7 zł netto za kilogram.

Istnieją dwa fundamentalne czynniki odpowiedzialne za wzrost cen jaki obserwujemy w minionych tygodniach. Pierwszym – choć nie najważniejszym z nich jest spadek pogłowia trzody chlewnej w krajach Unii Europejskiej. W wyniku panującej od wielu miesięcy fatalnie niskiej opłacalności produkcji wielu producentów zdecydowało się na ograniczenie lub wstrzymanie produkcji, co doprowadziło do znacznych niedoborów wieprzowiny na unijnym rynku. Według danych Eurostatu, pod koniec 2018 roku pogłowie świń w krajach UE-28 było o 1 proc niższe niż rok wcześniej. Biorąc jednak pod uwagę pogłowie stada podstawowego, było ono niższe aż o 3 proc. niż pod koniec grudnia 2017 roku.

Spadek produkcji wieprzowiny w krajach UE sam w sobie nie spowodowałby jednak tak dużych podwyżek cen. Były one możliwe głównie dzięki potężnym spadkom pogłowia trzody chlewnej w Chinach. Wszystko za sprawą szalejącej w tym kraju epizootii afrykańskiego pomoru świń. Tamtejsze Ministerstwo Rolnictwa poinformowało na początku marca, że w tylko w ciągu pierwszego miesiąca bieżącego roku Chińczycy zlikwidowali na skutek ASF 1,35 milionów macior, a w ciągu minionych 12 miesięcy ubito 5,5 miliona loch. Prognozy mówią, że do końca tego roku ubitych może zostać kolejnych 10 milionów zwierząt. Niektórzy wskazują, że dane opublikowane przez stronę chińską mogą być jednak znacznie zaniżone, a rzeczywisty obraz sytuacji rysuje się jeszcze bardziej dramatycznie. Nawet jednak opierając się wyłącznie o oficjalne dane, prognozy banku BNP Paribas wskazują, że w tym roku produkcja wieprzowiny w chinach spadnie o około 3 miliony ton. To tyle ile wynosi roczna produkcja wieprzowiny w Brazylii. To doskonała okazja, aby ulokować nadwyżki wieprzowiny na chińskim rynku.

Sytuacja na globalnych rynkach wydaje się zatem idealna ku temu, by ceny świń w Unii Europejskiej i w naszym kraju dalej wzrastały. Czy w całej tej beczce miodu zajdzie się zatem choć jedna mała łyżka dziegciu?

Niestety tak. Istnieje kilka czynników mogących pokrzyżować plany unijnych i polskich producentów żywca wieprzowego. Pierwszą z nich jest konkurencja ze strony innych wiodących eksporterów. Już dziś słyszymy, że rynek chiński coraz bardziej niechętnie patrzy na wzrastające ceny unijnej wieprzowiny:

- Myślę, że jak na razie cena unijnej wieprzowiny jest jeszcze konkurencyjna, niemniej jeżeli ceny w dalszym ciągu będą wzrastały możliwe jest, że mięso z Europy będzie stopniowo wypierane z rynku chińskiego przez wieprzowinę pochodzącą z Brazylii czy USA. Mięso pochodzące z tych krajów jest wyraźnie tańsze niż z Europy, dochodzi jednak do tego kwestia jego jakości. Chińczycy nie będą kupowali mięsa pochodzącego z chowu z użyciem raktopaminy, która stosowana jest zarówno w Brazylii jak i USA. Wiemy jednak że już teraz niektóre podmioty (np. należące do grupy Smithfield Foods) decydują się na rezygnację z wykorzystania raktopaminy. Może to być dużym zagrożeniem dla eksportu unijnej wieprzowiny – mówi Aleksander Dargiewicz, Dyrektor Biura Krajowego Związku Producentów – Pracodawców Trzody Chlewnej.

Zdaniem Dargiewicza wiele zależy również jak potoczą się losy wojny celnej pomiędzy USA a Chinami. Jeżeli cła na amerykańską wieprzowinę zostałyby zniesione, będzie to z pewnością negatywna wiadomość dla unijnych producentów trzody chlewnej. Odrębny problem stanowi rosnące pogłowie trzody chlewnej w USA. O ile jeszcze niedawno mówiło się o spadającej liczbie ubojów w tym kraju, o tyle ostatnie dane mówią o wzrastającej liczbie wyproszeń. Według danych opublikowanych przez bank BNP Paribas, od grudnia do marca wzrosła ona o 2 proc. zaś do maja liczba wyproszeń ma się zwiększyć o kolejny 1 proc. Oznacza to, że w drugiej połowie roku w USA wzrośnie liczba ubojów. Może to w jeszcze większym stopniu zwiększyć różnicę cen pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi.

Czy zatem polscy producenci żywca wieprzowego powinni drżeć o swoją przyszłość?

- Wydaje mi się, że poprawa opłacalności produkcji, jaką obserwujemy od kilku tygodni nie jest chwilowa, jest to raczej proces długofalowy. Możliwe są wprawdzie pewne wahania cen, jednak według mnie na chwilę obecną nie ma zagrożenia załamania rynku. Oczywiście pod warunkiem, że nie wydarzy się coś nieprzewidzianego, np. nie pojawią się przypadki bądź ogniska ASF u któregoś z wiodących producentów trzody chlewnej w Europie – mówi Aleksander Dargiewicz.

Niestety wspomniany scenariusz nie jest nierealny. Dziś afrykański pomór świń masowo występuje na południu Belgii w niewielkiej odległości od granicy francuskiej i niemieckiej. Choć od miesięcy udaje się zatrzymać chorobę na stosunkowo niedużym terenie, nie da się wykluczyć tego, że prędzej czy później choroba przedostanie się do któregoś z sąsiednich państw. Konsekwencje takiego stanu rzeczy mogą być nieprzewidywalne.

Co można w tym miejscu powiedzieć krajowym producentom? Cieszmy się tym, że po wielu miesiącach ceny nareszcie powróciły do przyzwoitego poziomu, pamiętajmy jednak że nic nie trwa wiecznie. W pierwszej kolejności zrekompensujmy zatem poniesione w ostatnich miesiącach straty i zgromadźmy stosowne rezerwy, które pomogą nam przetrwać ewentualne załamanie rynku. Dopiero później możemy myśleć o zwiększaniu skali produkcji, czy inwestycjach w modernizację lub budowę obiektów.

×