Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Inwestycja w integrację pionową i dania gotowe

www.portalspozywczy.pl

Autor: portalspozywczy.pl

Dodano: 05-02-2020 16:05

O budowaniu mięsnego biznesu na przełomie lat 80 i 90, aktualnej kondycji i perspektywach dla sektora trzody chlewnej, a także o inwestycji w nowy zakład produkcji dań gotowych opowiedział serwisowi portalspozywczy.pl Wojciech Mróz, prezes zarządu Mróz S.A.

Wojciech Mróz wspomina, że z produkcją zwierzęcą związany był od najmłodszych lat.

- Ojciec był prezesem GS-u, ale i rzeźnikiem, dzięki czemu wielu ludzi przyjeżdżało do nas po wędliny. Na początku lat 80, wraz z żoną, przejęliśmy fermę trzody chlewnej w Borku Wielkopolskim. Wygraliśmy nawet krajowy konkurs w produkcji żywca wieprzowego. W nagrodę dostaliśmy Żuka, który służył nam przez wiele lat. Od 1986 r. można było sprzedawać mięso na wolnym rynku, poza systemem kartkowym. W naszym województwie leszczyńskim wyznaczono sklepy w każdym mieście powiatowym. Jeździliśmy do nich Żukiem pełnym mięsa. To był świetny biznes, sprzedawało się wszystko - dodał.

Kolejnym krokiem była sprzedaż mięsa na Śląsku.

- W pewnym momencie także władze Zabrza wyznaczyły sklep, w którym można było sprzedawać mięso bez kartek. Zaczęliśmy jeździć tam z żoną naszym Żukiem wypełnionym 1,5 tony mięsa. Schodziło wszystko, a za gotówkę kupowaliśmy od górników pralki i lodówki żeby sprzedać je u nas. W dzień organizowało się ubój, a jechało się w nocy. Często byliśmy tak zmęczeni, że zatrzymywaliśmy się w lesie żeby chociaż chwilę przespać się z pieniędzmi pod głową. To były szalone czasy, ale tak to się kręciło i sprzedawaliśmy coraz więcej - dodaje.

W ten sposób Wojciecha Mroza zastał rok 1989, czas zupełnie nowych możliwości.

- Wydzierżawiliśmy GS-owską masarnię ze sklepem, która produkowała tonę wędlin. Założyliśmy firmę i robiliśmy tam 4-7 ton. Boczek z Francji, kiełbasy, wszystko sprzedawało się od ręki. W tym samym roku wydzierżawiliśmy ubojnię w Śremie gdzie zabijaliśmy 400-500 sztuk świń i do 30 sztuk bydła. Jednak mięsa w dalszym ciągu sprzedawało się dużo więcej - mówi.

Dlatego w 1991 r. Wojciech Mróz z żoną podjął decyzję o budowę zakładu w Borku Wielkopolskim, gdzie dziś znajduje się główna siedziba firmy.

- Na początku planowaliśmy ubijać 30 świń i 5 sztuk bydła dziennie. Jednak jeszcze zanim ukończyliśmy zakład, okazało się, że trzeba zwiększyć moce do 300-500 sztuk. Rozbudowywaliśmy się we współpracy z francuskim partnerem. Dzięki temu uzyskaliśmy dostęp do nowoczesnej technologii, a nasi pracownicy jeździli do Francji na szkolenia. Gdy w 2004 r. wstępowaliśmy do Unii, od kilku lat mieliśmy już uprawnienia na eksport do UE - mówi.

Wcześniej, bo pod koniec lat 90., Wojciech Mróz zaczął inwestować w ziemię.

- Firma się rozwijała, marże wciąż były dobre. W 1999 roku zaczęliśmy kupować ziemię i popegeerowskie gospodarstwa w okolicy. W efekcie doszliśmy prawie do 10 tys. ha. Zainwestowaliśmy 350 mln zł w hodowlę trzody i bydła. W 2000 r. pobudowaliśmy nową rzeźnię z uprawnieniami unijnymi o mocy 150 sztuk na godzinę i nową mroźnię - dodał.

Kolejne zakupy spowodowały znaczny rozrost struktury grupy Mróz, która dziś stanowi małe imperium gospodarcze w południowej Wielkopolsce, od Leszna na zachodzie do Jarocina na wschodzie, na północy sięgając po Śrem. Grupa Mróz dysponuje obecnie 4,5 tys. stanowisk dla macior, 70 tys. stanowisk tuczowych dla trzody chlewnej, ubojniami o mocach 3 tys. sztuk dziennie, mroźniami na 38 tys. miejsc paletowych i zakładem przetwórczym zdolnym wyprodukować 80 ton wyrobów dziennie.

- Rzeczywiście, nasza struktura jest na dziś dość mocno rozbudowana i liczy ponad 40 spółek. W międzyczasie przejęliśmy salony Opla i Hondy w Lesznie, byłe GS-y, liczące po 200-300 ha gospodarstwa po PGR. Zbudowaliśmy nawet własną betoniarnię i biogazownię. Dziś jesteśmy prawdopodobnie największą rodzinną firmą o polskim kapitale, która posiada pełen łańcuch integracji pionowej w rolnictwie. Mamy własną ziemię, hodujemy prosiaki, tuczymy je, ubijamy i przerabiamy we własnych zakładach. W dzisiejszych warunkach byłoby to praktycznie niemożliwe do stworzenia od podstaw - dodaje.

Co ciekawe, istotną część działalności Grupy Mróz stanowi hodowla bydła mlecznego.

- Posiadamy obecnie 5,5 tys. sztuk bydła, w tym 2,5 tys. krów mlecznych. Dziennie produkujemy 70 tys. litrów mleka. Codziennie do zakładów Mullera w Dreźnie sprzedajemy dwie cysterny, reszta trafia do Ceko pod Kaliszem. Mieliśmy także hodowle bydła mięsnego, ale po ostatnich spadkach cen przestało się to opłacać - dodał.

Najnowszym projektem biznesowym Wojciecha Mroza jest zbudowany w 2018 roku zakład produkcji dań gotowych i kanapek w Borku. Wart 50 mln zł nowoczesny obiekt o powierzchni 10 tys. mkw. wytwarza obecnie 35-40 tys. kanapek i 10 tys. dań gotowych dziennie.

Czytaj więcej na poralspozywczy.pl

×