Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Nagonka zastępcza na wolnym wybiegu zamiast w lesie

Autor: Grzegorz Tomczyk

Dodano: 01-08-2020 06:19

W opinii hodowców świń na wolnym wybiegu, forsowany zakaz takiej hodowli i wytaczane przeciw niej argumenty nie mają uzasadnienia. Nie chcą być „kozłami ofiarnymi” w nieudolnej wojnie z ASF.

Zaczęło się od deklaracji Głównego Lekarza Weterynarii na spotkaniu z rolnikami w Kalsku, w woj. lubuskim, na którym musiał on wysłuchać tyrady skarg na działania podległych mu w terenie inspektorów. Rolnicy z jednej strony wytykali tam nieudolność myśliwych i państwowych służb w przeprowadzaniu odstrzałów i depopulacji dzików, z drugiej zarzucali inspekcji weterynaryjnej nękanie hodowców za pomocą sprzecznych zaleceń dotyczących bioasekuracji stad.

Wśród tych skarżących się na PIW byli też państwo Jakielowie, właściciele gospodarstwa Lubuskie Angusowo - hodowcy świń rasy mangalica na wolnym wybiegu - którym "sugerowano" likwidację stada mimo wprowadzenia przewidzianych środków bioasekuracji. GLW przyznał wówczas, że stanowisko lekarza powiatowego w tej kwestii nie znajduje uzasadnienia w obowiązujących przepisach i żaden podległy mu lekarz nakazu likwidacji takiego stada nie wyda. Zaraz też jednak zapowiedział, że przepisy te należałoby zmienić, bo w jego opinii hodowla świń na wolnym wybiegu wyklucza pełną bioasekurację i stanowi zagrożenie dla konwencjonalnych chlewni. Wkrótce stanowisko GLW poparł resort rolnictwa, a Krajowy Związek Pracodawców i Producentów Trzody Chlewnej wystosował apel o jak najszybsze wprowadzenie zakazu hodowli świń na wolnym wybiegu.

- Ministerstwo rolnictwa na prośbę Głównego Lekarza Weterynarii szykuje nam rozporządzenie, które zakaże chowu i hodowli świń na wolnym wybiegu we wszystkich trzech strefach. Dotknie to 67 stad, których właściciele albo się zdecydują zamknąć zwierzęta albo zlikwidują hodowlę – mówi Marek Fronczak, znany hodowca świń rasy mangalica spod Legionowa. - W naszym przypadku oznaczałoby to wybicie stada, bo mangalica to pierwotna rasa świń pastwiskowych, którą można trzymać wyłącznie na powietrzu. W zamknięciu popada w apatię, traci apetyt i przestaje się rozmnażać. Mój syn straciłby więc źródło utrzymania i zmarnowane zostałoby wiele lat pracy hodowlanej.

Hodowlą mangalicy Marek Fronczak zajmuje się od 2013 r. Od kilku lat gospodarstwo prowadzi jego syn Marcin. W 2018 r. jako jedni z pierwszych w kraju hodowcy zaczęli produkować mięso i wędliny w ramach Rolniczego Handlu Detalicznego. Dziś ich stado liczy około 140 sztuk czystorasowych świń.

- Zrozumiałbym wprowadzenie zakazu dla hodowli na wolnym wybiegu, gdyby argumenty weterynarii miały uzasadnienie, ale tak nie jest – uważa Marek Fronczak.

- ASF mamy w Polsce od ponad 6 lat i w tym czasie odnotowano ledwie 3 przypadki choroby u świń, trzymanych na wolnym wybiegu. Tylko w jednym przypadku jednak dotyczyło to mangalicy, bo w pozostałych chodziło o zwykłe świnie wypuszczane na dwór. W tym jednym przypadku zaś chorobę przywlókł pracownik, który jak się okazało wbrew zakazowi sam trzymał świnie. Patrząc więc zdroworozsądkowo – jakie zagrożenie powoduje w skali kraju te kilkadziesiąt stad wolnowybiegowych?

-Z moich doświadczeń wynika, że żadne – dodaje zaraz hodowca. -W powiecie legionowskim też przecież mieliśmy ASF. Chorego dzika znaleziono niedaleko od naszego gospodarstwa, my tuż za płotem mamy las. Przez wiele miesięcy funkcjonowaliśmy w czerwonej strefie. Mimo to żadna świnia nie zachorowała. Według mnie i wielu fachowców, ta rasa jest dużo bardziej odporna, niż współczesne rasy hodowlane, trzymane w sterylnych warunkach i leczone antybiotykami. Choć muszę też zaznaczyć, że wdrożyliśmy wszystkie możliwe w naszych warunkach sposoby bioasekuracji. I właśnie tym kryterium moim zdaniem, winna się kierować inspekcja weterynaryjna.

- Nie mogę więc zrozumieć, dlaczego walka z ASF przerodziła się nagle w walkę ze świniami na wolnych wybiegach – ubolewa nasz rozmówca.-Trudno oprzeć się wrażeniu, że wykreowano naszym kosztem jakiś problem zastępczy, by odwrócić uwagę od innych, dużo większych i bardziej realnych zagrożeń. Z kilkudziesięciu hodowców, którzy nie mają żadnej organizacji i reprezentacji, i których nie popiera żadne lobby, łatwo jednak uczynić kozły ofiarne. Warto jednak zauważyć, że zakaz hodowli wolnowybiegowej zniweczyć może również wieloletnie wysiłki hodowlane o zachowanie naszych polskich ras świń, jak np. złotnickiej.

W tym samym duchu wypowiadają się również inni hodowcy wolnowybiegowi wskazując wprost, iż nagonkę skierowano na nich, zamiast na dziki, do których strzelać nie ma kto w naszym kraju. -Łatwiej oskarżać ptactwo i owady o roznoszenie wirusa, niż np. firmy paszowe, przerabiające ziarno ze wschodu – stwierdza z kolei inny rozmówca z zachodniej Polski.

Hodowcy świń na wolnym wybiegu zapowiadają, że nie zamierzają poddać się bez walki. W ich opinii zapowiadane regulacje łamią konstytucyjne prawa i uderzają w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej. Nie można ministerialnym rozporządzeniem z dnia na dzień pozbawiać ludzi źródła utrzymania i niweczyć trudu wielu lat życia – uważają.

Przy okazji hodowcy podnoszą też kwestię odszkodowań wskazując, że w całej strategii walki z ASF w Polsce to właśnie regulacji dotyczących sprawiedliwych rekompensat za likwidowane stada i wygaszenie produkcji brakuje dotąd najbardziej.

 

×