Skąd pomysł na raport i zainteresowanie EFRWP takim obszarem?

- Pomysł przedstawiła nasza Rada Programowa, z prof. Jerzym Buzkiem na czele. Były premier jest zainteresowany tym tematem od dawna, gdyż jest szefem społecznej rady gospodarki niskoemisyjnej. Dzieje się dużo wokół OZE, i na świecie, i w Polsce. Mikroinstalacje są na tyle efektywne, że bariera klimatyczna praktycznie dla nich nie występuje. Poza tym mamy poważny problem, o którym było wiadomo już od dawna, polegający na tym, że tradycyjne sieci przesyłowe energii na terenach wiejskich są w bardzo kiepskim stanie, co zresztą pokazujemy w raporcie.

Odbudowa tych sieci nigdy nie nastąpi - napisaliście - bo ich zużycie będzie szybsze od możliwości ich odbudowy?

- Tak. Dla firm zajmujących się przesyłem to jest słaby biznes, dlatego że 70 proc. sieci znajduje się na obszarach wiejskich, a odbiorców energii jest tam tylko ok. 20 proc. Większość konsumentów energii jest w miastach. W pierwszej kolejności inwestuje się tam, gdzie zwrot poniesionych nakładów jest największy i tam, gdzie są największe potrzeby. Jeżeli w Warszawie wyłączą prąd na pół godziny, to jest to temat na pierwszą stronę we wszystkich gazetach i "jedynka" w informacjach TV, a gdy dwa lata temu na Górnym Śląsku na wsiach nie było prądu przez dwa tygodnie, to o tym wspominano, ale nikt z tego powodu nie podawał się do dymisji, a ludzie musieli żyć przez ten czas bez prądu. Niech sobie mieszkaniec Warszawy wyobrazi, że przez dwa tygodnie nie ma prądu - godzinna przerwa w dostawie jest już problemem, a brak go przez dzień jest tragedią. Takie sytuacje powodują, że nie można prowadzić biznesu, nie można prowadzić działalności rolniczej.

Zajmujemy się tym także dlatego, że nowelizacja ustawy prawo energetyczne konstytuje w Polsce prosumenta, czyli producenta i zarazem konsumenta energii elektrycznej i cieplnej. Prosument może nadwyżki energii sprzedawać do sieci. Ten mechanizm jest prosty, także ze strony formalnej, dlatego że nie jest to traktowane jako działalność gospodarcza. Także samo włączenie do sieci ma być stosunkowo łatwe. I to jest szansa dla rozwoju obszarów wiejskich. Posiadacze mikroinstalacji OZE w pewnym stopniu uniezależniają się od dostawców energii, a także mogą zarabiać pieniądze na produkcji energii.

Polityka państwa omija OZE i rolników, koncentruje się na państwowych gigantach energetycznych.

- Skoro nie stać nas w inwestycje w sieci przesyłowe, no to spróbujmy iść w innym kierunku. Nie wykorzystujemy możliwości.

Czy musi zmienić się prawo, żeby mogły być realizowane te punkty, które wskazujecie w raporcie?

- Jeśli chodzi o mikroinstalacje, to teoretycznie nie, ale zobaczymy, jak to będzie działać w praktyce. Według założeń producent energii, czy to z biogazu, czy z fotowoltaiki, czy z wiatru, jeżeli spełnia definicję mikroproducenta energii, zgłasza się do odbiorcy energii i… działa. W ustawie jest jednak trochę "kwiatków", które mogę ten proces utrudnić. Mamy zamiar to dokładnie prześledzić i jeśli będzie taka potrzeba, pomóc tym, którzy na tę ścieżkę wejdą. Będziemy pilnować tego także na poziomie Ministerstwa Gospodarki, żeby akty wykonawcze, o ile będą potrzebne, zostały przyjęte. Zakłady energetyczne mogą nie wykazywać entuzjazmu, żeby mikroinstalacje włączać do swoich systemów.

Nie jest łatwo przyłączyć się rolnikom do sieci energetycznych.

