Od 1 kwietnia br. całkowicie uległy zmianie zasady rozliczania energii wyprodukowanej z nowych instalacji fotowoltaicznych. I mimo że pierwsze zmiany w systemie dopiero będą odczuwalne po 1 lipca br., to będą miały ogromy wpływ na decyzje zakupowe przyszłych prosumentów. Otóż nie będą się liczyć tylko wybór dobrych podzespołów oraz profesjonalny montaż paneli fotowoltaicznych. Na szybkość czasu zwrotu inwestycji w fotowoltaikę będą miały wpływ dodatkowe usługi. 

Rozliczanie prądu w usłudze

Konsument w ramach inwestycji w fotowoltaikę będzie mógł zyskać np. stałą gwarancję zakupywanej energii w dłuższym okresie czy też bilansowanie prądu 1:1 w określonym przedziale godzinowym. 

– W odpowiedzi na zmiany w ustawie o OZE przygotowaliśmy kompleksowy ekosystem rozwiązań – Polenergia 360, który wpływa na zwiększenie opłacalności inwestycji w PV w nowym systemie – podkreśla Kamil Sankowski, członek zarządu firmy Polenergia Fotowoltaika. – Klientom, którzy zdecydują się na nasze instalacje fotowoltaiczne, oferujemy bilansowanie energii czynnej, a także gwarancję ceny zakupu energii przez okres nawet 8 lat i cenę odkupu energii do 30.06.2024 r. Dzięki temu mogą zabezpieczyć się przed wzrostami rachunków za prąd – dodaje Sankowski.

Takie rozwiązania pozwolą prosumentom kontrolować i obniżyć rachunki związane z zużyciem prądu pobieranego z zewnętrznej sieci. Jedno jest pewne: nowy system rozliczeń to być może mniejszy wydatek na samą instalację fotowoltaiczną, ale to nie znaczy, że cały system będzie tańszy.

Koszt instalacji fotowoltaicznej będzie niższy?

Po 1 kwietnia br. średni koszt prosumenckich instalacji fotowoltaicznych w Polsce może obniżyć się nawet o 17 proc. Jak to możliwe, skoro drożeją komponenty?

 – W dotychczas obowiązującym systemie opustów (net-meteringu) praktycznie wszyscy prosumenci decydowali się na przewymiarowanie instalacji o 20 proc., żeby rachunki za energię elektryczną ograniczyć do koniecznego minimum w postaci opłat dystrybucyjnych. Po 1 kwietnia, wraz z nastaniem net-billingu, sztuczne zawyżanie wielkości instalacji względem realnych potrzeb nie będzie już potrzebne – tłumaczy Bartłomiej Tuleja, członek zarządu w Da Vinci Green Energy. – Koszt montażu średniej wielkości instalacji może w związku z tym być niższy nawet o ok. 5200 zł – dodaje Bartłomiej Tuleja.

Należy jednak pamiętać, że w nowym systemie będzie trzeba kontrolować zużycie prądu i zwiększać autokonsumpcję, a to może oznaczać konieczność zainwestowania w falownik hybrydowy oraz magazyn energii, co jest wydatkiem rzędu ok. 25-28 tys. zł. Magazyn to rozwiązanie, które pozwoli nam na wykorzystanie nagromadzonej energii z fotowoltaiki w czasie, gdy instalacja nie jest w stanie zasilić naszego domu w prąd. Oczywiście możemy zrezygnować z dodatkowego magazynu energii i postawić na inteligentne sterowanie oraz optymalizację zużycia energii przy użyciu systemów EMS i HEMS, ale to tylko zminimalizuje zużycie prądu z sieci. Najtańsze systemy HEMS można kupić już od 2,5 tys. zł. Ich zadaniem jest monitorowanie zużycia energii elektrycznej i zarządzanie zużyciem przez wentylację, klimatyzację, oświetlenie, ale też i grzejniki pompy ciepła czy panele fotowoltaiczne. Przede wszystkim dzięki nim można monitorować i obniżyć pobór prądu z sieci zewnętrznej. A to ma ogromne znaczenie w nowym systemie net-billing. Dlaczego i na czym będzie on polegał?

Sprawdź preferencyjne warunki finansowania dla rolników!

Co się liczy w nowym systemie net-billing?

