Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Brak książek leczenia przemawia za weterynarzem?

Autor:

Dodano:

Prowadzone postępowania: weterynaryjne, karne i cywilne nie pozwalają od lat rozstrzygnąć, czy straty w hodowli byków, poniesione w okresie od maja 2014 do września 2015 roku przez braci Krzysztofa i Łukasza Pietrzaków były spowodowane przez niewłaściwą opiekę weterynaryjną.

W wyjaśnieniu tej sprawy nie pomaga Ministerstwo Rolnictwa (proszone o wsparcie w rozstrzygnięciu problemu 25 stycznia poinformowało braci o… ustawie o restrukturyzacji zadłużenia podmiotów prowadzących gospodarstwa rolne i o zwróceniu się do Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej „o przekazanie informacji o wynikach postępowania dotyczącego lek. wet. Marcina Tyca”) ani Krajowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej.

KIL-W  13 grudnia 2018 roku uznała, że Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej  słusznie zawiesił postępowanie wyjaśniające, wszczęte w tej sprawie.  „Na obecnym etapie sprawy nie doszło jeszcze do pełnego sprecyzowania czynów stanowiących przewinienia zawodowe (przez wydanie postanowienia o przedstawieniu zarzutów” – podano w uzasadnieniu.

Zatem odpowiedzialność zawodowa musi być poprzedzona wszczęciem wobec lekarza weterynarii postępowania karnego, a nie odwrotnie.

- Chcieliśmy, aby prokuratura miała dokumenty potwierdzające fachową analizę sprawy, przeprowadzoną przez weterynarzy – mówi Łukasz Pietrzak. – Czyli, aby postępowanie karne miało podstawy w postaci oceny dokonanej pod kątem weterynaryjnym. W końcu brak książek leczenia i braki w prowadzonych książkach powinna potwierdzić weterynaria.

Niestety prokuratura tej chęci nie podzielała – w grudniu 2016 roku wprawdzie wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się nad zwierzętami i w sprawie poświadczenia nieprawdy i przerabiania dokumentacji lek.-wet., ale po trzech miesiącach umorzyła je. Postanowienie to uchylono i powołano biegłego. Opinia biegłego z listopada 2017 r. stwierdziła braki w dokumentacji – i chociaż potwierdziła też wiele błędów lekarza, to zawiera stwierdzenia, że w aktach postępowania brak dokumentów pozwalających powiązać skutki (w postaci śmierci i braku przyrostu zwierząt) z przyczyną (w postaci niewłaściwego leczenia i opieki weterynaryjnej).

W lutym 2018 roku ogłoszono lek. wet. Mariuszowi Tycowi zarzuty popełnienia przestępstw z art. 270 par. 1,  271 par. 1 w zw. z art. 273 kk. – i po trzech miesiącach umorzono to postępowanie, w części  „wobec braku danych ostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa”, a w części „wobec braku znamion czynów zabronionych”. Znów udało się to postanowienie uchylić w sądzie.
Jednak w czerwcu 2019 r. ponownie je umorzono na tych samych podstawach, a Prokuratura Okręgowa w Ostrowie Wielkopolskim właśnie podtrzymała to postanowienie.

Co ciekawe, nieco wcześniej wątpliwości co do działań lekarza weterynarii w tej sprawie powziął… Wojewódzki Lekarz Weterynarii w Poznaniu. W lipcu otrzymaliśmy takie wyjaśnienie w tej sprawie, podpisane przez Monikę  Osmólską, wojewódzkiego inspektora weterynaryjnego ds. nadzoru farmaceutycznego: „przeprowadzono kontrolę opisanego  zakładu leczniczego dla zwierząt. Wskutek wyników kontroli sprawę  przekazano organom ścigania oraz Rzecznikowi Odpowiedzialności  Zawodowej Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Jednocześnie informuję, że Wielkopolski Wojewódzki Lekarz Weterynarii  nie posiada informacji na temat wyników prowadzonego dotychczas innego  postępowania dyscyplinarnego w sprawie lekarza weterynarii wskazanego  w przedmiotowym wniosku i nie jest właściwy do udzielenia odpowiedzi  na temat przyczyn rozstrzygnięć podjętych przez inne organy”.

Zatem inspekcja wojewódzka uznała za celowe prowadzenie postępowania dyscyplinarnego i karnego w tej sprawie w tym samym czasie, kiedy to mające prowadzić takie postępowanie organy uznały je za zbędne. Jak wyjaśniał WIW w Poznaniu, „kontrolę przedmiotowego zakładu leczniczego dla zwierząt przeprowadzono 19 czerwca 2019 r. Sprawę przekazano Rzecznikowi Odpowiedzialności Zawodowej Wielkopolskiej Izby Lekarsko-weterynaryjnej w Poznaniu oraz Komendzie Powiatowej Policji w Kępnie w dniu 19 lipca 2019 r.”
Zatem – nie wie lewica, co czyni prawica?

- Czy znów przez kilka instancji zostanie przepuszczona kwestia niewłaściwego dokumentowania leczenia, po to, aby stwierdzić, że z powodu niewłaściwego dokumentowania leczenia brak dowodów na potwierdzenie niewłaściwego prowadzenia leczenia? – pyta pan Łukasz. – Nasze gospodarstwo ma straty spowodowane upadkiem 60 sztuk bydła i brakiem przyrostu 300 kolejnych sztuk. Udowodniliśmy już braki diagnozy, stosowanie leków bez rozpoznania choroby, zbyt krótkie leczenie i nieprawidłowe dawki leków. Co jeszcze mamy udowodnić? Lekarz zostawiał nam medykamenty do dokonywania iniekcji. Wiele razy wskazywaliśmy, że bydło leczone przez innych lekarzy prawidłowo przybywało na wadze, nie mieliśmy żadnych problemów w hodowli.
Czy Wojewódzka Inspekcja Weterynaryjna będzie bardziej skuteczna w wyjaśnianiu tej sprawy przez prokuraturę, niż byli rolnicy?

Marcin Tyc, proszony o zajęcie stanowiska w sprawie, zamierza zastanowić się z prawnikami, czy udzielać odpowiedzi. Z akt sprawy wiemy, że odrzucał zarzuty, argumentując, że to rolnicy popełniali błędy  w hodowli, a nie on w sztuce weterynaryjnej. Z akt sprawy nie wynika jednak jakiekolwiek potwierdzenie takich stwierdzeń.

×