Wydruk strony Farmer.pl - portal nowoczesnego rolnika

Różne idee ochrony zwierząt – fakty, mity, konsekwencje

Autor:

Dodano:

Ochrona praw zwierząt, a ochrona prawna zwierząt – na czym polegają różnice między tymi pojęciami oraz z jakimi konsekwencjami mogą się wiązać obie te idee? Czy promowanie ochrony praw zwierząt zamiast podejścia dobrostanowego może doprowadzić do likwidacji hodowli zwierząt gospodarskich? Dr hab. Krzysztof Adamczyk, prof. UR, z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, udzielił redakcji farmer.pl odpowiedzi na te pytania oraz przybliżył zagadnienia związane z różnymi ideami ochrony zwierząt.

Czy mógłby Pan wyjaśnić różnicę między ochroną praw zwierząt a ochroną dobrostanu zwierząt?

– Po pierwsze kluczową sprawą jest to, że taka różnica istnieje i ma charakter fundamentalny. Mianowicie postulat ochrony praw zwierząt nawiązuje w swej istocie do potraktowania człowieka wyłącznie jako jeszcze jeden gatunek zwierzęcy, który nie powinien wykazywać dominacji nad „innymi zwierzętami” posiadającymi świadomość i zdolność odczuwania (ssaki, ptaki, ryby), co nazywane jest szowinizmem gatunkowym. Na poziomie społecznym jednym z wyrazów tej wizji relacji człowiek-zwierzę jest promowanie wegańskiego stylu życia i działalność organizacji prozwierzęcych walczących o „wyzwolenie zwierząt” spod władzy człowieka (przy czym nie należy ich mylić z tzw. organizacjami proekologicznymi) – stwierdził prof. Adamczyk. – Istnieją jednak także mniej rygorystyczne – dobrostanowe postulaty w różnym zakresie uznające możliwość korzystania z szeroko rozumianych dóbr pochodzenia zwierzęcego – dodał.

– Na przykład Peter Singer sugeruje, że jeżeli jakieś działanie człowieka powoduje, że „suma szczęścia” przeważa nad „sumą krzywdy” w życiu danego zwierzęcia, to może być to etycznie dopuszczalne. Wciąż jednak, tak jak w przypadku idei praw zwierząt, szczególną uwagę zwraca się na to, aby człowiek nie obierał postaw, które określa się szowinizmem gatunkowym. Singer nie neguje z zasady prowadzenia działalności hodowlanej, ale każde działanie człowieka na tym polu śledzi bardzo rygorystycznym okiem. Uważa on na przykład, że ludzie powszechnie jedzą mięso, ponieważ ich pragnienia „przewyższają ich zdolność rozumowania i empatię dla innych czujących istot”. Dlatego Singer promuje wegetariański styl życia jako pewne minimum – zaznaczył nasz rozmówca. 

– I wreszcie jest to, co nazwałbym welfaryzmem zootechnicznym (ang. welfare – dobrostan). W porównaniu do podejścia Petera Singera, nie ma mowy w tym przypadku o „równości interesów” między człowiekiem a zwierzętami. Z zasady przyjmuje się, że człowiek jest istotą ważniejszą niż zwierzęta – ważniejsze są w tym przypadku także potrzeby człowieka. Zatem ideę welfaryzmu zootechnicznego można określić maksymą: dobrostan zwierząt należy maksymalizować, bo jest bardzo ważny, ale nie jest ważniejszy od dobro(stanu) człowieka. Oczywiście, docelowo dobrze jest zapytać o to, co stanowi dobrostan zwierzęcia i dobro(stan) człowieka? Czy na przykład dieta bezmięsna jest rzeczywiście wyłącznie kwestią przyzwyczajeń i jest niekonieczna dla zdrowego odżywiania się człowieka – to samo dotyczy mleka, jaj i innych produktów pochodzenia zwierzęcego. Na to pytanie odpowiada na przykład Piramida Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej promowana przez Instytut Żywności i Żywienia – podkreślił prof. Adamczyk.

Jakie konsekwencje może mieć brak zrozumienia różnic pomiędzy ochroną praw zwierząt a ochroną dobrostanu zwierząt?

