W Parlamencie trwają prace nad poselskim projektem nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw.

Dziś prosumenci produkujący energię w instalacjach do 10 kWp rozliczają się w stosunku 1 do 0,8, tzn. za jedną jednostkę energii wprowadzoną do sieci mogą pobrać za darmo 0,8. Przy większych instalacjach (powyżej 10 kWp) ten stosunek wynosi 1 do 0,7. Jest to system net meteringu wykorzystujący mechanizm opustów. Z kolei nowy system rozliczeń oparty na net billingu polegać będzie na tym, że prosumenci będą wynagradzani za nadwyżki energii wprowadzane do sieci, zaś za pobraną energię będą płacić tak, jak inni odbiorcy prądu.

Jak stwierdził w czwartkowym komentarzu Michał Kitkowski, prezes SunSol - jednej z najdłużej działających firm fotowoltaicznych na polskim rynku - na podwyżki cen energii elektrycznej złożyło się wiele czynników, m.in. dynamiczne, popandemiczne odrabianie zeszłorocznych strat przez firmy, co wiąże się z większym niż dotychczas zapotrzebowaniem na energię. Zwrócił uwagę, że na rosnące ceny prądu wpływają też podwyżki cen gazu ziemnego, a także coraz większy koszt wytwarzania energii elektrycznej wynikający m.in. ze wzrostu wartości giełdowej uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

- Węgiel wciąż jest głównym surowcem, z którego w Polsce pozyskujemy energię. A ten ma najwyższe wskaźniki emisji dwutlenku węgla spośród innych surowców, co przekłada się na konieczność kupowania większej liczby uprawnień do emisji CO2 w ramach unijnego systemu aukcji - wskazał. Według niego ten dodatkowy koszt w ostatecznym rozrachunku przełoży się na ceny energii dla jej nabywców - "mają one rosnąć, według przewidywań, w tempie 25 proc. rocznie w przypadku klientów detalicznych".

Kitkowski ocenił, że biorąc pod uwagę inflację "w ciągu 10 lat ceny dystrybucji energii mogą wzrosnąć nawet o 60 proc.". "Dlatego potrzebujemy przewagi odnawialnych źródeł energii w polskim miksie energetycznym, czyli strukturze produkcji i konsumpcji energii według kryterium jej nośników" - wskazał ekspert. Według niego rozwiązaniem zarówno dla biznesu, jak i gospodarstw domowych może być fotowoltaika, "która pozwoli znacząco oszczędzić na rachunkach za prąd".

Zwrócił uwagę, że według danych Polskich Sieci Energetycznych (PSE) na koniec 2020 r. prosumentów fotowoltaiki było ponad 457 tys., a na koniec sierpnia tego roku - ponad 600 tys.

Jak stwierdzi Kitkowski, Polaków do inwestycji zachęcają zarówno niższe rachunki za prąd, jak i programy dopłat do fotowoltaiki. Przypomniał, że jeden z nich - Mój Prąd 4.0 - ma wystartować w I kwartale 2022 r.

Ekspert przytoczył wyniki badania przeprowadzone przez SunSol w czerwcu tego roku, z którego wynika, że Polacy znają programy dopłat do fotowoltaiki - głównie "Czyste Powietrze" i "Mój Prąd". "W przypadku tego drugiego zapowiedziano już kolejną edycję, która ma objąć nie tylko fotowoltaikę, ale też magazyny energii oraz elektryczne ładowarki" - przypomniał. Podkreślił, że stosunkowo niewielu inwestujących w fotowoltaikę jest świadomych istnienia ulgi termomodernizacyjnej, którą połączyć można z programem "Mój prąd". Wskazał, że w przypadku kosztu instalacji wynoszącego 50 tys. zł pozwala to odpisać od podatku nawet 15 tys. zł.

- W kontekście nadchodzących zmian w systemie rozliczania prosumentów nie widzę, by proponowane przejście na net billing miało spowodować bardzo niekorzystne rozwiązania dla nowych inwestorów - ocenił. Przyznał, że czas zwrotu z inwestycji może się "lekko wydłużyć, natomiast będzie to zależne od jej wielkości".

Jego zdaniem nowy system rozliczeń "da możliwość zarabiania na wyprodukowanej energii". "Nasze sieci energetyczne są i będą przeciążone, a rozwiązaniem tej sytuacji będzie stymulacja inwestycji w magazyny energii, która ma być dodatkowo premiowana w nowej edycji "Mojego Prądu" - podsumował.