Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Runner 3.0 – test „Farmera”: agregat Agro-Masz

Autor:

Dodano:

Seria kultywatorów Runner to obecnie jedne z najczęściej kupowanych maszyn firmy Agro-Masz. Na podstawie modelu Runner 3.0 sprawdziliśmy, czemu zawdzięcza swoją popularność.

Kultywator podorywkowy to jedna z maszyn, która w ciągu ostatnich kilkunastu lat niemal masowo trafiła na polską wieś. Jednym z powodów zainteresowania nim była szeroka możliwość zastosowań. Trzeba jednak zaznaczyć, że w pierwszej fazie popularności tzw. gruberów dominowały rozwiązania oparte na systemie dwubelkowym, który doskonale sprawdzał się w płytkiej uprawie ścierniska. Jednak z czasem w gruberach odkryto potencjał pozwalający wykorzystać je również do głębszej uprawy będącej elementem m.in. systemów uprawy bezorkowej. Okazało się jednak, że w tej roli lepiej sprawdzają się kultywatory trzybelkowe, do których należy bohater naszego testu. Mowa o kultywatorze podorywkowym Agro-Masz Runner 3.0 z zabezpieczeniem sprężynowym, który mogliśmy testować w warunkach pożniwnej uprawy ścierniska. Jak wspomnieliśmy na wstępie, jest to model cieszący się dużą popularnością. Z czego to może wynikać? Producent obiecuje nam wszechstronną maszynę o dużej wydajności, mogącą pracować nawet na głębokości 25 cm.

Obietnice z pokryciem

Rzeczywiście konstrukcja maszyny pozwala wykorzystać ją zarówno do płytkiej, szybkiej uprawy – przy zastosowaniu elementów roboczych z podcinaczami, jak i do głębokiej uprawy. My po odkręceniu podcinaczy poddaliśmy agregat tej cięższej próbie. Choć test przypadł na dość trudne, suszowe warunki, to agregat nie miał problemów z poprawną pracą. Co więcej, z dość dużą łatwością spulchniał grubą warstwę gleby. Główne dłuta o szerokości roboczej 80 mm dobrze wgryzają się w nawet suchą glebę, ale bardzo ważną role odgrywają też dobrze ukształtowane lemiesze wyrzucające glebę do góry i do przodu – daje to efekt wielokrotnego mieszania. Rozmieszczenie 10 elementów roboczych w trzech belkach pozwala uzyskać dużą przepustowość, cała szerokość robocza ma dobre pokrycie elementami roboczymi, a jednocześnie są one na tyle daleko od siebie rozstawione, że nie powodują powstawania zatorów. 

Tradycyjnie za sekcją uprawową znajduje się talerzowa sekcja wyrównująca, a na końcu maszyny wał doprawiający. W naszym przypadku był to wał teownikowy, który bardzo dobrze spełniał swoją rolę. Oczywiście, druga ważna funkcja wału doprawiającego to utrzymywanie odpowiedniej głębokości pracy. I tu należy podkreślić, że w przypadku tego modelu zastosowano bardzo wygodną regulacją hydrauliczną. Dzięki temu głębokość można płynnie zmieniać w trakcie pracy, można też ustalić maksymalną głębokość za pomocą specjalnych klipsów.

Mocne punkty

Podczas testu sięgnęliśmy pamięcią kilka lat wstecz do testu podobnej maszyny tej samej firmy. Jakie wnioski się nasuwają? Przede wszystkim to, że współcześnie budowany kultywator sprawia wrażenie maszyny bardziej dopracowanej. To widać po obserwacji pracy, ale też przy ocenie wykonania detali. Warto zwrócić uwagę chociażby na system mocowania sekcji roboczych do ramy, gdzie zastosowano odlewane elementy z logo firmy wykonane na potrzeby tej właśnie maszyny. To nie tylko ładnie wygląda, lecz także zapewnia solidne połączenie. Generalnie praca agregatu, jakość wymieszania resztek, skuteczność zabezpieczenia sekcji roboczych, wydajność – to wszystko zasługuje na wysoką ocenę. Jedno, z czym można się z producentem nie zgodzić, to deklarowane zapotrzebowanie na moc określane na przedział 100-140 KM. Być może na lekkiej glebie o dużym nawilgotnieniu to wystarczy. Niestety, coraz częściej musimy uprawiać glebę mocno przesuszoną, a wtedy, tak jak w naszym przypadku, nawet ciągnik o mocy nieco ponad 180 KM może mieć co robić. Ponadto narzędzie jest dość masywne (1850 kg) oraz niemałe i wiele ciągników o mocy 100-140 KM może być po prostu zbyt lekkich do współpracy z tym agregatem. 

×