16 maja br., w Warszawie odbyło się spotkanie wysokiego szczebla ministrów rolnictwa Polski, Ukrainy, sekretarza ds. rolnictwa USA a także komisarza UE ds. rolnictwa. 

Rozmowy dotyczyły możliwej pomocy, wspólnych działań i rozwiązań, usprawniających transport zbóż z Ukrainy, który praktycznie utknął w wyniku rosyjskiej napaści i blokady portów położonych nad Morzem Czarnym i Azowskim. 

Czy coś zmieniło się od momentu wizyty zagranicznych oficjeli w Polsce, o to pytamy Henryka Kowalczyka wicepremiera i Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, podczas spotkania branży zbożowo - paszowej w trakcie Polish Grain Day, której organizatorem była Izba Zobożowo - Paszowa.

- Bardzo liczyłem na to, że te trudności, które mamy na granicy, czyli różna szerokość torów, zostaną tutaj wspomożone przez Unię Europejską. 12 maja pojawił się komunikat o utworzeniu korytarzy solidarnościowych o koordynacji możliwości wywozu zboża z Ukrainy. W praktyce złożyliśmy takie zapotrzebowanie dotyczące środków transportu, urządzeń przeładunkowych, kontenerów, naczep samochodowych i wagonów dostosowanych do przewozu zbóż, bo niestety tych urządzeń nie zrobimy w ciągu kilku tygodni. One teraz najbardziej by nam się przydały. Na granicy wdrożyliśmy 24 godzinny system pracy na 7 dni w tygodniu, jeśli chodzi o Inspekcje - mówi wicepremier.

W maju zapowiedziano też powstanie spółki polsko-ukraińskiej, która byłaby odpowiedzialna za transport płodów rolnych z Ukrainy w tym trudnym czasie.

- Spółka była wynikiem podpisanego porozumienia premierów naszych rządów i  takie zamiary są, ale jest ona bardziej spółką transportową. Z naszej strony będą to raczej spółki kolejowe, transportowe. 

Czy zostanie powołany koordynator MRiRW ds. przewozu zbóż z Ukrainy?

- Chciałbym, alby była to osoba, która będzie moim pełnomocnikiem do pomocy przy transporcie zboża i handlu zbożem. Chodzi o to, by skoordynować wszystkie działania dotyczące granicy, transportu, przeładunków ale też i eksportu, bo to też jest ważne, czyli portów. Taka współpraca pomiędzy zarządami portów, tymi którzy obsługują te nadbrzeża, dzierżawią, firmy transportowe ale też i firmy skupujące, czyli z naszej strony będzie włączony w to Elewarr, Krajowa Grupa Spożywcza.

Czy monitoring transportów zboża z Ukrainy zapewni, że nie utknie ono w Polsce, tylko zostanie skutecznie przetransportowane do dalszych punktów eksportowych, a ostatecznie do krajów, które najbardziej dziś tego potrzebują? 

- Całe zboże jest rejestrowane przez poszczególne inspekcje, jeśli jest to zboże paszowe to jest to Inspekcja Weterynaryjna, jeśli spożywcze to Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno -Spożywczych, jeśli nasienne to PIORiN. Niestety, mamy różne inspekcje, ale to jest łącznie zbierane. Przy wyjeździe podobna procedura - wjeżdżające, minus wyjeżdżające. Polskie firmy paszowe, pewnie przy tej okazji robią swoje zaopatrzenie, trudno się dziwić, że w tym momencie kupują może soję lub kukurydzę z Ukrainy, ale myślę, że to nie jest najgorsze zjawisko, dlatego, że bardzo różna sytuacja może być w drugim półroczu i zrobienie jakichś zapasów zbóż na pewno nie zaszkodzi bezpieczeństwu żywnościowemu, tylko pomoże.

Czy w trakcie długich tygodni wojny w Ukrainie zmieniły się polskie możliwości pod względem przepustowości transportu zbóż?

- W przepustowości wiele się nie zmieniło, choć nie jest w pełni wykorzystywana, tu mówimy o portach, bo w transporcie kołowym jest duża. Wszystkich najbardziej interesuje teraz transport do Afryki Północnej, do krajów arabskich, tego zboża, które do tej pory płynęło przez Morze Czarne, tu jest ta znacząca część. Tutaj Ukraińcy szacują, że powinniśmy mieć zdolność 4-5 mln t miesięcznie - takiej zdolności jeszcze nie mamy.