Po posiedzeniu Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi dotyczącym problemów związanych z nadmierną koncentracją ferm wielkopowierzchniowych w poszczególnych regionach Polski w sieci rozgrzała dyskusja na temat tego, czym właściwie są fermy przemysłowe.

– A co to fermy przemysłowe?? Czy w polskim prawie jest takie pojęcie?? Ferma to więcej niż 2 szt., 20 szt., 200 szt. czy 2000 szt. loch krów czy szynszyli?? –  pytał Konrad Krupiński, czyli Rolnik Sam w Dolinie.  

Udzielono wielu odpowiedzi na to pytanie. Partia Twiterowych Rolników stwierdziła, że „To zależy od sytuacji i tego, kogo w danym momencie trzeba zgnębić”, zaś jak wskazał inny użytkownik „jeśli znasz swoje zwierzęta, dbasz o ich dobrostan to nie jest to ferma przemysłowa...”.

Do pytania odniósł się również unijny komisarz ds. rolnictwa, Janusz Wojciechowski.

– Ferma przemysłowa to jest taka ferma, która zajmuje się już nie, tak jak rolnictwo, hodowlą zwierząt lecz produkcją mięsa, jak przemysł. W której zwierzęta przestały być żywymi istotami i stały się już tylko surowcem produkcyjnym. Jest to kwestia nie tyle wielkości co metod – stwierdził Komisarz Wojciechowski. – W mojej wsi wielu rolników hodowało krowy, świnie, kury. Nikt natomiast nie zajmował się produkcją mięsa. Rolnicy hodowali zwierzęta, nie surowiec – dodał.

To oczywiście podsyciło dyskusję. Jak zauważyło wielu internatów, hodowla to praca zarobkowa, więc ostatecznie chodzi o produkcję surowca na sprzedaż.

– No dziwne rzeczy pisze Komisarz. Czyli jak mam 40 krów na mleko i 20 byków na mięso, produkuję mleko i mięso, to jestem fermą przemysłową, bo sprzedaję mleko i mięso, mimo że jestem rodzinnym GR a każda krowa ma imię itp... – wskazał Rolnik Sam w Dolinie.

Z kolei Jacek Zarzecki stwierdził, że nie ma definicji fermy przemysłowej oraz pytał Komisarza Wojciechowskiego co oznacza zwrot „produkcja mięsa” i od jakiej ilości należy używać takich sformułowań. „Wydaje mi się, że kierujemy się emocjami a nie prawem” – dodał. Jednak Komisarz Wojciechowski obstawał, że kwestią kluczową nie jest wielkość, a stosowane metody.  

– Rozumiem, że definicji nie ma, więc nie należy używać tego sformułowania do podziału rolników według czyjegoś widzimisię, co gorzej opiniotwórczego widzimisię – stwierdził Jarosław Deneka. Na co Komisarz Wojciechowski odparł „To odpowiem inaczej - ferma przemysłowa to jest taka ferma, z którą Pan, nowoczesny ale zwyczajny rolnik, przegra w konkurencji na intensywność i masowość produkcji, chyba że reguły tej konkurencji zmienią się na tyle, by zapewnić Panu warunki przetrwania”.

Internauci podkreślili jednak, że część gospodarstw rozwijanych od pokoleń osiągnęła dużą skalę.

– A co z gospodarstwami które od pokoleń się rozwijają i osiągnęły na przykład skalę 500 djp? To jest gospodarstwo rodzinne czy ferma przemysłowa? – pytał Deneka. – Panie Komisarzu, zastanawiam się czy to coś złego, że rolnik dorobił się dużej nowoczesnej fermy? To co Pan tutaj definiuje, można łatwo zmanipulować i rozciągnąć na każdego hodowcę. Fabryki też zaczniemy krytykować, bo tam roboty składają samochody, zamiast ludzie ręcznie klepać? – pytał Jacek Hecht. „Czy rodzinne fermy przemysłowe, które przez lata inwestowały w swoje chlewnie czy kurniki to zło? Jak to jest panie Komisarzu?” – napisał Krzysztof Pietrzak.

– Podał Pan przykład gospodarstwa które dziś daje sobie radę ale jutro będzie za małe w tym wyścigu. Bo za chwilę już nie wystarczy 500 djp, trzeba będzie mieć 5 tysięcy. A potem 50 tysięcy, a potem sto... Taki jest ten wyścig, który chcemy ograniczyć, chroniąc zwykłych rolników – napisał Komisarz Wojciechowski w odpowiedzi na pytanie Deneki.

Jednak zdaniem rolników hodowla na małą skalę nie ma szans na utrzymanie się na rynku.

– Małych hodowli w żaden sposób nie da się obronić, a na pewno nie większość. Największym problemem takich gospodarstw jest przede wszystkim brak mechanizacji w hodowli a obecnie nikt nie chce robić ręcznie. Co by Pan nie zrobił i tak nie będzie tyle pieniędzy aby to utrzymać – napisał Daniel Słomka, z którym zgodził się Jacek Hecht stwierdzając - „Albo nowoczesna produkcja, którą Pan Komisarz chciałby zdeprecjonować, nazywając ją „przemysłową”, jako coś złego, albo żadna. Bo bez mechanizacji, która jest realna tylko na dużych fermach, nie będzie przyszłości dla rolnictwa. Chyba, że skansen”.

Inni zaś zarzucili Komisarzowi podejmowanie prób podzielenia rolników.

– Dlaczego dzielisz rolników Komisarzu? Wiem, że to jest waszym celem aby wszyscy między sobą się gryźli. Wrzucacie do opinii publicznej takie puste hasła aby wywołać burze: aborcja, rolnik aktywny, ferma przemysłowa, a na komisji rolnictwa Otwarte Klatki reprezentują rolników – wskazał Andrzej Waszczuk. „Dzieleniem nazywa Pan pomaganie rolnikom, żeby nie padli w nierównej konkurencji z wielkim biznesem rolno-przemysłowym. Żeby hodowla świń była dostępna chociaż dla kilku gospodarstw w gminie, a nie dla jednego w powiecie” zripostował Komisarz Wojciechowski.

– W takim razie chciałbym Pana zapytać i liczę na odpowiedź. W jaki sposób chcecie wspierać tzw. "fermy nieprzemysłowe" bo póki co są one na wyginięciu... – pytał użytkownik Hodowca.