Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Czyj dobrostan podniesie „Dobrostan zwierząt”?

Autor: Marzena Pokora-Kalinowska

Dodano: 24-01-2020 18:28

Jedna trzecia pieniędzy dostępnych na działanie "Dobrostan zwierząt" trafi do doradców przygotowujących plany dochodzenia do dobrostanu zwierząt w gospodarstwach. Pozostałe pieniądze mają pomóc rolnikom wcześniej ograniczającym hodowlę. Program nie jest opłacalny dla tuczu nakładczego.

Debata nad zmianami w ustawie o środkach unijnych, wprowadzającymi nowe działanie PROW „Dobrostan zwierząt”, pozwala nadać konkretny kształt wyobrażeniom o skutkach tego działania.

Więcej o wątpliwościach co do skutków:

Kto skorzysta na „Dobrostanie zwierząt”?

„Dobrostan zwierząt” w szczegółach

Poseł Dorota Niedziela tak wyliczała dostępne na nowe działanie PROW środki:

- Jeszcze raz państwu przypomnę: krowa to plus 500 zł, świnia – plus 100 zł. 215 mln na 6 mln bydła i 11 mln świń. 215 mln zł pomniejszone o 65 mln obsługi. Ta obsługa będzie z tych 215 mln, czyli będzie to 150 mln na 2 lata na dobrostan zwierząt.

Poseł Kazimierz Plocke wyliczał dokładnie:

- Zamiast miliardów złotych rząd proponuje rolnikom 50 mln euro na 2 lata. Przyjmując kurs 4,3 zł za 1 euro będzie to 215 mln zł na 2 lata. I nie są to żadne dodatkowe środki, tylko środki przesunięte z innego działania w ramach tego samego programu. Rząd postąpi jak zawsze: zabierze jednym, przekaże drugim. Dzięki temu będzie można powiedzieć: dotrzymujemy obietnic. A my mówimy: sprawdzam. W uzasadnieniu do ustawy czytamy, że z działania może skorzystać 65 tys. gospodarstw, ale najpierw rolnicy będą musieli wydać 1 tys. zł na przygotowanie wniosku przez wskazanego doradcę rolnego. Te koszty zmniejszą pulę środków na dopłaty dla rolników łącznie o 65 mln zł. W tej sytuacji dla rolników na 2 lata zostanie już tylko 150 mln zł. Według danych rządowych w Polsce mamy 6 mln sztuk bydła i 11 mln świń, w tym 7 mln to chów nakładczy pochodzący z Belgii, Niemiec czy Danii. Rachunek jest prosty. Gdybyśmy podzielili równo te pieniądze, rolnicy otrzymaliby rocznie 4,41 zł na każdą sztukę hodowanego zwierzęcia, w tym połowa środków, co jest istotne, Wysoka Izbo, czyli ok. 75 mln zł, trafiałaby do tych, którzy docelowo zarabiają miliardy złotych na hodowli belgijskich, niemieckich i duńskich prosiąt, a nie są to gospodarstwa rodzinne, które rzekomo wspieracie. Ale zaraz zacznie się pewnie dyskusja o tym, że mówiliśmy, że pieniądze będą wtedy, kiedy poprawi się dobrostan zwierząt, czyli będą większe stanowiska w oborach dla krów, większa powierzchnia w chlewniach dla świń, zielone pastwiska itd.

Poseł podkreślał też brak informacji o kosztach ewentualnego dostosowania obór i chlewni.

- Podczas wczorajszych obrad komisji przedstawiciele resortu nie potrafili oszacować, jakie będą koszty przystosowania średniej wielkości obory na 50 krów i średniej wielkości chlewni na 300–500 sztuk świń, aby rolnik mógł z tego programu skorzystać - mówił. - A prawda jest taka, że biorąc pod uwagę konieczność poniesienia wydatków na przystosowanie obór, chlewni, wliczając 1 tys. zł od projektu dla doradcy, koszty w przyszłości mogą przekroczyć wartość otrzymanej pomocy. Nie ulega wątpliwości, że w ostatecznym rozrachunku rolnicy będą musieli się napracować, aby skorzystać z programów krowa+, świnia+. Na koniec, ten wielki program okazał się zwykłym działaniem w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich, na dodatek słabo przygotowanym i bardzo słabo dofinansowanym. Ta ustawa pokazuje, z jaką propagandą mamy do czynienia na co dzień. Ministrowie jawią się na polskiej wsi jako darczyńcy, wprowadzając w życie kolejne działania za pieniądze unijne. I na koniec, od lat są stosowane dopłaty do krów i bydła paszowego, owiec i kóz. Wprowadził je rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Warto o tym pamiętać. My nie robimy z tego powodu żadnego hałasu. A wiecie dlaczego? Bo te pieniądze rolnikom się należą.

