Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Spadek cen mleka – co na to hodowcy?

Autor:

Dodano:

Cena skupu mleka zaczyna spadać. Na razie dotyczy to tylko nielicznych zakładów, jednak zwiększenie ich liczby wydaje się tylko kwestią czasu. O komentarz poprosiliśmy dostawców, których dotknęły pierwsze obniżki cen.

Koronawirus wpływa coraz silniej na rynek mleka. Doszło do tego czego się obawiano, czyli pierwszych obniżek ceny skupu mleka. Na razie informacje wskazują na obniżki w kilku zakładach, choć jeśli sytuacja na rynku nie poprawi się, a eksport nie wróci do stanu z poprzednich miesięcy, liczba ta może szybko wzrosnąć.

Przekazywanie informacji 

Pierwszą kwestią, na którą zwracają uwagę hodowcy jest czas poinformowania o wprowadzanych zmianach. Niektórzy, jak w przypadku dostawców Mlekovity, zostali poinformowani wcześniej, tj. przed oddaniem mleka. Jednak dostawcy do innych zakładów twierdzą, że o obniżkach cen dowiedzieli się po fakcie.

– Dostaliśmy rachunek za poprzedni miesiąc i mleko było tańsze o 5 groszy. Nie zostaliśmy wcześniej poinformowani o tym spadku. Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. A aktualnie mleko tanieje znowu o 10 groszy. Za kolejny miesiąc mleko będzie tańsze względem lutego już o 15 groszy – mówi hodowca bydła mlecznego z Wielkopolski, dostawca do OSM Koło, który wolał pozostać anonimowy – za kwiecień dostaniemy o 18 groszy mniej porównując z grudniem zeszłego roku – dodaje.

Zgodnie z informacjami napływającymi od naszych czytelników, również w przypadku OSM Krośniewice informacja o ograniczeniu ceny przysłana pod koniec marca dotyczyła mleka skupowanego od pierwszego dnia tego miesiąca.

Konsekwencje

Konsekwencji obniżania ceny skupu mleka może być wiele. Pierwszą, która przychodzi na myśl, może być podejmowanie przez rolników działań mających na celu zwiększenie produkcji mleka. Choć to kwestia indywidualna, zależna od kosztu produkcji litra mleka i kilku innych czynników. Należy również pamiętać, że przychód nie równa się dochodowi.

– Myślę, że większość hodowców już teraz zwiększyła swoje zdolności produkcyjne do maksimum i w dobie pandemii oraz grożącego kryzysu na rynkach światowych raczej nikt nie będzie ryzykował i zwiększał produkcji jeszcze bardziej, ponieważ wiąże się to z kosztami i sporym ryzykiem – stwierdza jednak Wojciech Kalinowski, hodowca bydła mlecznego z województwa podlaskiego.

Pytany o wpływ obniżki cen na swoje gospodarstwo podkreśla, że nie jest to jedyny czynnik,  którym należy się martwić. 

–  Na pewno dla mojego gospodarstwa nie obejdzie się to bez echa. Jak większość gospodarstw mam zobowiązania finansowe. A w dzisiejszej dobie pandemii trudno przewidzieć jak dalej będzie wyglądać sytuacja na rynku produktów rolnych i zwierzęcych. Wiosna też nie nastraja optymizmem jeśli chodzi o przyszłe plony – stwierdza Wojciech Kalinowski. – Smutne jest to, że jak zwykle skutki odczuwają najmocniej ci na samym dole, czyli producenci mleka. Bo niestety wraz z obniżką cen mleka nie idzie w parze obniżka cen środków produkcji i innych usług z branży rolniczej – dodaje.

O przyszłość gospodarstwa martwi się również nasz rozmówca będący hodowcą bydła mlecznego z Wielkopolski.

– Mamy małe gospodarstwo, wszystko jest robione siłą mięśni, nic nie jest zautomatyzowane, będziemy po prostu żyć oszczędniej, ale pasze, nawozy, opłaty za prąd i wodę trzeba robić. Jeśli potrwa długo to może być tak, że nie damy rady się utrzymać bo jesteśmy w okresie gdy krowy dają mało mleka i jak ono tanieje to jeszcze mniej pieniędzy dostaniemy. Miejmy nadzieję, że nie będzie tak drastycznie spadać cena za mleko bo będzie trzeba sprzedać krowy – mówi hodowca bydła mlecznego z Wielkopolski, który wolał pozostać anonimowy.

Pełnym zrozumieniem dla obniżenia cen skupu wykazuje się hodowca z okolic Grodziczna, podkreślając, że w tak ciężkich czasach nie możemy skupiać się tylko na sobie.

