Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

NIK skontroluje rolnicze ubezpieczenia, bo statystyki optymizmem nie nastrajają

Autor:

Dodano:

Tylko kilkanaście procent właścicieli gospodarstw zawiera umowy ubezpieczeń upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. NIK zamierza dojść odpowiedzi, co jest tego powodem na podstawie planowanych kontroli.

Najwyższa Izba Kontroli zorganizowała debatę nt. rolniczych ubezpieczeń. Zaproszeni do dyskusji eksperci, naukowcy, przedstawiciele rolników i ubezpieczyciele zastanawiali się w trakcie dyskusji, co może skłonić rolników do masowego ubezpieczania się, jakie oczekiwania gospodarze mają wobec ubezpieczycieli i w jakim kierunku powinny iść zmiany w ubezpieczeniach rolnych. Wnioski z dyskusji pomóc mają inspektorom NIK w opracowaniu kierunków kontroli w tym zakresie.

„Ubezpieczenia rolnicze dotychczas nie były tematem odrębnej kontroli NIK. Jedynie podczas kontroli wykonania budżetu państwa sprawdzane było wydatkowanie dotacji przeznaczonej dla zakładów ubezpieczeń na dopłaty do składek z tytułu zawartych umów ubezpieczenia upraw rolnych i zwierząt gospodarskich od ryzyka wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń losowych powodujących straty w produkcji roślinnej i zwierzęcej. Zorganizowana w Izbie debata jest elementem przygotowania do podjęcia kontroli w tym zakresie” – argumentuje NIK.

W trakcie konferencji w NIK, można się było dowiedzieć, że gdy 1990 r. zniesiono obowiązkowe ubezpieczenia upraw, gwałtownie spadła liczba nabywanych polis - z poziomu ok. 3 mln polis do 75 tys. z w roku 1997 i 32-36 tysięcy w latach bezpośrednio poprzedzających wprowadzenie ustawy w 2005 r. Ustawa o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich miała być impulsem do nabywania ubezpieczeń, tymczasem ich liczba od 2009 r. utrzymuje się na prawie niezmienionym poziomie 140 -160 tys. polis.

Statystyk tych nie poprawiło kolejnych 7 nowelizacji ustawy, w efekcie których poszerzono zakres dotowania poszczególnych rodzajów upraw, oraz zmieniono zasady udzielania pomocy gospodarstwom rolnym w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń klęskowych. W 2007 r. wprowadzono też możliwość rozdzielania ryzyk. Od 2008 r. rolnicy, którzy uzyskali dopłaty bezpośrednie do gruntów rolnych w roku poprzednim, objęci zostali obowiązkiem ubezpieczania 50 proc. powierzchni upraw od części ryzyk - gradu, suszy, powodzi, ujemnych skutków przezimowania oraz przymrozków wiosennych. W 2015 r. zniesiono granicę areału 300 ha, do których można otrzymać dopłaty do składki. Na przestrzeni lat podniesiono dopłaty państwa do składek z 50 proc. do 65 proc.

O 2008r., czyli od momentu wprowadzenia obowiązku ubezpieczenia dla rolników, którzy uzyskali dopłaty bezpośrednie, odnotowano ponad sześciokrotny wzrost powierzchni ubezpieczonych upraw w porównaniu do 2006 r. i trzykrotny wzrost w stosunku do 2007 r. Obecnie areał ubezpieczonych upraw wynosi ok. 3 mln ha UR. A jednak od 2013 r. odnotowano powolny spadek ubezpieczonej powierzchni. Jak zauważa NIK, zgodnie z założeniami nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach z 2015 r. w latach 2015-2020 powinniśmy mieć już ubezpieczone ok. 4-4,5 mln ha upraw, co pozwoliłoby na objecie ochrona ubezpieczeniową ok. 30-32 proc. wszystkich upraw lub 60 proc. upraw podlegających obowiązkowi ubezpieczeniowemu. Do realizacji tych założeń wciąż jednak daleka droga.

Od 2011 r. do 2018 r. dopłaty z budżetu państwa do składek z tytułu zawartych umów ubezpieczenia upraw rolnych i zwierząt gospodarskich wzrosły niemal czterokrotnie - z około 126 mln zł do ponad 450 mln zł. Proporcjonalnie wzrastała też wysokość składek należnych zakładom ubezpieczeń, tj. z ok. 272 mln zł do ok. 725 mln zł. Jak zauważono w trakcie debaty, nie wzrastała jednak w zasadniczy sposób liczba zawieranych umów ubezpieczeń: prawie 139 tys. umów w 2011r., a w 2018 r. ponad 165 tys. Oznacza to, że jedynie 12 proc. właścicieli gospodarstw zawarło umowy ubezpieczeń. W 2019 r. na dopłaty do ubezpieczenia upraw i zwierząt gospodarskich ma zostać przeznaczone 630 mln złotych z budżetu państwa i podobnie jak przed rokiem, dopłata może sięgać do 65 proc. wartości umowy.
W debacie często pojawiało się pytanie dlaczego rolnicy nie ubezpieczają w masowy sposób upraw rolnych i zwierząt gospodarskich? Okazuje się, że problemem dla nich są wysokie składki, stopień skomplikowania ubezpieczeń, podejście firm ubezpieczeniowych do wypłacania odszkodowań i co się z tym wiąże niepełna likwidacja szkody. Dostrzeżono także, że w branży ubezpieczeń rolniczych na naszym rynku panuje niewielka konkurencja, co z pewnością przekłada się na wysokość składek i elastyczność oferty ubezpieczeniowej.


Jak wskazują dane, gospodarstwa bardzo duże najczęściej wywiązują się z ustawowego obowiązku ubezpieczania. Najgorzej sytuacja wygląda w gospodarstwach bardzo małych i małych do 10 ha, gdzie zaledwie niewielki odsetek gospodarstw pobierających dopłaty zawiera umowy ubezpieczeniowe. Eksperci w trakcie debaty zwracali uwagę, że problemem jest nadal wysoka szkodowość ubezpieczeń rolnych, która wynika z niskiego udziału rolników w systemie, ale również zmiennych warunków pogodowych, co przy obecnych rozwiązanych może zniechęcać rolników i zakłady ubezpieczeniowe do zawierania umów ubezpieczenia. Wszyscy uczestnicy byli zgodni, że obserwowane i doświadczane zmiany klimatyczne mają coraz bardziej znaczący wpływ na ubezpieczenia rolne. Większość dyskutantów była też zgodna, że konieczna jest prosta likwidacja szkody, tak jak proste jest zawieranie umowy. Prosty musi być również system dopłat państwa do polis. Rozważyć należałoby też, czy dobrym rozwiązaniem nie byłoby ubezpieczenie dochodów rolniczych, a nie tylko upraw czy zwierząt gospodarskich – zauważa w podsumowaniu konferencji NIK.

×