W poniedziałek minister rozwoju i technologii Waldemar Buda w TVP Info mówił o proponowanej przez rząd "Tarczy Solidarnościowej", która zakłada zamrożenie w 2023 r. ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych na poziomie z 2022 r. do zużycia 2000 kWh rocznie. Minister przypomniał, że według wyliczeń "61 proc. gospodarstw dzisiaj mieści się poniżej tego przedziału zużycia. W związku z tym co najmniej 2/3 nie będzie miało żadnej podwyżki".

Natomiast od tej górki - ponad 2000 kWh - będzie cena rynkowa, realna, która będzie wynikała z nowej taryfy. Jeszcze jej nie znamy, ale można być pewnym, że ona będzie sporo wyższa - zastrzegł.

- Wydaje mi się, że to jest rewolucyjne podejście do ochrony obywateli, nawet tych najsłabszych - ocenił szef MRiT. Wskazał, że nie przypomina sobie, aby którykolwiek z krajów Europy "poszedł tak daleko i tak mocno rekompensował podwyżki cen energii".

- Można powiedzieć, działamy wieloetapowo. Z jednej strony oczekujemy pewnych decyzji od Komisji Europejskiej, ale z drugiej nie czekamy na rozstrzygnięcie tylko podejmujemy te decyzje na własnym polu, w takim zakresie, w jakim jest to możliwe - powiedział. Buda dodał, że "czekamy teraz na decyzję w zakresie maksymalnej ceny gazu, sposobu wyliczeń produkcji energii i kosztów energii w stosunku do poszczególnych źródeł. To są decyzje Komisji, które mam nadzieję są przed nami".

Szef MRiT zwrócił uwagę, że wszyscy są świadomi konieczności oszczędzania energii.- "Każdy gdzieś w swoim zakresie poszukuje tych oszczędności, myśli jak tutaj doprowadzić do tego, żeby to zużycie lekko obniżyć - podkreślił.

Natomiast mamy też takie mechanizmy, które proponujemy, które niejako będą gratyfikowały oszczędzanie. Czyli jeżeli komuś uda się zmieścić na 90 proc. zużycia obecnego roku, w 2023 r., to o te 10 proc. będzie miał niższy rachunek w kolejnym, w 2024 r. Więc ta zachęta jest - mówił.

Minister rozwoju i technologii odniósł się do kwestii pomocy przedsiębiorstwom w walce z wysokimi cenami energii. "Tutaj tego rodzaju tarczy, jaką zastosowaliśmy dla gospodarstwa domowego nie możemy (użyć - PAP) wobec firmy, ponieważ jest to kwestia pomocy publicznej. Byłoby to nie do przeforsowania na poziomie Komisji Europejskiej" - stwierdził. - Liczymy, że w świetle tego czego oczekujemy od KE, jakieś decyzje zapadną - zaznaczył. Zdaniem Budy "prosta zmiana polegająca na maksymalnej cenie gazu doprowadziłaby natychmiast do przełożenia się na cenę prądu. Wyliczenie sposobu liczenia prądu przełożyłoby się natychmiast na cenę prądu, który jest w Polsce produkowany na bazie węgla".

- To są bardzo szybkie decyzje, które powinny do końca miesiąca po stronie Komisji Europejskiej zapaść. Jeśli zapadną, to jesteśmy w lekko lepszej sytuacji - przewiduje.

- Ale też nie zasypujemy gruszek w popiele. Wszystko co jest możliwe po naszej stronie, będziemy robić. Myślę, że w środę będzie też ogłoszona propozycja, która też lekko może wpłynąć na cenę w takiej kilkumiesięcznej perspektywie. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowuje takie rozwiązanie. Z drugiej strony myśmy w MRiT przygotowali rozwiązania wsparcia przedsiębiorstw energochłonnych" - zapowiedział Buda. Na wsparcie zakładów wysoce energochłonnych rząd do końca roku chce przekazać "nawet do 5 mld zł".

W czwartek na konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki poinformował, że "koszt wszystkich instrumentów wsparcia w obszarze energii elektrycznej dla gospodarstw domowych oraz dla przedsiębiorstw energochłonnych przekracza 30 mld zł".