• PGG wprowadziło ograniczenia czasowe dotyczące zamówienia taniego węgla i ekogroszku. W e-sklepie można zamawiać towary opałowe tylko we wtorki i czwartki po godzinie 16:00.
  • Eksperci podkreślają, że na naszym rynku już brakuje już 12 mln ton węgla, z czego 4 mln ton dotyczy węgla opałowego.
  • Węgiel opałowy, "eko" groszek i pellet osiągają zawrotne ceny, sięgające nawet 3,5 tys. zł za tonę.
  • Problemem jest brak dostępu do taniego węgla opałowego na rynku. Eksperci potwierdzają że niedobór węgla opałowego. sięga ok. 4 mln ton.
  • Rząd wprowadza program rekompensat oraz chce czasowo zawiesić jakościowe normy węgla, aby zaspokoić popyt na węgiel opałowy w nadchodzącym sezonie grzewczym. 

 Z drugiej strony mamy „możliwość” zakupu 3 razy tańszego węgla oferowanego przez PGG czy Tauron. Warto podkreślić, że „możliwość” to zbyt dosadnie powiedziane. Popyt na węgiel opałowy i groszek z PGG i Tauronu jest tak duży że, aby mieć szansę sukcesywnie zamówić limitowaną ilość do 5-6 ton, trzeba poświęcić co najmniej 5 godzin przed komputer w e-sklepach (oczywiście tylko w wybrane dni oraz godziny).

Kryzys energetyczny rozpoczął się przed wybuchem wojny

Oczywiście taka sytuacja wzbudza ogromną frustrację wśród właścicieli gospodarstw domowych, którzy nie są w stanie zakupić tańszego węgla i ekogroszku z PGG i Tauronu, gdyż są one wykupywane na „pniu” i często sprzedawane trzykrotnie drożej na rynku.

Ponadto pojawiły się osoby, które odpłatnie oferują pomoc w zakupie tańszego węgla opałowego. Usługi pośredniczenia w zakupie taniego węgla z PGG oczywiście jest też wodną na młyn patologii zakupowej oraz sprzyja wyłudzeniom. Gdzie tkwi przyczyna w tym całym zawirowaniu cenowym z węglem opałowym?

Oczywiście bardzo mocno problem napędziła wojna w Ukrainie i odcinanie m.in. Polski od dostaw gazu oraz nałożenie sankcji (które m.in.  polski rząd wprowadził) na tańszy węgiel opałowy z Rosji po 16 kwietnia br. Jednak problem wzrostu cen paliw kopalnianych już rozpoczął się w czasie pandemii. Wzrosty cen paliw, gazu energii elektrycznej itd. wraz z towarzyszącą coraz większą presją inflacyjną obserwujemy już praktycznie od ponad półtora roku.

Jednak to wojna w Ukrainie stała się tym katalizatorem, który uruchomił niekończącą się spirale rosnących cen gazu, węgla (ekogroszku) oraz paliw. Kolejne sankcje nałożone na ropę z Rosji spowodują kolejny szok cenowy i wzrost benzyny i diesla do 10 zł za litr. A co z tym węglem opałowym?

Niestety nie starczy go dla wszystkich w niskiej cenie. Eksperci przewidują że przez sankcje nałożone na rosyjski węgiel w Polsce zabraknie w tym roku ok. 12 mln ton tego paliwa kopalnego. Spowoduje to, że ceny węgla opałowego będą dalej rosły.

Węgiel opałowy stanie się dobrem luksusowym?

Moim zdaniem nie zabraknie go na rynku, ale stanie się on dobrem luksusowym. Nie wszystkich właścicieli gospodarstw domowych nie będzie mogło sobie pozwolić na zakup tańszego węgla lub ekogroszku, gdy ceny rynkowe sięgną ok. 4 tys. zł za tonę. Co z tym problemem robi polski rząd? Przypomina o tym że można… zbierać chrust na zimę…. Tylko czy tego chrustu dla wszystkich wystarczy?