– Przede wszystkim dotyczy to poziomu legislacyjnego. Wyróżniamy tu dwa zasadnicze rozwiązania: ochrona praw zwierząt lub ochrona prawna zwierząt. Różnica pomiędzy tymi sformułowaniami „werbalnie” jest niewielka, ale z zasady fundamentalna. Jak nietrudno się domyślić pierwsze podejście związane jest z ideą praw zwierząt, drugie z dobrostanowym podejściem do relacji człowiek-zwierzę. W przypadku zwolenników ochrony praw zwierząt docelowo postuluje się rolę człowieka ograniczyć praktycznie do bycia opiekunem „innych zwierząt” (podobnie jak rodzice pełnią rolę opiekunów prawnych swoich dzieci). Propagatorzy idei praw zwierząt nie zgadzają się nawet na hodowlę zwierząt towarzyszących (psów, kotów), traktując to jako nadużycie ze strony człowieka – mówił ekspert. – Tym niemniej, jak dotąd, w prawodawstwie polskim i europejskim mamy do czynienia z promowaniem „ochrony prawnej zwierząt” – człowiek pozostaje właścicielem zwierząt (a nie tylko opiekunem prawnym) i ma określone prawa korzystania z dóbr pochodzenia zwierzęcego. Tym niemniej nie wolno człowiekowi postępować ze zwierzętami „jak z rzeczami”, ma wobec nich także obowiązki – ograniczenia te są sformułowane na poziomie legislacyjnym, gdzie zasadniczym dokumentem jest „Ustawa o ochronie zwierząt”, wobec której tworzone są dalsze, bardziej szczegółowe dokumenty prawne – dodał.

Czy działania mające na celu promowanie ochrony praw zwierząt zamiast podejścia dobrostanowego mogą doprowadzić do ograniczenia bądź likwidacji hodowli zwierząt gospodarskich?

– Zwolennicy ochrony praw zwierząt dążą ostatecznie do likwidacji hodowli zwierząt. Przy czym w obrębie jej zwolenników nie ma pełnej zgodności co do metod osiągnięcia ostatecznego celu. Można mówić z jednej strony o podejściu na zasadzie „wszystko albo nic tu i teraz”, ale są też reprezentanci wizji osiągania celu „małymi krokami”. Ostatecznie, w najbardziej skrajnej wersji Gary’ego Francione, dyskusyjne jest nawet to, czy – w razie konieczności – z tonącej łodzi za burtę należy wyrzucić psa, czy człowieka – podkreślił prof. Adamczyk.

Obecna sytuacja i nastawienie społeczne nie sprzyjają prowadzeniu działalności rolniczej. Z czego to wynika i jak można temu przeciwdziałać?

– Myślę, że rolnictwo w dużej mierze straciło „kontakt międzyludzki” ze społeczeństwem a społeczeństwo z rolnictwem. W życiu codziennym komunikacja ta ograniczyła się w gruncie rzeczy do reklamy określonego produktu, co i tak przecież jest przekazem nie pochodzącym bezpośrednio od rolnika / hodowcy, ale od przemysłu spożywczego. Większość konsumentów dóbr rolniczych nie jest zainteresowanych realnymi problemami rolników i hodowców, o ile cena danego produktu w sklepie jest akceptowalna. Z drugiej strony ogromna presja czasowa (pracochłonność działalności rolniczej), ekonomiczna i środowiskowa, z którymi na co dzień trzeba się zmierzyć, powoduje to, że i rolnicy / producenci żywności rzadko wychodzą do społeczeństwa z wyjaśnieniem swojej sytuacji. Dodatkowym problemem jest to, że wieś przestała być już terenem „z natury” rolniczym, ludzie migrują do powiększających się miast, a dla pozostających na terenach wiejskich działalność rolnicza staje się dokuczliwa. Tym bardziej należy promować, na ile to możliwe, bezpośredni kontakt „rolnik/hodowca-konsument”. Dlatego bardzo się cieszę, że istnieje rynek sprzedaży bezpośredniej, rolniczy handel detaliczny  – oby się to rozwijało. To docelowo powinno zarówno pozytywnie wpłynąć na dobro(stan) człowieka, jak i dobrostan zwierząt. Ponadto organizacje rolnicze oraz reprezentujące przemysł spożywczy powinny bardziej niż dotąd aktywnie wyjaśniać społeczeństwu współczesną działalność rolniczą, obalać mity i fałszywe informacje krążące na poziomie komunikacji społecznej – jest przecież obecnie tyle możliwości medialnych po temu! „Oczekiwanie na cud” się tu nie ziści. Niestety, odnoszę wrażenie, że na forum społecznym, na przykład idea dobrostanowego podejścia do relacji człowiek-zwierzę w rolnictwie jest praktycznie nieznana. Tymczasem, kiedy kogoś zapytać o „prawa zwierząt”, to wszyscy wiedzą o co chodzi... często nie mając o tym pojęcia – zaznaczył nasz rozmówca.

