Ze względu na przerwę w dostawie elektryczności, w Kijowie występują duże problemy z łącznością komórkową i dostępem do internetu. Wśród mieszkańców nie widać jednak oznak paniki, a zachowanie ludzi jest bardzo podobne do tego, które było widoczne w pierwszych dniach rosyjskiej inwazji w lutym - ludzie wzajemnie się wspierają i pomagają sobie nawzajem.

W sklepach spożywczych, które są zaopatrzone w generatory, utworzyły się kolejki. Ludzie są spokojni i skoncentrowani - wiedzą czego potrzebują i dość mechanicznie kupują to co trzeba, rozliczają się i wychodzą. Ze sklepów znów zniknęła muzyka, a kasjerzy ponownie pracują przy wszystkich kasach.

Ilja, ochroniarz jednego ze sklepów spożywczych mówi w rozmowie z korespondentką PAP, że tuż po zakończeniu alarmu przeciwlotniczego klienci dość licznie zaczęli przybywać do sklepu. Kupują głównie wodę, pieczywo, warzywa, ryż i nabiał - wylicza mężczyzna. Słowa Ilji potwierdza Anna, ekspedientka z działu mięsnego, dodając, że miło jej słyszeć, gdy klienci proszą też o pokrojenie szynki czy boczku i dla sąsiadów, którym chcą pomóc z zakupami. Kobieta na początku rosyjskiej inwazji wyjechała z Kijowa, lecz od koleżanek, które zostały na miejscu, słyszała o tym, że kijowianie wówczas bardzo się wspierali i teraz osobiście tego doświadcza.

Lilia, jedna z klientek sklepu spożywczego kupiła słodycze, kilka bochenków chleba, wędlinę i ser. "Tym wszystkim chcę nakarmić wszystkie swoje dzieci" - mówi Lilia, wyjaśniając, że pracuje w recepcji akademika. Serce mi pęka, gdy widzę, jak te biedne dzieci uczą się przy latarenkach i świecach - opowiada kobieta. A teraz bez prądu, wody i ogrzewania, plus daleko od domu - ciężko im jest, więc jakoś chcę je wesprzeć. Zbiorę teraz wszystkich, zrobimy sobie herbatę i zjemy wspólną kolację; damy sobie rady - zaznacza Lilia. Najważniejsze byśmy pozbyli się z naszego kraju Rosjan - podsumowuje kobieta, cytując słowa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego

Iryna, stojąca przy straganie z warzywami i owocami zazwyczaj jest po drugiej stronie lady. Stepan, od którego zawsze tutaj kupuję poprosił mnie, bym popilnowała stoiska, gdy on pobiegnie do bankomatu po gotówkę - mówi PAP kobieta. Skoro widujemy się codziennie pomyślał, że może mi zaufać, no i tu stoję - dodaje.

Po chwili przybiegł Stepan i przepraszając za opóźnienie wyjaśnia, że przy bankomacie utworzyła się kolejka, a bez gotówki nie może pracować. Czytniki kart teraz nie działają - mówi, poprawiając latarki przy straganie. Ale to nic, najważniejsze, że się trzymamy i się nie poddamy. Naszym chłopakom na froncie jest ciężej, więc nie mamy prawa tu narzekać - podsumowuje Stepan.

Z Kijowa Tatiana Artuszewska (PAP)

ta/ adj/