Czyli mamy w skrócie powtórkę z rozrywki, gdy pojawiła się pandemia czy nagle wprowadzono zmiany w systemie rozliczeń prądu z fotowoltaiki. W pierwszej kolejności rząd wprowadza i to na gorąco i szybko zmiany prawne, wywołując panikę wśród obywateli, a potem - próbuje ugasić przysłowiowy pożar – wprowadzając dodatkowe rozwiązanie prawne.

Rząd  chce za wszelką cenę zaspokoić rosnący popyt na tani węgiel

Rządzący za wszelką cenę chcą zasypać pustkę wywołaną niedoborem węgla i rosnącym apetytem właścicieli domów na tani węgiel opałowy. Niestety wielu z nich będzie musiało się obejść ze smakiem

Nie dziwi więc, że rządzący wprowadzają coraz bardziej desperackie rozwiązania, aby udobruchać niezadowolonych konsumentów. A niezadowolenie i uczucie niesprawiedliwego podziału jest tym większe, im więcej jest osób, które chwali się że zakupiło tani węgiel lub ekogroszek z PGG.

Pierwszym ruchem rządzących było, a właściwie nadal jest wprowadzenie  ustawy o rządowych rekompensatach do węgla opałowego. Została ona przegłosowana przez Sejm i trafiła do Senatu, więc jeszcze nie weszła ona w życie.

Ma ona zwiększyć dostępność do taniego węgla PGG oferowanego po gwarantowanych niższych cenach. Jak wiadomo istnieje proceder polegający na wykupie taniego węgla PGG i odsprzedawania go 3 razy drożej z zyskiem i ta ustawa ma go ukrócić. 

Jednak ustawodawca przeniósł dużą odpowiedzialność na sprzedawców węgla opałowego chętnych do przystąpienia do rządowego programu rekompensat.

W skrócicie, rząd oferuje w ustawie rekompensaty dla sprzedawców w zwiększonej wysokości z 750 zł do 1073,13 zł brutto... ale nie gwarantuje wysokości tej kwoty dopłat. Na dopłaty jest przeznaczone 3 mld zł. Jeśli ta kwota zostanie przekroczona to dopłaty będą odpowiednio mniejsze dla wszystkich autoryzowanych sprzedawców, biorących udział w programie.

A  im mniej właścicieli składów węgla i sprzedawców stałych paliw opałowych przystąpi do programu rządowych rekompensat, tym bardziej ograniczonych dostęp do taniego węgla będą mieli właściciele gospodarstw domowych.

Kolejnym rozwiązaniem, które właśnie wypłynęło właśnie z inicjatywy Ministerstwa Klimatu i Środowiska jest wprowadzenia czasowego bo 60-dniowego zniesienie norm jakości węgla spalanego w gospodarstwach domowych.

Oznacza to, że będzie można palić w piecu nie tylko najmocniej zasiarczonymi sortymentami węgla, ale również odpadami kopalnianymi, czyli flotokoncentratem i mułem kopalnianym, zmieszanymi z miałami węglowymi.

- To bardzo zła wiadomość nie tylko dlatego, że spowoduje dramatyczne pogorszenie jakości powietrza w nadchodzącym sezonie grzewczym, ale również bardzo zwiększa ryzyku utraty środków unijnych na Krajowy Program Odbudowy przeznaczonych na poprawę efektywności energetycznej polskich domów - zauważa Andrzej Guła z PAS. - Oczekujemy od rządu, żeby jak najszybciej zaczął wspierać gospodarstwa domowe w poprawie efektywności energetycznej. To zagadnienie zostało mocno zaniedbane w ostatnich kilku latach. Gdybyśmy konsekwentnie wspierali ocieplenie budynków nie potrzebowalibyśmy obecnie 10 milionów ton węgla na najbliższy sezon grzewczy, ale o połowę mniej - skomentował Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego