Czeskie służby weterynaryjne w ciągu kilku miesięcy skontrolowały praktycznie wszystkie gospodarstwa hodowlane znajdujące się w regionie Żlina. Wnioski? Wiele z nich nie spełniało wymagań bioasekuracji. Jednak prawdziwą plagę stanowiły gospodarstwa, w których świnie nie były rejestrowane. Zwierzęta z tzw. szarej strefy zgodnie z nową ustawą o hodowli mają być ubite do 11 marca. Po tym terminie wszyscy ci, którzy w dalszym ciągu nie zgłoszą hodowli, będą musieli słono za to zapłacić. Kara jest horrendalna i ma służyć jako tzw. straszak. Wynosi aż 100 tysięcy koron, co w przeliczeniu na polskie złotówki daje sumę 16 tysięcy. Jeszcze wyższa kara dotknie przetwórców, którzy zdecydują się na ubój i sprzedaż mięsa niewiadomego pochodzenia. Kara w tym przypadku wyniesie nawet 2 mln czeskich koron, a to przenosząc na polskie realia oznacza 330 tysięcy złotych!

Niestety wirus wciąż migruje. Na razie obrał kierunek południowo-wschodni i z każdym tygodniem zbliża się do granicy ze Słowacją. W ostatnim tygodniu czeski Główny Inspektorat Weterynarii musiał poszerzyć strefę ASF o 17 gmin.

Czesi wielkie nadzieje wiązali z postawieniem płotów zapachowych, które miały przynajmniej opóźnić migrację dzików. Z pewnością tak się stało, jednak nie zatrzymało to wirusa. W grudniu poinformowano, że dziki przekroczyły „zapachową granicę”.

- Liczyliśmy, że zapach imitujący m.in. występowanie niedźwiedzia na dłużej zniechęci dziki. Mieliśmy jednak świadomość, że będzie to krótkotrwałe działanie. Liczyliśmy, że teren otoczymy solidnym ogrodzeniem. Jednak z wielu powodów nie dało się tego uczynić - przyznaje Petr Majer, rzecznik prasowy czeskiej weterynarii. Według ostatnich danych, w Czechach wirus potwierdzono u 219 dzików.