Właściciel sieci stacji paliw działających przy supermarketach francuskiego koncernu E.Leclerc do końca października sprzedawać ma paliwo po kosztach własnych. W ten sposób chce pokazać, ile na podwyżkach cen paliw zarabia rząd, a ile firmy sprzedające paliwo – donosi portal e-petrol.pl.

Prezes i główny właściciel E.Leclerc, Michel-Édouard Leclerc, zareagował w taki sposób na wypowiedź minister ds. transformacji ekologicznej Barbary Pompili, która publicznie wezwała sprzedawców paliw do obniżenia cen, by ulżyć obywatelom w obliczu drastycznych podwyżek. W opinii szefa koncernu, przedstawicielka rządu zapomniała o tym, że to państwo nakłada podatki od sprzedaży paliw i w ten prosty sposób może wpływać na ich ceny. Michel-Édouard Leclerc postanowił więc udowodnić, że za wzrost cen paliw odpowiadają głównie państwowe podatki. W ten sposób chce wywrzeć presję na władze.

Wszystko wskazuje na to, że francuski rząd w wyniku tej presji został przyparty do ściany, bo właśnie ogłosił, że przygotowuje program osłonowy dla obywateli. Minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire zapowiedział, że państwo będzie monitorowało poziom cen na stacjach, a dla osób o niskich dochodach wprowadzone zostaną bony paliwowe – donosi e-petrol.pl.

Z powodu rosnących cen energii dochody podatkowe państwa mają wzrosnąć w tym roku we Francji o 2,5 mld euro. Resort gospodarki poinformował, że rząd chce przeznaczyć około 5,6 mld euro na ochronę najniżej sytuowanych Francuzów z powodu rosnących cen energii. Oprócz monitoringu cen paliw rząd rozważa wprowadzenie górnych limitów cen gazu i energii elektrycznej dla najbiedniejszych rodzin.

Polski rząd tymczasem nie rozważa na razie ingerencji na rynku paliw. Wbrew wezwaniom opozycji przedstawiciele PiS i koncernu Orlen twierdzą, że ani marż ani akcyzy obniżać nie zamierzają. Co ciekawe politycy rządzącej formacji twierdzą, że Polacy nie odczuli zbytnio podwyżek, gdyż wskutek polityki rządu zarabiają lepiej…