Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Czy młodzi hodowcy świń myślą o zwiększeniu skali produkcji?

Autor: Iwona Dyba

Dodano: 28-01-2020 15:20

Jak już wielokrotnie się przekonaliśmy, nie tylko na przykładach światowych, ale i krajowych, wirus afrykańskiego pomoru świń potrafi zaskoczyć skalą swojego szerzenia. To ryzyko, jak mówią młodzi producenci świń, może mocno hamować dalsze plany w zakresie rozwoju produkcji, ale też motywuje do podnoszenia standardów bioasekuracji w gospodarstwach, czy też większej dywersyfikacji przychodów w gospodarstwie.

Rozmawiamy z młodymi producentami świń, którzy wspólnie ze swoimi rodzinami koncentrują się na tuczu świń i póki co prowadzą swoją działalność w obszarach wolnych od ograniczeń związanych z występowaniem ASF.

Jasno mówią, że daleko im do huraoptymizmu, nawet przy dobrej koniunkturze na rynku świń, właśnie za sprawą szerzącej się choroby.

Łukasz Adamek z pow. piotrkowskiego, w woj. łódzkim pytany o to czy warto rozważyć dalsze inwestycje w chów świń i powiększanie skali produkcji, mówi: Oczywiście zawsze warto inwestować, natomiast trzeba to robić w umiejętny sposób. Warto przekalkulować oraz przemyśleć, co może się stać gdy ASF zapuka do przysłowiowych "drzwi" naszych podwórek. Sytuacja związana z ASF jest w Polsce bardzo dynamiczna i niestabilna. Zwiększenie skali hodowli trzody chlewnej, a co za tym idzie w większości przypadków wzięcie kredytu, może skutkować dużymi problemami w sytuacji, gdy zostaniemy zmuszeni do zatrzymania produkcji. Obecna koniunktura rozbudziła apetyt hodowców do rozwoju. Moim zdaniem ryzyko, które podejmą jest bardzo duże. Przed wystąpieniem ASF na zachodzie Polski mogliśmy uznać, że wirus rozprzestrzenia się w przewidywalny sposób. Obraz ostatnich wydarzeń pokazuje, że rolnicy na terenie całego kraju nie mogą czuć się bezpiecznie. Dlatego, każdy powinien liczyć się z tak zagrożeniem przed podjęciem decyzji.

Z kolei Damian Adamczyk z pow. sierpeckiego, w woj. mazowieckim wspólnie z rodzicami i bratem prowadzi gospodarstwo z tuczem świń, na bazie duńskiego warchlaka. Nie są związani żadną umową tzw. tuczu nakładczego. W rozmowie podkreśla, że nadal planują wspólnie rozwijać produkcję, ale jednocześnie robić to w jak najlepszych standardach bioasekuracji. - ASF to problem dzisiejszy, który będzie nam towarzyszył pewnie i w następnych latach. Nie widzę tu opcji, by populacja dzików została zlikwidowana. Zawsze myśleliśmy pod kątem rozwoju i inwestycji, bez względu na to czy zarabia się 100 czy 40 zł na sztuce, ponieważ nigdy nie wiadomo jak zmieni się koniunktura na rynku. Inwestycji nie przeprowadza się w ciągu pół roku, trzeba planować te działania w dłuższym okresie.

Zwraca też uwagę, że w jego regionie nieustannie powstają nowe obiekty inwentarskie. - Mogę też powiedzieć, że w regionie Żuromina, czy Sierpca cały czas obserwujemy powstające nowe chlewnie i póki co ASF tego nie zmienia. Rolnicy idą w kierunku zwiększania skali produkcji ale i bardziej ją dywersyfikują, np. wchodząc też w chów drobiu, prowadzą dwukierunkową produkcję zwierzęcą. Temat ASF cały czas nam towarzyszy, sami też ograniczamy wizyty w gospodarstwie, chociażby przedstawicieli handlowych. W przyszłości myślimy też o wprowadzaniu bardziej zaawansowanych zabezpieczeń gospodarstwa pod względem bioasekuracji, szczególnie w zakresie dezynfekcji pojazdów wjeżdżających na gospodarstwo – tłumaczy Damian Adamczyk.

×