Czy w odniesieniu do zwierząt można zastosować określenie „humanitarne traktowanie”?

– Można a nawet trzeba w sposób humanitarny traktować zwierzęta – do tego obliguje nas dodatkowo prawo Rzeczpospolitej Polskiej. Pytaniem kluczowym pozostaje jednak na ile da się zwierzętom zapewnić takie traktowanie? Jak realizować w praktyce postulaty dobrostanowe, na przykład tzw. Pięć Wolności (ang. Five Freedoms), do respektowania których zootechnicy i hodowcy są zobligowani? Przede wszystkim poznawać zwierzęta, ich potrzeby, ich własny sposób postrzegania otoczenia i wszelkie rozwiązania organizacyjne oraz techniczne w postępowaniu z nimi rozważać pod tym kątem – w teorii i praktyce. Zapewne wielu osobom znana jest postać prof. Temple Grandin, która za jeden z celów swego życia postawiła sobie niwelować ból i cierpienie zwierząt w najtrudniejszych dla nich sytuacjach – w transporcie zwierząt i podczas uboju. Szczerze powiedziawszy, kiedy kilkanaście lat temu po raz pierwszy odwiedziłem jej stronę internetową, zaskoczyła mnie ilość i jakość praktycznych rozwiązań dobrostanowych, o których w Polsce niewielu wtedy wiedziało, a które w ciągu kilkudziesięciu lat Temple Grandin opracowała i promowała w Stanach Zjednoczonych. Muszę tu zaznaczyć, że generalnie ostatnie dziesięciolecia to ogromny rozwój prodobrostanowych badań naukowych w zakresie zootechniki. Także do praktyki hodowlanej i produkcyjnej w tym czasie weszły tego typu rozwiązania. Oczywiście zdecydowanie łatwiej je wprowadzać i promować w chowie bydła mięsnego, które z reguły utrzymuje się na pastwisku, niż na fermie brojlerów kurzych. Co nie znaczy, że w każdej grupie zwierząt gospodarskich „postęp dobrostanowy” w ostatnich latach nie jest znaczący. To trzeba promować i o tym informować społeczeństwo. Milczenie i bierność hodowców na tym polu w przyszłości uderzy rykoszetem w produkcję zwierzęcą... a być może już teraz to się dzieje – mówił prof. Adamczyk.

W jaki sposób rolnicy/hodowcy/zootechnicy mogą działać w celu poprawy wizerunku chowu i hodowli zwierząt?

– To pytanie raczej powinno być zadane specjaliście od public relations a nie zootechnikowi, ale może to jest właśnie droga do ukazania społeczeństwu pozytywnego wizerunku dobrostanowego podejścia do relacji człowiek-zwierzę. Tu jednak nie chodzi o wymyślanie czegoś co nie istnieje, chodzi o wyjaśnianie, rozmowę ze społeczeństwem. Proszę zwrócić uwagę na rozwój restauracji wegańskich / wegetariańskich jako efekt promocji takiego stylu życia – zwłaszcza wśród ludzi młodych, coraz większą liczbę osób przechodzących na tzw. fleksitarianizm (ograniczanie spożycia mięsa), na wzrastającą wrażliwość społeczną na szeroko rozumiany los zwierząt. Proszę spojrzeć na realne obecnie próby wprowadzania na światowy rynek tzw. czystego mięsa (ang. clean meat), wytwarzanego w warunkach laboratoryjnych, rosnący rynek roślinnych zamienników produktów pochodzenia zwierzęcego. Myślę, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat produkcja zwierzęca wciąż będzie dawała ludziom mleko, mięso czy jaja, ale wspomniane wcześniej alternatywne źródła żywności będą bardzo mocno konkurować z konwencjonalnymi sposobami pozyskiwania dóbr pochodzenia zwierzęcego. I tu znowu powraca temat z początku naszej rozmowy: czy społeczeństwo polskie będzie podążało bardziej w kierunków radykalnych zmian głoszonych przez zwolenników praw zwierząt, czy też przeważy raczej podejście dobrostanowe? Jestem przekonany, że w tym zestawieniu podejście dobrostanowe jest i będzie w przyszłości zdecydowanie atrakcyjniejsze dla większości społeczeństwa. Obyśmy tylko tego nie przespali i zaczęli się ze społeczeństwem komunikować – podsumował prof. Adamczyk.

×