Niestety, brytyjskie media zadbały o to, by na światło dzienne nie wyszła informacja o tym, z którego kraju było wysyłane mięso do angielskiego Studley. Informację ograniczono wyłącznie do stwierdzenia, że pochodziło ono z Europy Środkowo-Wschodniej. Szkoda, bo gdyby potwierdzono, że mięso było z Polski, nasi producenci skorzystaliby z darmowej, ale jakże wartościowej promocji polskiej marki.

Warto przy tym zaznaczyć, że o całym procederze prawdopodobnie nigdy byśmy nie usłyszeli, gdyby nie... zazdrosna – ale jakże czujna – konkurencja. Oskarżony o oszustwo Simon Drust miał nie tylko tańsze od konkurencji mięso, lecz także uznawane było ono za produkt z wyższej półki. Pomysłowy właściciel zakładu The Meat Shack postanowił sprzedawać swoje produkty jako ekologiczne. Interes kwitł, więc Drust zaczął reklamować się w lokalnej prasie. W końcu jeden z właścicieli okolicznych zakładów mięsnych, wziął pod lupę dostawy mięsa konkurencji z Studley. Po zebraniu dowodów obciążających Meat Shack zgłosił sprawę na policję. Z całej sytuacji poza oskarżonym najbardziej niezadowoleni są klienci - Mięso było naprawdę świetnej jakości, a i cena bardzo przyzwoita - mówi jedna ze stałych klientek sklepu.

Simon Drust – przedsiębiorczy, ale nieuczciwy właściciel firmy The Meat Shack z Studley importował wołowinę, wieprzowinę i drób. Produkty były opatrzone hasłem ”Najlepsza brytyjska wołowina/drób/wieprzowina”. O tym jak dotkliwa będzie kara pieniężna, oskarżony właściciel zakładu dowie się 22 stycznia. Właśnie wtedy odbędzie się ostatnia rozprawa. Właściciel The Meat Shack jeszcze nie zadecydował czy powróci do sprzedaży rodzimego, angielskiego mięsa, czy nastawi się na sprzedaż już oficjalnie importowanego surowca.