Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Obrońcy „wolnych krów” z Deszczna dostali numer producenta i siedziby stada. Na urzędy jednak wciąż narzekają

Autor:

Dodano:

Biuro Ochrony Zwierząt z Zielonej Góry, które przejęło odpowiedzialność za stado „wolnych krów” z gminy Deszczno, dostało już numer producenta, a następnie numer siedziby stada. Ponad 170 krów musi teraz dostać kolczyki i zostać zarejestrowane. To warunek, by mogły być poddane badaniom kontrolnym i zostać przewiezione do swej docelowej zagrody.

Jak donosi „Gazeta Lubuska”, obrońcy zwierząt chcą, by krowy trafiły do rezerwatu w Czarnocinie nad Zalewem Szczecińskim. Obecnie zwierzęta przebywają na terenie rezerwatu Santockie Zakole, ale Biuro Ochrony Zwierząt z Zielonej Góry, które przejęło opiekę nad stadem od Gminy Deszczno, musi słono płacić za ich utrzymanie. Właściciel ziemi za pobyt krów w rezerwacie pobiera opłatę w wysokości 2160 zł dziennie. Na takie wydatki organizacji nie stać, więc uruchomiła publiczną zbiórkę pieniędzy na ten cel. Na dłuższą metę to jednak nie jest rozwiązanie.

Choć obrońcy krów z BOZ narzekali na opieszałość urzędników ARiMR w przeprowadzaniu procedur legalizacji stada, trzeba przyznać że Agencja dotrzymała obietnicy przyspieszenia działań. BOZ otrzymało już numer procenta i numer siedziby stada, choć zgodnie z przepisami ARiMR miała czas na wydanie decyzji do 3 września. To jednak obrońców zwierząt w żadnym stopniu nie usatysfakcjonowało i nadal oskarżają urzędników Agencji o „opieszałość i granie na zwłokę”. Dlaczego?

We wpisie zamieszczonym 27 lipca br. na fejsbuokowym profilu Biura Ochrony Zwierząt czytamy, że organizacja miała nadzieję załatwić wszystkie formalności, włącznie z badaniami krów, do końca miesiąca. Umówiła się już bowiem z pewną firmą na transport krów do rezerwatu na Zalew Szczeciński. Bez rejestracji i kolczyków przewiezienie krów nie jest jednak możliwe. Firma transportowa będzie zaś mogła zabrać bydło dopiero po 15 sierpnia. To zaś dla organizacji oznacza kolejne tygodnie opłat za utrzymanie stada.

Obrońcy zwierząt narzekają, że nie zostali wcześniej poinstruowani, iż muszą złożyć stosowny wniosek o przyznanie kolczyków, a Powiatowa Lekarz Weterynarii nie zechciała iść im na rękę i zgodzić się na oznakowanie bydła farbą i przyspieszenie badań. Oburza ich również fakt, że PIW w Gorzowie Wlkp. nieustannie wzywa ich do przedłożenia orzeczenia sądowego, które by jednoznacznie potwierdzało, że faktycznie są „opiekunem stada”.

W opublikowanym przez BOZ piśmie, PIW wyjaśnia, że oznakowanie zwierząt w sposób zaproponowany przez BOZ nie jest zgodne z przepisami i nie umożliwi przeprowadzenia badań kontrolnych. Próbki do badań muszą być bowiem pobrane od krów już zakolczykowanych, ponieważ są z takim numerem ściśle powiązane. Numer kolczyka musi się również znaleźć w protokole, zawierającym wyniki badania. Tylko takie przeprowadzenie procedur będzie zgodne z obowiązującymi przepisami prawa.

To stanowisko nie podoba się jednak obrońcom krów z Zielonej Góry. Jak czytamy we wpisie BOZ, Powiatowa Lekarz Weterynarii po raz kolejny wykazała się „brakiem kompetencji, wiedzy, dobrej woli i bezmiarem złośliwości”. „PLW swoimi pismami zobowiązującymi nas do rejestracji stada uznała nasze prawa do niego, niemniej jednak znów domaga się udowodnienia. Domaga się sądowego orzeczenia, które nie istnieje” – pisze BOZ poście na Facebooku.

×