Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Rolnik cały czas się kredytuje i cały czas te kredyty spłaca

Autor: SadyOgrody.pl

Dodano: 07-05-2020 19:02

- Państwo powinno nas wspierać. Niech rolnik złapie oddech, bo to, że on akurat sprzedał nie znaczy, że pozbył się kredytów. Rolnik cały czas się kredytuje i cały czas te kredyty spłaca. Gdyby gospodarstwa złapały oddech, mogłyby lepiej zaspokoić potrzeby żywnościowe kraju, bo nie wiadomo, jak to będzie z importem. Tymczasem mamy warunki pogodowe takie, jakie mamy, jeśli znów się przydarzy susza, przymrozki czy gradobicie, nie będzie wesoło - mówi Tomasz Obszański, właściciel gospodarstwa Barwy Zdrowia, przewodniczący RW NSZZ RI "Solidarność" w Lublinie.

Panie Tomaszu, co u was słychać w związku z koronawirusem? Wszyscy się go boją, ale jak to mówią, „wieś spokojna, wieś wesoła”…

Czy wieś spokojna? Wieś nigdy nie jest spokojna, cały czas się coś dzieje, cały czas są prace, które trzeba wykonywać; są pewne terminy agrotechniczne, do których się trzeba dostosować i nie ma, że koronawirus. Wiem, że są problemy z nasionami, ze środkami ochrony roślin, przez tę całą sytuację nie przyjechały nasiona z Holandii i innych krajów, a jeszcze VAT został podniesiony na nasiona, nie wiem dlaczego…

No i chyba pracowników też nie ma w związku z tą sytuacją?

Wie pan, z pracownikami to jest oddzielny temat, to też jest problem, ale, prawdę mówiąc, gdzie się nie dotknie to jest problem: susza jest, przymrozki… Natomiast dobre jest to, że wszystkie produkty schodzą, tu nie ma problemu. My mamy w zasadzie pustki na magazynie.

Czy dlatego, że wszyscy nagle zaczęli doceniać witaminy?

Myślę, że raczej jest to efekt ograniczeń w transporcie międzynarodowym, i w związku z tym w imporcie.

I Polacy zaczęli wreszcie kupować polskie produkty?

Cóż, to też, ale przede wszystkim jest większa dostępność polskich produktów, bo sieci postawiły na nie; myślę, ale to jest tylko moje zdanie, że ponieważ nie ma dopływu towarów z innych krajów, sieci przeprosiły się z firmami, które oferowały polskie produkty.

Myśli Pan, że to będzie trwała zmiana?

Trudno powiedzieć. Wszyscy mają te same problemy, a głównym problemem jest pracownik – w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii i oczywiście w Polsce. Z tamtych krajów dużo Polaków wróciło do Polski, od nas powyjeżdżali Ukraińcy… Granice pozamykane, nie wypuszczają, nie wpuszczają… Widzimy, co się dzieje ze szparagami w Niemczech – nie ma ich komu zbierać. Nie wiemy, co będzie ze zbiorem truskawek, bo do malin to się to chyba wszystko uspokoi…

Czy myśli Pan, że ci Polacy, którzy potracą pracę, przyjdą do zbiorów owoców?

Chyba nie. Nie bardzo mi się chce w to wierzyć. Prędzej będą się starać o jakieś socjale, a jak będzie możliwość, wyjadą. Praca w polu jest pracą ciężką i nie sądzę, żeby chętnie tu przychodzili. Chyba że naprawdę będą zmuszeni do tego.

Ale przymuszeni koniecznością producenci będą oferować wyższe płace – nie sądzi Pan? To powinno zachęcić Polaków…

Płace na pewno będą wyższe, oczywiście będzie to zależne od ceny owoców.

Związek Sadowników RP przedstawił kilkadziesiąt postulatów, których spełnienie jest konieczne, aby polscy producenci owoców i warzyw przetrwali. Co Pan sądzi o tych postulatach?

To jest potrzebne. Większość gospodarstw jest zadłużona, mają kredyty, leasingi, szereg innych obciążeń finansowych. Jeśli tu nie będzie wsparcia ze strony państwa, to masa gospodarstw upadnie.

Każdy się kredytuje, w każdym nowym sezonie trzeba wziąć kredyt, czy to na nasiona czy rozsady, inne środki produkcji – tu musi być jakieś wsparcie, zawieszenie spłat, umorzenie odsetek… Jakieś wsparcie być musi.

Więcej na sadyogrody.pl

×