– Zawsze przewidywałem, byłem świadom, że mogą się takie sytuacje zdarzyć. Dla mojego gospodarstwa to większych konsekwencji nie niesie, o ile nie będzie długofalowe. Nie wiadomo też czy nie będzie kolejnych obniżek. Cenowo jak zejdzie poniżej złotówki to oczywiście gospodarstwo to odczuje. Na dzień dzisiejszy jest to uzasadnione działanie - mamy ciężkie czasy, a grupa Mlekovita opiera się głównie na eksporcie, a jak rynki się zamykają to jest problem ze zbytem. Wiadomo też, że konsumpcja krajowa spada, ludzie nie kupują tyle co wcześniej. Myślę, że  to wszystko jest uzasadnione – stwierdza Leszek Snopkowski, hodowca bydła mlecznego, z gminy Grodziczno, oddający mleko do Mlekovity.

Podkreślił również, że sytuacja każdego rolnika jest inna. Wszystko zależy od wielkości miesięcznych zobowiązań, czy nawet możliwości korzystania z pastwisk.

– Z drugiej strony na wiosnę zawsze były obniżki ceny mleka. Zimą zawsze były ceny podniesione, ponieważ mleka jest mniej, a na wiosnę, jak już krowy na pastwisko wychodzą, to mleka jest więcej, a i koszty utrzymania są niższe. Mają być dotacje do krów na pastwiskach, ale z drugiej strony nie wszyscy hodowcy mają taką możliwość, to wszystko jest bardzo indywidualne. Niektórzy mają nowe linie technologiczne, potężne kredyty zaciągnięte na nowe obory. U mnie to wszystko jest zrównoważone to też inaczej, nie mam takich kredytów to tak nie odczuję zmian, najwyżej nie będę kupował nowych maszyn – mówi Leszek Snopkowski.

Snopkowski zaznaczył również, że w tym momencie bardzo ważne jest, aby każdy przestrzegał zasad sanitarnych i przykładał się do dezynfekcji w pomieszczeń, w których przechowywane jest mleko, ponieważ pojawienie się wirusa w mleczarni to najgorsze co może się teraz zdarzyć.

– Reasumując, na dzień dzisiejszy nie ma tragedii. Boję się tylko co będzie jeśli kwarantanną zostaną objęte mleczarnie, jeśli staną linie produkcyjne, jeśli całkowicie padnie eksport –stwierdza Leszek Snopkowski.

Rozwiązania?

Wielu ludzi głowi się nad pomysłami złagodzenia wpływu obecnej epidemii na branżę mleczarską. Pomysłów wdrażanych w życie jest wiele, od regulacji prawnych mających zabezpieczyć ciągłość produkcji, rygorystycznych procedur sanitarnych zabezpieczających zakłady przetwórcze, przez ograniczenie ilości skupowanego mleka osiągane poprzez wypowiadanie umów handlowych dostawcom niebędącym członkami spółdzielni lub ograniczeniach w wielkości skupu od wszystkich dostawców, na obniżce cen kończąc. Zapytaliśmy naszych rozmówców jakie rozwiązania ich zdaniem mogłyby pomóc w tej sytuacji. 

– Moim zdaniem wszystko zależy od eksportu. Jeśli mleczarnie nie będą miały rynku zbytu na swoje produkty to jest bardzo prawdopodobne że tylko na tej obniżce się nie zakończy. Jeśli chodzi o produkcję mleka to, póki co, u rolnika nic się nie zmienia i białego surowca nie zabraknie. I z tego co wiem  mleczarnie mają ogromne zdolności przerobowe, ale wszystko zależny od zbytu – stwierdza Wojciech Kalinowski, hodowca z Podlasia. – Jedynym sensownym sposobem zapobiegania jest chyba tylko wzrost sprzedaży krajowych produktów mleczarskich na runku krajowym, obniżka cen produktów mleczarskich, choć to mało realne, oraz zatrzymanie importu tego typu produktów z innych krajów. Oczywiście myślę, że patriotyzm konsumencki na pewno może pomóc łagodniej przetrwać ten trudny czas w branży mleczarskiej – podkreśla.

Podobnego zdania jest Leszek Snopkowski z okolic Grodziczna, który w rozmowie podkreślił, że szansą jest zjednoczenie w obliczu tragedii, jaką jest obecna epidemia, i wzajemna pomoc. Jak zaznacza półżartem, jest to możliwe, gdyż taka jest nasza spuścizna historyczna, żeby w obliczu zagrożenia się jednoczyć.

W skupie spada, w sklepie rośnie

Kwestią, na którą zwrócili uwagę wszyscy nasi rozmówcy, jest niesprawiedliwość w trendach cenowych w ostatnim czasie. Z jednej strony ograniczenia, wielkości skupu czy też ceny skupowanego mleka, dotykają rolników, a  drugiej w sklepach ceny żywności rosną.  Generuje to poczucie podwójnej krzywdy, jak stwierdził Snopkowski. Szczególnie, że część społeczeństwa jest przekonana, że na epidemii usiłują dorobić się właśnie producenci. Wielu ludzi straciło pracę, lub obawia się, że nastąpi to w najbliższym czasie, dlatego żyją oszczędniej i popyt na wiele produktów jest znacznie mniejszy od podaży. Zdaniem naszych rozmówców, windowanie cen w takiej sytuacji powinno zostać ograniczone lub przynajmniej poddane nadzorowi.

×