Ustosunkowując się do opinii posłów wiceminister Ryszard Kamiński przyznał, że program ma służyć ochronie środków z PROW  przed utratą i że przesunięto na niego pieniądze przeznaczane poprzednio na tworzenie grup i spółdzielni.

- Rzeczywiście wykorzystanie, przesunięcie środków nastąpiło z działania dotyczącego grup producenckich, bo to jest przesunięcie w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich - mówił. - Ja jako osoba, która przez 10 lat zajmowała się zawodowo w latach 90. grupami producenckimi i spółdzielniami rolniczymi, muszę powiedzieć, że jest to nasza ogólna porażka w Polsce, że w każdy rolnik duński, holenderski czy niemiecki należy do kilku spółdzielni, a tylko co trzeci polski rolnik, ba, kilka procent polskich rolników należy do jakiejś tam organizacji rolników producentów. Musimy nad tym pracować. Różnego rodzaju inicjatywy są podejmowane. Natomiast jeżeli te pieniądze miałyby zostać niewykorzystane, to została podjęta taka decyzja, że one lepiej będą służyły podniesieniu dobrostanu. I rzeczywiście podniesienie dobrostanu oznacza w tym wypadku zwiększenie powierzchni przynajmniej o 20%.

Wiceminister podkreślił, że szkolenia doradców nie obciążą budżetu PROW, bo już trwają i są finansowane „z szeroko rozumianego systemu doradztwa rolniczego”.

Przyznał, że część środków może trafić do zagranicznych firm produkujących przemysłowo, choć nie spodziewa się ich zainteresowania poprawą dobrostanu zwierząt:

- Co prawda nie ma żadnych ograniczeń, natomiast ja też nie wyobrażam sobie, żeby podmioty, które w Polsce zainwestowały w chów przemysłowy, w którym jest duże zagęszczenie zwierząt na bardzo niewielkiej przestrzeni, mogły nagle teraz zmienić tak swój system produkcji, żeby móc skorzystać z tych relatywnie niewielkich jak dla nich środków, bo rzeczywiście, niestety, zyski tych podmiotów w Polsce są bardzo duże, ze stratą dla drobnych rolników.

Wiceminister nie powiedział, jaki może być koszt przystosowania budynków, w których jest prowadzona hodowla – z jego wypowiedzi wynikało, że cel programu jest inny, ma on pomóc tym, którzy zaprzestali hodowli i mają wolne budynki:

- W związku z tym rolnikom, którzy zastanawiają się, czy ma to jeszcze sens utrzymywać trzodę, czy bydło mleczne czy mięsne, mówimy: jeżeli macie budynki, jakie macie, niewykorzystane, zastanówcie się, policzcie, oceńcie te budynki, często puste już dzisiaj, to, czy w nich nie można by przywrócić czy kontynuować produkcji, bo przecież przy tych waszych budynkach z tą dodatkową płatnością ta kalkulacja produkcji będzie nieco inna. (…) I te 60 tys. gospodarstw, które przewidujemy tym objąć, to nie są wszystkie gospodarstwa, to nie są wszystkie zwierzęta, ale niejako jest to dedykowane dla tych mniejszych gospodarstw, które nie radzą sobie w konkurencji z ponadnarodowymi koncernami. Mogę państwa zapewnić, że przy żadnym chowie nakładczym, przy którym zainwestowano w wielkie budynki, nie będzie się opłacało korzystać z tego programu.

Wiceminister nie wykluczył, że po dwóch latach traktowania programu jako pilotażowego, będzie jego kontynuacja w nowym unijnym okresie budżetowym.

 

×