- Pewna część przepisów na pewno będzie musiała być zmodyfikowana. Pomijam kwestię mechanizmu cenowego, który został ustalony na warunkach niekorzystnych. Cena energii sprzedawanej do sieci została ustalona na poziomie 80 proc. średniej ceny energii. Oczekiwania były inne. Spodziewano się, że to będzie więcej, 100-120 proc. Wspomniana ustawa ma także inne ograniczenia. O ile prosument wytwarza energię na własne potrzeby i także sprzedaje ją do zakładów energetycznych, to jest zwolniony z obowiązku prowadzenia działalności gospodarczej i nie potrzebuje specjalnie zezwoleń, ale gdy wytwarza energię w ramach mikrosieci i oddaje te nadwyżki w ramach mikrosieci, czyli wymienia energię pomiędzy różnymi osobami, to wtedy musi prowadzić działalność gospodarczą, wymagającą zezwoleń. Dziś praktycznie niemożliwe jest, żeby mieszkańcy, w tym oczywiście rolnicy, wspólnie z gminą tworzyli mikrosieci i wymieniali się energią. Prawo nie przewiduje także możliwości powstawania spółdzielni energetycznych, której członkami byłyby osoby fizyczne − rolnicy. Najważniejsze jest jednak (także z powodu niekorzystnego mechanizmu cenowego) sensowne wsparcie finansowe.

Wskazujecie na programy funkcjonujące do 2020 r. jako źródła finansowania.

Czy to wystarczy?

- Na pewno nie wystarczy. NFOŚ ma uruchomić w tym roku program, który nazywał się będzie "prosument". Ma on wspierać mikroinstalacje energetyczne na takiej samej zasadzie, jak wspierał instalację kolektorów słonecznych. Pomoc ma być realizowana w formie pożyczki częściowo umarzalnej. Kiedy ten program ruszy? Nie wiem, mówi się, że w czerwcu br. Mimo to, nie wolno zapominać, że czas zwrotu poniesionych nakładów na budowę mikroinstalacji i produkcji w niej energii jest długi. Uważam, że poważnym źródłem finansowania tego typu rozwiązań powinien być także PROW, niezależnie od wsparcia w ramach polityki spójności. Wytwarzanie w gospodarstwach rolnych energii elektrycznej czy energii cieplnej z odnawialnych źródeł energii jest działaniem, które ma bezpośredni związek z ochroną klimatu i w ramach PROW mogą być finansowane inwestycje nieprodukcyjne, które wpływają korzystnie na klimat i środowisko naturalne. W związku z tym PROW powinien dofinansowywać takie inwestycje, ale niestety nie należy się spodziewać jakiegoś przełomu w stanowisku rządu. W projekcie PROW zapisano co prawda, że mogą być finansowane inwestycje w gospodarstwach związane z ochroną środowiska, ale te, które mają uzasadnienie ekonomiczne. Dlaczego wykorzystywanie OZE musi być specjalnie uzasadnione ekonomicznie, skoro jednocześnie w kryteriach kwalifikowalności zakłada się preferowanie wykorzystania OZE? Tego nie wiadomo.

PROW jest na etapie projektowania, może urzędnicy pójdą jeszcze "po rozum do głowy"?

- Wydatki na mikro instalacje OZE mogłyby wchodzić w limit 30 proc. wydatków, które państwo członkowskie UE musi przeznaczyć w ramach PROW właśnie na działania związane z ochroną klimatu i środowiska naturalnego. Przypomnę, że w poprzednim okresie finansowania była to tak zwana druga Oś - programy rolnośrodowiskowe, rolnictwo ekologiczne, ONW i zalesianie. Gdybyśmy w PROW wydzielili pewną część środków na inwestycje w tym zakresie według mnie mogłoby to być 1,5 mld euro w całym okresie programowania − na przykład poprzez ograniczenie wydatków na ONW typ nizinny, to moglibyśmy uzyskać nieprawdopodobny efekt z dzisiejszego punktu widzenia - przy założeniu, że dofinansowanie byłoby w wysokości 50 proc. Moglibyśmy bowiem zrealizować inwestycje o wartości ok. 13 mld złotych, a to przełożyłoby się nawet na ok. 200 tys. mikroinstalacji OZE w gospodarstwach rolnych. W Wielkiej Brytanii, która jest druga pod tym względem w Europie, jest około 300 tys. takich mikroinstalacji.

Dziękujemy za rozmowę.