Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Farmer w Teksasie, cz. 17: 10 tys. litrów glifosatu rocznie!

Autor:

Dodano:

Jak twierdzi Travis, glifosat jest podstawowym elementem technologii no-till, którą stosuje od wielu lat. W zależności od warunków pogodowych, zarówno pszenicę, jak i kukurydzę, pryska raz lub dwukrotnie. W przypadku pszenicy najczęściej jeden oprysk odbywa się tuż po żniwach, drugi zaś, jeśli jest potrzeba – przed siewem. Kukurydza z kolei, ze względu na stosowanie nasion GMO, po raz pierwszy pryskana jest w okolicach siewu, a drugi raz 1,5-2 miesięcy po siewie. Drugi oprysk połączony jest z aplikacją mikroelementów.

Jak wylicza gospodarz, koszt zabiegu glifosatem to około 38 zł na hektar. A dawki jakie stosuje to 2,2 l/ha podczas pierwszego oprysku i 1,25 l/ha podczas drugiego oprysku. Zdarza się od czasu do czasu, że gdy wśród zachwaszczenia wtórnego pojawi się życica, musi wówczas zastosować środek na bazie pinoksadenu. Travis ubolewa, że taki oprysk znacząco winduje koszty walki z chwastami, gdyż na amerykańskim rynku nie ma tańszych zamienników dla tej substancji.

Farmer z Teksasu chętnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat glifosatu i potencjalnej sytuacji, w której to jego stosowanie zostałoby zakazane. Zdaniem Travisa, technologia no-till nie miałaby wówczas racji bytu, zatem koszty produkcji musiałyby znacząco wzrosnąć. W związku z czym, należałoby się spodziewać wzrostu cen żywności. Twierdzi również, że nie ma naukowych badań potwierdzających jego szkodliwość.

Wszelkie opryski przeprowadzane są opryskiwaczem samojezdnym John Deere R4038. Maszyna ta, wyposażona jest w zbiornik o pojemności 4 000 litrów i belkę o szerokości 38 metrów. Dzięki znacząco zaniżonej dawce wody wydajność opryskiwacza jest bardzo wysoka i sięga 70 ha/h, a prędkość z jaką przeprowadzany jest oprysk dochodzi do 25 km/h. Środki ochrony roślin, jak również nawozy dostarczane są w zbiornikach 1 000 litrowych. Aby zaoszczędzić czas na dojazdy, Travis posiada naczepę niskopodwoziową, na której znajdują się cztery zbiorniki ze środkami ochrony roślin, duży zbiornik z ciepłą wodą oraz miejsce na opryskiwacz. Takie połączenie pozwala na maksymalną oszczędność czasu, w sytuacji gdy poszczególne pola oddalone są od siedziby gospodarstwa nawet o kilkadziesiąt mil.

Co ciekawe, podczas swojego pobytu w Teksasie wielokrotnie widziałem opryski, które w Polsce są zakazane, jednym z przykładów niech będzie chociażby atrazyna.

×