Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Produkcja bydła mięsnego – jak przetrwać na rynku?

Autor:

Dodano:

Producenci bydła mięsnego zmagają się z wieloma problemami jak choćby spadki cen, susza i problemy z paszą, co jednak można zrobić aby sytuację poprawić? Pytamy producenta bydła mięsnego, które problemy doskwierają mu najbardziej oraz jakie działania podejmuje aby przetrwać na rynku.

Producenci bydła mięsnego już od dłuższego czasu nie mają łatwego życia. Kolejny rok zawirowań na rynku, niskich cen oraz deficytów wody. Spostrzeżeniami na temat obecnej sytuacji podzielił się z nami Norbert Sieczka,  producent bydła mięsnego z województwa wielkopolskiego.

– Coraz więcej ludzi nie wstawia bydła do opasu i może się okazać, ze zacznie go brakować. W zeszłym roku afera, susza, w tym roku obecna sytuacja, kolejna susza, to wszystko powoduje, że ludzie posiadający niewiele sztuk zrezygnowali z produkcji bydła mięsnego lub zrezygnują niedługo – mówi Sieczka. – Pewnie będzie jeszcze górka majowa przez dopłaty, ale później nastąpi marazm i nie będzie spektakularnych ilości bydła na rynku. Pytaniem jest co wtedy zrobią zakłady – dodaje.

Ceny

– Minimalne podwyżki mogą wynikać z faktu ograniczenia dostępności towaru na rynku. W zakładach pracować muszą, a niedługo mogą nie mieć towaru. Ceny nie zachęcają do sprzedaży, ludzie się wstrzymują, szczególnie gdy przyszedł maj i pasza zaczyna się pojawiać. Kto nie musi ten nie sprzedaje i w końcu dojdzie do tego, ze zakładom zabraknie towaru, co jest szansą dla nas, hodowców, na pewne unormowanie się tej sytuacji – stwierdza Norbert Sieczka.

Baza paszowa

Obok cen skupu bydła największym problemem jest susza generująca problemy z zapewnieniem odpowiedniej bazy paszowej, której braki, szczególnie przy niskich cenach skupu, są dotkliwe odczuwalne przez producentów bydła mięsnego. Podkreślał to również nasz rozmówca zaznaczając, że brak pasz przy niskich cenach bardzo negatywnie wpływają na rynek.

– My w tym roku stanęliśmy pod ścianą. Robią się już problemy paszowe, a pierwszy porządny deszcz w tym roku spadł u nas jakiś tydzień temu. Dwadzieścia kilka litrów, ale tydzień minął i tego deszczu już nie widać. Na łąkach rośliny na bieżąco pochłonęły, na polach zboża, kukurydza zaczęła w końcu wychodzić z ziemi, ale potrzebna jest kolejna dawka i to tylko na bieżące potrzeby. Unormowanie sytuacji wymagałoby znacznie większej ilości opadów –stwierdza Sieczka. – Dwa lata temu jeszcze nie było tak źle, zeszły rok był ciężki, a ten zapowiada się tragicznie. Na dobrą sprawę nie mamy nawet pierwszego pokosu porządnej trawy – tak jest sucho. Dopiero teraz, po tym deszczu, trochę się to zmienia, ale to i tak za mało. Powinniśmy już kosić „na potęgę” jednak nie ma czego. Na 40 hektarów tylko na jednej 5-cio hektarowej łące jest co kosić, a mam łąki, że na dzisiaj to jest około 10-15 centymetrów. Tak bywa przy trzecim pokosie, a jest to pierwszy dopiero, także zapowiada się tragicznie – dodaje.

Eksport żywca

Producent obecnie rozważa zmiany, ponieważ jego zdaniem sprzedaży bydła mięsnego w Polsce nie da się zaliczyć do intratnego interesu. Jak stwierdził, drogo się kupuje, tanio sprzedaje, a jeszcze dochodzą spore koszty pośrednie i problemy z suszą. Szansy upatruje w przebranżowieniu na produkcję bydła czystorasowego i sprzedaży żywca za granicę.

– Dobrym przykładem jest sytuacja z zeszłego roku, gdy w Polsce ceny były jakie były, a zgodnie z moimi informacjami czystorasowe bydło Limousine sprzedawane do Libanu szło po nawet 3 zł więcej za kilogram wagi żywej netto – mówi producent z Wielkopolski. – Jedyna realna możliwość, żeby to jakoś funkcjonowało to wejść w tę branżę towaru premium. Zastanawiam się nad tym, ale problemem jest konieczne zamrożenie kapitału początkowego. Kupując jałówkę odsadkową pierwszych pieniędzy można się spodziewać od niej po 4 latach. Zanim się zacieli, wycieli, zanim cielak wyrośnie na dobrego byka, żeby można było go za granice wywieźć, a przecież trzeba chodzić nad nimi te lata, wkładać pieniądze. To jest ciężki temat i nie wszyscy w to idą. Do tego też nie ma co wchodzić z kilkoma sztukami, moim zdaniem, najlepiej co najmniej 40 sztuk – dodaje.

Grupy producenckie

Ostatnio dużo mówi się o efekcie skali, łączeniu sił i w ten sposób zdobywaniu pewnych przewag rynkowych. Efekt synergii docenia również nasz rozmówca, który podjął decyzję o dołączeniu do grupy producenckiej. Pytany o przyczyny podkreślił, że działanie w grupie zapewnia większe możliwości i pomoc w zakupie towarów, ich zbyciu za przyzwoite pieniądze oraz pozyskaniu dofinansowania.

Sieczka rozważał tę opcję od kilku lat. Chciał stworzyć nową grupę, jednak niepewność okolicznych producentów w kwestii współdziałania spowodowały zarzucenie tego pomysłu.

Nasz rozmówca podkreślił również, że poza lepszą pozycją w rozmowach z odbiorcami bydła, grupa może pozwolić sobie na pewne udogodnienia np. zatrudnienie prawnika, który zajmuje się problematycznymi kwestiami, co poprawia sytuację jej członków w przypadku niektórych spornych sytuacji.  

– Sądzę, że kto ma zostać na rynku to zostanie, a kto jest mądry wstąpi do grupy i będzie mu się lepiej żyło. Pozostali będą się zmagać sami ze wszystkimi problemami, chyba że mają wór pieniędzy, ale ja nie znam rolnika, który miałby taki wór. Wszyscy starają się na bieżąco dawać radę i tak to właśnie wygląda. – podsumował Sieczka. 

×