Polityk ma być skromny, tak go sobie wyobraża naród, dlatego wesele Norberta Kaczmarczyka, byłego wiceministra rolnictwa przejdzie do historii nie literatury, dzięki Bogu, a nauk zajmujących się politycznym marketingiem. Tam jest jego miejsce, na śmietniku politycznych wydarzeń, którymi w ogóle nie powinniśmy się zajmować. A jednak. To wesele poraziło naród, który nie mógł strawić, że było ono nadmiar huczne, na 500 osób. Nie bez echa przeszedł także prezent w postaci ciągnika marki John Deere za ponad milion złotych. Pycha wiceministra, a może zazdrość ludzi doprowadziły do tego, że o jego funkcji mówimy już w czasie przeszłym. Pan Kaczmarczyk został odwołany.

Współczuję państwu młodym, że zamiast miesiąca miodowego (wesele ich odbyło się 20 sierpnia br.) spędzonego w ciszy i spokoju zaczynali być może każdy dzień od wyjaśnień i odpowiedzi po przeczytaniu porannej porcji medialnych doniesień na ich temat. Zamiast zaszyć się gdzieś w górach lub nad jeziorem by pielęgnować swą miłość doświadczyli czegoś, czego na pewno się nie spodziewali. Kalendarzowy miesiąc miodowy dobiegł końca, dlatego pozwalam sobie skomentować, to co wydarzyło się w tym czasie wokół wesela posła z małopolskich Czajęczyc. Kilka zdań poświęcę jego następcy, posłowi Januszowi Kowalskiemu. Bo gdyby nie dymisja Kaczmarczyka, nie zostałby poniżony premier mojego kraju.

„Ach  co to był za ślub…” – rozpisywali się dziennikarze zwracając uwagę na liczbę gości i wspomniany traktor, który panu młodemu sprezentował jego brat. Potem wprawdzie okazało się, że to nie była darowizna, a jedynie użyczenie, jednak mleko już się rozlało. Do tego naród poczuł niesmak w związku z odegraniem przez pana młodego głównej roli w spocie reklamowym wspomnianego ciągnika. Dymisja wiceministra już wtedy zawisła na włosku. Nikt jej nie uzasadniał, czyli poszłoby o brak skromności ze strony polityka.

Brak skromności, bo rejestr korzyści posła Norberta Kaczmarczyka był nadal pusty. Ten, który znajduje się na stronie internetowej Sejmu nie zmienił się od 25 września 2019 r. Gdyby wiceminister dostał traktor powinien go zmienić i wpisać do niego ogromnie drogi prezent. Skoro tego nie uczynił, a wierze że nie zamierzał taić tego faktu, to od samego początku odgrywał rolę, w której nie powinien zostać obsadzony. Polak mądry po szkodzie. Niektórzy, szczególnie politycy w kontrze do Solidarnej Polski, przywoływali urzędy skarbowe, nawet CBA, że powinny sprawdzić czy wiceminister zapłacił podatek od rzeczonego prezentu. Nie musiał, bo nawet gdyby go dostał od brata, a wiemy teraz, że tak nie było, to jest on zwolniony z niego z godnie z prawem. Darowizny w gronie najbliższej rodziny są nieopodatkowane. Pozostawało mu jedynie zgłoszenie takiego faktu do urzędu skarbowego.

Wydawało się, że minister zostanie ocalony. Jednak czarę goryczy przelała… dzierżawa. On sam nie dzierżawił nic z Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, ale domniemamy, że mógł wpłynąć na decyzje państwowej instytucji, gdy nie sprawował jeszcze posady sekretarza stanu w MRiRW, a był posłem. Pan Kaczmarczyk zarzekał się, że nie pomagał w tej sprawie bratu, jednak smród się rozniósł, bo rolnik co wydzierżawiał grunty bratu ówczesnego wiceministra wyznał jak to było. Prawa nie złamano, znowu tak mniemam, bo przecież sprawą zająłby się już prokurator, ale etyka działania pozostawia wiele do życzenia. Takie mamy prawo, niestety, a ci co są u władzy, albo mają kontakty, mogą więcej. W tej kwestii nic się nie zmieniło od lat, nie ważne kto stoi u władzy. Niejednoznaczność przepisów powadzi do niekaralnych nadużyć.

Jednak ziemia rolna przesądziła los byłego wiceministra. Partia dała, partia zabrała. Czysta polityka, nic więcej. Był jeden pan z partii, będzie inny. A ten inny to Janusz Kowalski. To on krytykował premiera, swojego szefa w rządzie, gdyby w nim kilka lat temu, a teraz ten sam premier dał mu szansę na słanie kolejnej krytyki pod swoim adresem. Wychodzi na to, że prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Premier Mateusz Morawiecki będzie jest biskup Ignacy Krasicki. Zapewne wie, co czyni dobrze i nie będzie się kierował w ocenianiu siebie cudzym zdaniem. Jeśli takie cnoty przyświecają premierowi, to moja krytyka wobec niego zawarta wcześniej pozostanie bez znaczenia.

Wracając do wesela pana Kaczmarczyka i powołania pana Janusza Kowalskiego na urząd sekretarza stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi to dostrzegam pewną analogię do wspomnianego na wstępie dramatu „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Nasz poeta przywołuje w nim Chochoła, postać nie mającą nic wspólnego z realistycznym życiem, która jest wytworem wierzeń ludowych. Nowy wiceminister jawi mi się jak ta fantastyczna postać, pojawiająca się w ostatniej scenie dramatu. Jest symbolem marazmu…

Ponieważ upłynął miesiąc miodowy, wspólnie z Iwoną Dybą skomentowaliśmy wydarzenia wokół wesela pana Norberta Kaczmarczyka, byłego wiceministra rolnictwa i powołanie w jego miejsce pana Janusza Kowalskiego. Zapraszam do obejrzenia komentarzy.