Zacznijmy od dzików, zanim ruszymy na polowanie…

O ASF oraz o trudnej sytuacji producentów wieprzowiny powstały setki opracowań, a żadne z nich nie doprowadziło do poprawy sytuacji. Wybuchają kolejne ogniska tej choroby, a tysiące gospodarstw rolnych upadło. Dziki jak hasały po polach, tak hasają i nikt nie potrafił sobie z nimi poradzić. Mieli z nimi rozprawić się rządzący i…, mieli, ale nic z tego nie wyszło. Miałyby być kary dla myśliwych (choć te obowiązują już), miały być policzone dziki. Skoro nikt, ani nic nie pomogło, to niech rolnicy wezmą sprawy w swoje ręce i rozprawią się ze „szkodnikami” roznoszącymi ASF. Prawo do tego celu jest już gotowe.

Jak to było, a jak nie jest?

Przed II Wojną Światową sprawy łowiectwa regulowało rozporządzenie prezydenta Rzeczypospolitej z 3 grudnia 1927 r. Stanowiło ono jedną zasadniczą kwestię, mianowicie tę, że polowanie jest związane z własnością gruntu i należy do właściciela gruntu. Przedwojenne prawo łowieckie mówiło, że właściciel polowania może użytkować je samodzielnie, jeśli obszar gruntu na którym miało się ono odbyć jest nie mniejszy niż 100 ha. Na te 100 ha mogło „złożyć się” kilku właścicieli i obwód łowiecki mógł działać. W każdym bądź razie taka powierzchnia gruntu dawała możliwość powołania spółki łowieckiej ze statutem, który nadawał starosta.

Odrębną historią było posiadanie pozwolenia na broń myśliwską. Prawo do polowania można było realizować, jak się posiadało kartę łowiecką. Wejście w jej posiadanie było obwarowane jednym podstawowym warunkiem: w ciągu ostatnich lat dziesięciu nie można było być karanym za popełnienie zbrodni lub występku pochodzącego z chęci zysku.

Bardzo intersująco brzmiał paragraf dotyczący szkód łowieckich. Jeżeli szkody wyrządzane przez dziki przybierały poważne rozmiary, a właściciel lub dzierżawca polowania na obszarze, na którym zwierzęta miały swoją ostoję nie zapobiegł wyrządzanym szkodom, wojewoda mógł zarządzić obławę na nie na koszt właściciela lub dzierżawcy polowania w celu przetrzebienia dzików.

Po wojnie doszło do zasadniczych zmian, a przełomowe było prawo nadane w 1959 r. o hodowli, ochronie zwierząt łownych i prawie łowieckim, które odebrało zwierzęta właścicielom ziemi i przypisało je Skarbowi Państwa. Ludowa Polska nie tylko w tym zakresie pozbawiała praw Polaków, a nie wszystkie błędy i wypaczenia minionych dekad zostały do tej pory naprawione. Prawo proste, nieskomplikowane jest gotowe, już zostało napisane i kiedyś obowiązywało.

Pora na KSG?

Czyżby proste rozwiązania nie były modne we współczesnym świecie? No bo, co można powiedzieć o powołaniu Krajowej Grupy Spożywczej? Wobec jej powstania można zapytać czy od mieszania herbaty zrobi się ona słodsza? Albo inaczej, proponujemy Państwu zagadkę. Polak miał 100 złotych. Trzymał je w prawej kieszeni. Postanowił przełożyć je do lewej. Ile pieniędzy miał Polak i o ile się wzbogacił? Darujemy sobie odpowiedź na nią. Po co wobec tego ktoś celowo komplikuje, to czego nie trzeba? Panowie wicepremierzy Jacek Sasin i Henryk Kowalczyk trochę namieszali i szkoda, że minister rolnictwa wyzbywa się spółek ze swojego portfolio, które od lat były perłami w jego koronie. Czyżby KOWR źle nimi zarządzał, pomijając fakt, że każda z nich miała swoje zarządy? MAP będzie to robił lepiej, z tymi samymi zarządami? Zauważmy, że nie wszystkie spółki nasienne poszły od jurysdykcję Ministerstwa Aktywów Państwowych. Kilka z nich zostało pod kierownictwem Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin. W każdym bądź razie, jest co komentować.

Życie sobie, a ceny sobie, no chyba, że…

Te spółki nie mają najmniejszego wpływu na ceny, czy to zbóż, czy innych produktów. Dlatego warto w tym miejscu zapytać Rafała Romanowskiego, wiceministra rolnictwa, który pracował wcześniej w MAP i tworzył Holding Spożywczy, co miał na myśli twierdząc, że konsumenci stracą jeśli nie będzie dopłat do nawozów? Strasznie to zawiłe, tak samo jak decyzje, które zapadały w minionym tygodniu w sprawie Krajowej Grupy Spożywczej. My i rolnicy nie daliśmy się zwieść na hasło „bezpieczeństwo żywnościowe”, które ma odpowiadać za utworzenie – jak pisały niektóre media – państwowego giganta.

Dwie dawki azotu poszły już pod oziminy, otwartym pytaniem pozostaje, co z trzecią, która będzie decydowała o jakość ziarna? Dlatego pytanie, o to czy stracą konsumenci, czy też nie, ciągle pozostaje otwartym? 

Obejrzyjcie i posłuchajcie sami. Na polowaniu padły strzały…