Nowy system net-billing będzie oparty na sprzedaży nadwyżek energii wyprodukowanej przez prosumenta i odkupywaniu jej w momentach zwiększonego zapotrzebowania. I to, ile on odkupi tego prądu z zewnętrznej sieci, będzie decydowało, jak szybko będzie mu się ona zwracać. Chodzi tu o sytuację, gdy nie będzie on mógł zaspokoić zużycia bieżącą produkcją lub zmagazynowaną energią. Z punktu widzenia prosumenta kluczowa jest różnica między stawkami sprzedaży własnego prądu i odkupu energii od zakładów energetycznych. I nieważne, czy stawka ta będzie wynosiła 28 gr czy 20 zł za 1 kWh, jeżeli energia z elektrowni, zakupywana przez właściciela instalacji fotowoltaicznej, będzie po prostu droższa. A tak, niestety, te stawki się kształtują. Jeżeli pobierzemy z sieci zewnętrznej więcej prądu, niż wyprodukujemy z fotowoltaiki, to będziemy  dopłacać różnicę w cenie. Liczyć się będzie ogólne zbilansowanie prądu w gospodarstwie domowym z fotowoltaiką, tak aby jak najmniej używać prądu z sieci zewnętrznej. Brzmi to może banalnie prosto, ale niestety w okresie jesienno-zimowym będzie to ogromnym wyzwaniem. System net-billing będzie opierał się też na depozycie prosumenckim, czyli koncie zasilanym wartością pieniężną energii elektrycznej wprowadzonej do sieci przez prosumenta. Gdy zabraknie nam prądu w domu, będziemy mogli dokonać zakupu energii z sieci zewnętrznej, wykorzystując środki zgromadzone w depozycie prosumenckim. Oczywiście zakup energii z zewnętrznej sieci będzie droższy niż sprzedaż prądu produkowanego z fotowoltaiki. Ponadto nie będzie można zmagazynować więcej niż 20 proc. wartości prądu, który został wprowadzony do sieci w danym miesiącu, gdyż nadwyżka przepadnie po 12 miesiącach; będzie liczyła się jak największa autokonsumpcja energii fotowoltaicznej. Mimo to inwestycja w samą fotowoltaikę powinna być krótsza, niż zakładali to wcześniej eksperci.

Zwrot inwestycji nawet o 3 lata krótszy?

Jak podał Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO), większość instalacji fotowoltaicznych była przewymiarowana o 20 proc. względem realnych potrzeb prosumentów w starym systemie opustów. Według raportu IEO ceny instalacji fotowoltaicznej wahają się pomiędzy 3900 zł a 5700 zł za kWp. Zgodnie z symulacją Da Vinci Green Energy koszt przeciętnej wielkości instalacji fotowoltaicznej w przypadku klientów rozliczających się według nowych zasad powinien zwrócić się prawie 3 lata szybciej niż dotychczas. Jak to możliwe?

– Niższy koszt inwestycji oraz wysokie ceny prądu wpływające na stawki, po jakich prosumenci będą odsprzedawać swoje nadwyżki, sprawiają, że przeciętnej wielkości instalacja zwróci się w odrobinę więcej niż 7 lat, a po uwzględnieniu dotacji w niespełna 4,5 roku. W przypadku przewymiarowanych, a tym samym droższych inwestycji, na które decydowali się klienci korzystający z dotychczasowego systemu opustów, było to odpowiednio ponad 10 lat i blisko 6,5 roku – podsumowuje Krzysztof Lalik. Inni eksperci są bardziej powściągliwi w prognozach i podają, że bez programów wsparcia czas zwrotu inwestycji w fotowoltaikę o mocy ok. 11 kWp na nowych zasadach będzie wynosił 7-9 lat. Jeszcze inni podają okres 9-12 lat. Najważniejsze jest, że klienci będą mogli skrócić ten czas, wybierając odpowiednią ofertę fotowoltaiki z bilansowaniem energii lub np. gwarancją ceny.

Zdaniem eksperta

Karolina Kobiałka, dyrektor biura sprzedaży zewnętrznej, E.On Foton

Na czym będzie polegał net-billing?

Pamiętajmy, że nowy system ma za zadanie zachęcenie konsumentów do zwiększenia autokonsumpcji wśród właścicieli instalacji fotowoltaicznej (np. przez połączenie fotowoltaiki z pompą ciepła, dodanie magazynu energii) oraz nauczenie nas – społeczeństwa świadomego wykorzystywania energii. Sama zmiana polega na monetyzacji poprzedniego systemu rozliczeń – prosument będzie sprzedawcą nadwyżki energii do sieci. Jeśli pojawią się niedobory energii, będzie musiał zapłacić, tak jak wszyscy inni odbiorcy, opłaty zgodne z taryfą swojego dostawcy. Pojawi się tzw. depozyt prosumencki – konto rozliczeniowe zasilone wartością energii elektrycznej wprowadzonej do sieci, a wyrażoną w złotówkach. Prosument będzie mógł użyć tych środków na koncie, by pokryć wartość energii pobranej z sieci, według taryfy sprzedawcy. Depozyt będzie można wykorzystać przez 12 miesięcy, natomiast po 12 miesiącach nastąpi rozliczenie końcowe. Wartość odesłanej energii zostanie przeliczona przez sprzedawcę po średniomiesięcznej cenie.