Dzisiejsza akcja rozdawania jabłek przez przedstawicieli AGROunii spotkała się z pozytywnym odbiorem wśród warszawiaków. Wiele osób z zainteresowaniem słuchało rolników, czasami po prostu dziwiąc się, że w kraju, który ma tak silne tradycje rolnicze, taka działalność może się po prostu nie opłacać.

Jak mówił dziś Michał Kołodziejczak, lider organizacji. – Robimy to by pokazać jak chore panują realia na naszym rynku. Jeśli chodzi o protesty, to organizujemy je tylko i wyłącznie dlatego, by ukazać istotę problemu. Politycy świetnie potrafią rozmyć ten obraz i trudności z jakimi mierzą się dzisiaj rolnicy. Jeżeli teraz nie będziemy działać, to za rok nie będzie można nawet myśleć o rozdawaniu jabłek, bo ich po prostu nie będzie. A zamiast dzisiaj walczyć z problemem, to walczy się z rolnikami.

Pytany o "Porozumienie rolnicze" podkreśla, że nie widzi jego sensu sensu. - Na dialog jest zawsze miejsce ale jak można mówić o porozumieniu, gdy nie ma konfliktu w rolnictwie. Jest to wyłącznie odciąganie w czasie rozwiązania problemu, porozumienie toczy się od spotkania do spotkania, a my oczekujemy działania – komentował.

Wśród wolontariuszy AGROunii, sporą część osób stanowili sadownicy, m.in. z okolic Warki czy Sandomierza. Zwracali uwagę, że dzisiejsza akcja rozdawania jabłek to akt rozpaczy, bo sytuacja wielu gospodarstw sadowniczych jest dramatyczna. - Jeśli te 50 tys. rozdanych dzisiaj jabłek, nie trafiłoby w ręce przechodniów, to po prostu by się zmarnowały - mówili sadownicy.

Jedna z uczestniczek dzisiejszej akcji #owoceAGROunii, Marta Przybyś z okolic Sandomierza działa w grupie producenckiej, która skupia ponad 60 sadowników, jej członkowie uprawiają jabłonie średnio na 10 do 30 ha.

Jak mówi, są to typowe gospodarstwa rodzinne, które dzisiaj nie mają z czego żyć. - Sprzedaliśmy jabłka w ramach skupu przeprowadzonego przez firmę Eskimos. W zaległości po stronie firmy pozostaje ok. 500 tys. zł, do 14 marca wypłacono nam zaledwie 10 proc. tej kwoty i wygląda na to, że pozostała reszta, to  są już utopione pieniądze. Przy tym, cały czas jesteśmy zwodzeni, że wypłata pieniędzy za chwilę ruszy. Niektórzy już zbankrutowali, inni zbankrutują za chwilę. Jak długo można czekać, jak przygotować się do nowego sezonu? – pyta.

Na pytanie, z czego żyje jej rodzina odpowiada, że sama jest zatrudniona poza gospodarstwem, a mąż pracuje za granicą - do jego wyjazdu zmusiła nas sytuacja - mówi. 

Obecni dzisiaj sadownicy w centrum Warszawy, podkreślali jednocześnie, że skup przeprowadzony przez Eskimosa pozwolił na podniesienie dramatycznie niskiej ceny jabłek, którą notowano w zeszłym roku, do trochę lepszego poziomu wynoszącego ok. 30 gr/kg. Z drugiej strony, ta nadal dość niska cena jest dzisiaj zbijana przez większe koncerny. Rolnicy, w przeprowadzonych z redakcją farmer.pl rozmowach, dziwili się również, dlaczego takie działanie, jak potężny skup jabłek w sytuacji kryzysowej, podejmuje firma działająca głównie w obszarze mrożonek, mająca niewiele wspólnego ze skupem i przetwórstwem jabłek.

Wśród osób rozdających jabłka, można było spotkać także Patrycję Stempniak, rolniczkę z Wielkopolski zajmującą się produkcją trzody chlewnej i bydła opasowego. W rozmowie niepewnie wypowiada się o dalszej kontynuacji produkcji świń w swoim gospodarstwie. - Dzisiejsza cena za żywiec wieprzowy w naszym regionie to 3,8 zł/kg. Nie przekracza nawet 4 zł. Nie można tak dalej funkcjonować. Wiele gospodarstw kończy z tą produkcją, a szkoda, bo wiem, że jak raz się zrezygnuje z produkcji zwierzęcej, to później raczej już się do niej nie wraca - podkreśla na koniec.

Przypomnijmy, że poranna akcja AGROunii, była przeprowadzona w 10 miejscach w Warszawie oraz równolegle w Lublinie i Poznaniu.